Translate

sobota, 28 kwietnia 2018

Pop-art?

Kojarzycie może czym jest pop-art?
Jak nie, to tu jest drobne wyjaśnienie. klik

Chciałam stworzyć coś w tym styl, a przynajmniej podobnego. Wzór powstał kiedyś na lekcji i postanowiłam z nim pokombinować. 
A o to efekt!




sobota, 21 kwietnia 2018

Zapomniana Wytrwałość - Rozdział VII




Spis Treści
Rozdział VI
Rozdział VII (obecnie czytany)



Reszta tygodnia minęła normalnie. Jeśli można tak określić mieszkanie z człowiekiem.  
Wszystkie dni były do siebie podobne. Rano Kath uparła się, aby z nami wstawać i towarzyszyć przy śniadaniu. To najczęściej jej udawało się namówić Papyrusa, żeby nie ociągał się przed szkołą. Muszę przyznać, że miała do niego dobre podejście. Wtedy zastanawiało mnie, czy ma jakieś młodsze rodzeństwo, którym się opiekowała.  
Potem jak wychodziliśmy pojawiała się Saera. Nie wiem o czym rozmawiały. Jednak po ich pierwszym spotkaniu Katharina zaczęła inaczej na mnie patrzeć. Wówczas nie miałem pojęcia, że różowa jaszczurzyca opowiedziała jej historię o Upadłych Ludziach. Uważałem, że było to spowodowane nieufnością wobec mnie, lecz szybko porzuciłem ten zamysł. Była przy mnie bardzo otwarta oraz towarzyska.  
Miałem wrażenie, że stara się zyskać moje zaufanie. Ale po wcześniejszych przeżyciach z ludźmi wolałem być ostrożniejszy. Uważałem na to co mówię i robię. Nie byłem pewien jak ona może zareagować. Jednak ona zdawała się czekać.  
Spostrzegła, że lubię czytać książki, a w szczególności science-fiction. Próbowała ze mną na ten temat rozmawiać, lecz ja nie znałem jej autorów, a ona nie czytała - jak się okazało - starych wydań. Nie orientowałem się w świeżo wydanych książkach, bo takie po prostu do Podziemia nie wpadały. Najczęściej trafiały do nas lekko zużyte, kilku letnie książki. Mimo to sami mogliśmy pochwalