Translate

sobota, 27 października 2018

Rozdział III cz.I- "Za późno się zorientowałem..."

Spis Treści 
Rozdział III cz.I- "Za późno się zorientowałem..." (obecnie czytany)
Rozdział III cz.II - "Za późno sie zorientowałem..." 
Rozdział IV - "Otaczała nas iluzja..."
Rozdział V - "Sami to zrobiliśmy..."
Rozdział VI - "Dopiero  dostrzegliśmy..."
Rozdział VII - "Gorzki posmak..."
Rozdział VIII - "Nadzieja umiera ostatnia..."
Rozdział IX - "...nauczka na przyszłość"


- Dziadku, opowiedz, jak zakochałeś się w babci! 
- Oczywiście. Gdzie to ja ostatnio skończyłem... 
 
Już pamiętam.  
Chciałem jakoś spotkać się z moją Karoliną. Chociaż wtedy nią jeszcze nie była.  
Starałem się jej jakoś zaimponować. Zawsze, gdy była w pobliżu przykuwała moją całą uwagę. Moi przyjaciele od razu to zauważyli i jak to oni zaczęli się ze mnie nabijać. Śmiechy, że ktoś taki jak ja dał się omotać szarej myszce. Czasami próbowali podpuścić mnie, że powiedzieli jej o moich uczuciach. Parę razy się z nimi poszarpałem, gdy przechodziła obok.  
Chyba na początku miała mnie za totalnego idiotę. Kilka razy próbowałem umówić się z nią do kina.  
Udawało mi się ją zastać w świetlicy jak czekałem na autobus. Odrabiała chemię. Podszedłem do niej i po prostu spytałem.  
Karo wydawała się lekko speszona, gdy oderwałem ją od zadań. Usiadłem naprzeciw niej, pytając czy nie chciałaby wybrać się ze mną w weekend do kina. Odpowiedziała, że może innym razem. W ten weekend miała podobno opiekować się rodzeństwem. Rzeczywiście tak było, ale dowiedziałem się o tym dużo później. Wtedy myślałem, że po prostu mnie zbywa.  
Ale ja nie umiałem tak po prostu odpuścić. Można powiedzieć, że już wtedy wiedziałem, że Karolina to kobieta mojego życia. Nie pozwolić jej odejść.   
Musiałem spróbować czegoś innego.  
Karo nie była, nie jest i nigdy nie będzie jak inne kobiety. Wyróżniała się.  
To było powodem, dlaczego moje sztuczki na podryw nie działały. Wszystkie rady od mojego brata zawodziły.  
Moje marne podchody trwały już dobre dwa miesiące. Miałem wrażenie, że nie ważne co powiem, ona i tak mi odmówi.  
Wmawiałem sobie, że może któraś z jej koleżanek nagadała jej coś na mój temat. Co potem okazało się prawdą. Rzeczywiście jej przyjaciółka Emilii – chyba tak miała na imię - powiedziała, że jestem podrywaczem. Gościem, któremu zależy tylko na ładnej buzi i niczym więcej.  
Okazało się, że była we mnie zakochana i chciała pozbyć się konkurencji.  
Na szczęście jej kontakt z Emilii, urwał się po jej maturze. Naprawdę nie cierpiałem tej dziewczyny.  
Lecz działania Emilii, udałyby się, gdyby nie pierwsza lekcja gry na pianinie.  
Pamiętam jakby to było wczoraj. Po piątkowym treningu, umówiłem się ze znajomymi na wieczór z grami wideo.  
Trening koszykówki przeciągnął się o pół godziny, więc byłem trochę spóźniony. A znajomi nie omieszkali mieć o to do mnie pretensji. Przechodziłem obok auli, gdy to usłyszałem.  
Tą znajomą muzykę.  
Tą, którą słyszałem podczas koncertu.  
Tą, którą zauroczyła mnie Karolina.   
I się nie pomyliłem. Powędrowałem za tą melodią na koniec korytarza, skąd dochodziła. Sala muzyczna.  
Drzwi były lekko uchylone. Podszedłem do nich. Oparłem się o nie, obserwując Karolinę. Siedziała przy szkolnym pianinie. Drewniany lekko podniszczony instrument stał z boku, przy oknie.  
Zawsze dziwiło mnie, że nie wyrzucili tego instrumentu. Podobno trzeba go było stroić dwa razy w tygodniu. Wymieniano też klawisze – czasami się łamały ze starości. Niektórzy żartowali, że to pianino pamiętało czasy stanu wojennego.  
Może zostało tylko dlatego, że Karolina na nim grała. Po szkole chodziły plotki, że to jej ojciec wspomaga salę muzyczną. Podobno wpłacał pieniące na zajęcia muzyczne. Co zresztą okazało się prawdą. Karo sama mi to powiedziała jak już byliśmy parą. Jej rodzice nigdy nie oszczędzali pieniędzy, jeśli chodziło o rozwój ich ukochanej córeczki.   
W końcu była jedynaczką. Jej ojciec był dla niej bardzo pobłażliwy, aż trudno uwierzyć, że nie wyrosła na rozpieszczoną lalunię. Może to za sprawą jej dziadków? Opowiadała mi, że zawsze byli dla niej surowi w przeciwieństwie do rodziców.  
To było trochę dziwne, ale nie mi to oceniać.  
Ale wracajmy do sali muzycznej.  
Uważnie jej się przyglądałem. Była naprawdę niesamowita. Ta energia, którą emanowała jeszcze bardziej wzmocniła moje uczucia względem niej.  
Może to trochę głupie, że zakochałem się w kobiecie, o której niewiele wiedziałem. Ale kto z nas zna ścieżki miłości? Jak bardzo pokręcony bywa los? I jakie niespodzianki potrafi nam sprawić? 
Los znowu postanowił spłatać mi psikusa. Ale w tym wypadku jestem mu za to dozgonnie wdzięczny.  
Gdy ja zajmowałem się obserwowanie Karo, zobaczył mnie zastępca dyrektora. Wredny człowiek, który - zdaje się - nienawidził uczniów. Potrafił przyczepić się do wszystkiego. Pofarbowane włosy? Kazanie. Nie ważne, że szkolny regulamin nam tego nie zabraniał.  
Mocny makijaż? Kazanie.  
Spóźnienie się na lekcję o dosłownie minutę? Kazanie.  
Nie nazwałeś nauczyciela profesorem? Kazanie. I nie obchodziło go, że żaden z nich nie miał oficjalnie tego tytułu.  
Wszyscy uczniowie go nie cierpieli. Najgorsze były z nim lekcje chemii. Na szczęście miałem je tylko przez rok. Ale i tak zdążyłem mu się narazić. Wystarczy, że nie umiałem, czegoś na lekcji.  
Z ledwością udało mi się wtedy zaliczyć ten przedmiot.  
Ale znowu za bardzo odpływam... 
Gdzie to ja skończyłem...? 
Ah! 
Już pamiętam.  
Zaczepił mnie przy sali muzycznej. O mało co zawału nie dostałem jak się do mnie odezwał. Ten jego surowy wzrok jakbym kogoś zabił. Ciężki głos, który powodował dreszcze. Myślę, że pan Przybysz mógłby straszyć ludzi w domu strachów swoją posturą.  
Zapytał mnie co ja tutaj robię o tej porze. Zupełnie nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Mówiłem co mi ślina na język przyniesie. O treningu. O tym jak się przedłużył. O spotkaniu z kumplami.  
Starałem się, żeby nie wyszło, że podglądałem Karo. Mogłem mieć z tego powodu wiele kłopotów.  
Pan Przybysz zaczął się denerwować. Wyglądało, że jego żyłka na czole może za chwilę pęknąć.  
Już miał przerwać mój - bezsensowny - wywód, gdy wtrąciła się Karo.  
Stanęła obok mnie, mówiąc, że się spóźniłem. Na początku nie bardzo wiedziałem o co jej chodzi. Dopóki nie zwróciła się w stronę pana Przybysza. Powiedziała, że znowu guzdrałem się na naukę, gdy na pianinie.  
Wtedy od razu załapałem, że mnie kryje. Szybko potwierdziłem jej słowa. Nauczyciel nie wydawał się zbytnio tym przekonany, ale odpuścił mi. Ostrzegł mnie jedynie, że nie powinienem marnować czasu “panny” Karoliny.  
Dla utrzymania naszego małego kłamstewka, weszliśmy razem do sali. Karolina usiadła na krześle i zaczęła robić mi wyrzuty, że ciągle się spóźniam. Jaki to ja jestem nieogarnięty oraz nieodpowiedzialny. Trochę dziwnie się czułem, gdy tak do mnie mówiła. Nie bardzo rozumiałem po co to robi.  
Jej monolog trwał tak z pięć minut? 
Potem nagle urwała w pół zdanie. Wstała, zmierzając w stronę drzwi. Otworzyła je i powiedziała, że teraz wice-dyrektor mnie nie usłyszy. Byłem z lekka zmieszany. Trochę dziwnie się jej słuchało, ale ostatecznie byłem jej wdzięczny.  
To co zrobiła, spowodowało, że zmieniłem o niej zdanie. Nie była tą szarą myszką za jaka ją brałem. Miała gadane, jak to się mówiło w moich czasach.  
Jeszcze bardziej chciałem ją przez to poznać. Jaka jest naprawdę. Co skrywa w głębi.  
Nie mogłem przegapić tej okazji jaka się nadarzyła. Spytałem ją prosto z mostu, czy nie nauczyła by mnie gry.  
Zamurowało ją. Widocznie nie spodziewała się takiego przebiegu sprawy. Wpatrywała się we mnie z dobrą minutę, zanim się odezwała.  
Spytała, dlaczego miałaby to zrobić.  
Nie mogłem powiedzieć, że ją lubię. Musiałem coś wymyślić. Powiedziałem, że chciałbym się tego nauczyć, ponieważ zawsze mnie to ciekawiło. A na pytanie, dlaczego wcześniej nie grałem, powiedziałem, że jakoś nie było okazji spróbować.  
Zdziwiło ją, że ktoś taki jak ja – typ sportowca – chce grać na pianinie. Ale chyba schlebiło jej to, że chcę, aby była moją nauczycielką.  
Zgodziła się na to, ale pod paroma warunkami.  
Miałem się jej słuchać na zajęciach. Nie wolno było mi się spóźnić, bo zacznie beze mnie. I najważniejsze, zero umawiania się na randki.  
To ostatnie oboje złamaliśmy. Ale na swoją obronę powiem, że to ona pierwsza zaprosiła mnie. Nie ja ją, więc teoretycznie nie złamałem żadnej zasady.  
Po kilku tygodniach wspólnego grania, udało mi się wiele nauczyć. Karo powiedziała, że chyba jestem do tego stworzony. Według niej miałem dłonie pianisty. Długie palce, które mogły bez problemu objąć klawisze.  
Bardzo dobrze nam się razem grało. To był naprawdę cudowny czas. Tylko my dwoje nikt więcej. Wtedy naprawdę ją poznałem. Nie była taka za jaką ją na początku wziąłem. Przynajmniej nie w stu procentach. Nie była cicha czy nieśmiała tylko nieufna. Wolała podchodzić do ludzi z dystansem. Chociaż bywała z pozoru wydawała się poważna naprawdę to tryskała energią. Nie znałem do tej pory osoby, która miałaby tyle pomysłów co ona.  
Często wpadała do sali muzycznej – jak spotykaliśmy się już kilka razy w tygodniu na lekcjach - z nowymi dodatkami. To ręcznie ozdobiona spinka do włosów albo kolczyki.  
Czasami oglądając jej zeszyt do nut, widziałem na bokach małe rysuneczki. Najczęściej były małe ludziki, bawiące się na nutkach. Były naprawdę zabawne.  
Byłem szczęśliwy, że mogłem ją lepiej poznać. A gdy zaprosiła mnie na randkę - co prawda nie poszliśmy do kina, tylko na występ jakiegoś pianisty do Domu Kultury - czułem się jak tryskała ze mnie radość.  
A z biegiem czasu spotykaliśmy się nie tylko na naszych lekcjach. Wspólne weekendy. Wypady do kina czy parku. Oglądanie telewizji czy czytanie książek. Byliśmy najnormalniejszą w świecie parą zakochanych w sobie ludzi.  
Nie widzieliśmy świata po za sobą.  
Nawet jej wyjazd tego nie zniszczył, a jedynie wzmocnił naszą więź.  
Byłem od niej o rok młodszy. Gdy ona wyjechała na studia ja przygotowywałem się do matury. Wyzwaniem dla nas było znaleźć trochę czasu. Karolina studiowała weterynarię i miała naprawdę napięty grafik. Potrafiła siedzieć na uczelni od ósmej do dwudziestej. A w niektóre dni miała czasami tylko jeden wykład.  
A ja - będąc w klasie maturalnej - miałem jeszcze dodatkowe zajęcia. Potrafiłem mieć lekcje od ósmej do szesnastej, ale do tego dochodziły jeszcze powtórki w domu.  
Na szczęście oboje mieliśmy wolne weekendy. Karo wracała wtedy do swojego rodzinnego miasta, więc mogłem zabrać ją do kina albo razem odpocząć po męczącym tygodniu na kanapie.  
Zawsze jak przyjeżdżała pomagała mi z nauką, a raczej do niej przymuszała. Chciała, abym dobrze zdał maturę i dostał się na politechnikę.  
A ja wolałem spędzić ten czas inaczej. Z tego powodu parę razy się pokłóciliśmy. Teraz jak na to patrzę nie dziwię się jej.  
Gdy miałem podchodzić do matury w naszym kraju znowu pojawił się obowiązek służby wojskowej. Każdy chłopak po ukończeniu osiemnastego roku życia miał odbyć roczną służbę. Jeśli nie kontynuował nauki.  
Właśnie dlatego Karo tak się bała. Nie chciała, żebym trafił do wojska. Ja z resztą też nie. Mój dziadek był w wojsku i opowiadał mi jak to wygląda. To naprawdę nie jest miłe doświadczenie.  
Ale ja wiedziałem swoje. Musiałem być idiotą, który nikogo się nie słuchał. Wiedział lepiej.  
Gdy miałem badania, dostałem kategorię A. Czyli, że nadawałem się do wojska. Byłem zdrowy jak koń - jak to zgrabnie ujął lekarz. Wszyscy powtarzali mi, żebym poszedł do innego lekarza. Poprosił o zmianę.  Rodzice mieli znajomego lekarza, który mógłby mi napisać, że mam problemy z błędnikiem.  
Ale nikogo nie słyszałem. Chciałem pokazać, że jestem dorosły. Jakim byłem idiotą, że nikogo nie posłuchałem.  
 
Ale człowiek jest mądrzejszy po szkodzie.  
Jaki był mój szok, gdy nie udało mi się dostać na politechnikę. Zabrakło mi dosłownie jednego punktu. Jeden marny punkt zadecydował o tym co stanie się z moim życiem.  
Miałem jeszcze nikłą nadzieję, że dostanę się z listy rezerwowych. Ze strachu przed wojskiem złożyłem papiery na inne kierunki w drugiej turze.  
Nigdzie się nie dostałem.  
Na tych najmniej wymagających kierunkach nie było już miejsca – kulturoznawstwo czy filmoznawstwo 
Patrzyłem też na inne. Nie mogłem iść na informatykę, bo zdawałem jej na maturze. Nie dostałbym się. Na wydział geografii też się nie dostałem. Miałem za niski wynik na egzaminie dojrzałości, żebym mógł tam studiować.  
Krótko. Za późno się zorientowałem, miałem poważne kłopoty.  
Gdy w połowie sierpnia skończyły się wszystkie nabory na studia, przyszedł do mnie list.  
Wojsko wzywało.
 

23 komentarze:

  1. Całkiem ciekawa historia :-) Przypomniały mi się lata młodości, gdzie czytywałam dużo książek o podobnej tematyce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, że najchętniej przeczytałabym od razu całość. :)

      Usuń
  3. Fajny tekst do filiżanki herbaty:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie historie z życia przodków. Swojego dziadka też często o wiele rzeczy pytałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i będzie wojsko :) Przyjemna historia, fajnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieznane są motywy wyboru miłości swojego życia :) Piękna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie,lekko napisane,dobrze się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam, choć na początku zniechęcały mnie drobne błędy czy zmieniająca się czcionka w pierwszym rozdziale. Ale na tym kończą się wszystkie minusy! Naprawdę przyjemnie się czytało - lekka lektura na odprężenie. Co do jakby pierwszej rozmowy z Karoliną, czy w którymś z poprzednich rozdziałów bohater nie wspominał, że chemii uczyła ich nauczycielka, a nie wicedyrektor?
    Czekam na kolejną część i będę śledzić twoje prace!

    http://cutestarjk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie się czytało, bardzo dobrze piszesz ,prosty język dla każdego, dobrze ułożone zdania. Jedyna uwaga na przyszłość, kosmetyczna. Staraj się robić większe odstępy między akapitami, bo trochę się zlewa i trudno czyta na telefonie. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie i romantycznie :) przyjemnie się czyta Twoje opowiadanie. Czekam na dalszy ciąg :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawie się czyta - przeczytałam, mimo że absolutnie nie mam czasu, a to o czymś świadczy :) Będzie ciąg dalszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno pojawi się w tym miesiącu :)

      Usuń
  12. Bardzo fajnie się czytało :-) A historia piękna

    OdpowiedzUsuń
  13. Udana próba literacka - powodzenia w dalszym doskonaleniu warsztatu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam jak dawno temu sama pisałam opowiadania na blogu. Jakie to zamierzchłe czasy - aż sobie to przypomniałam i odrobinę żałuję, że zaprzestałam pisania. Muszę chyba na nowo się zmotywować i zacząć tworzyć, bo kiełkują mi różne myśli w głowie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wlasnie mam przy sobie herbatke - z przyjemnoscia przeczytalam interesujaca historie .

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo lubię takie historie :D. Świetnie się czytało. Czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Chętnie przeczytam dalszą część :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziadkowe opowieści- fajna sprawa. Wojsko wezwało i co dalej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co dalej będzie można się dowiedzieć pod koniec miesiące. Może szybciej.

      Usuń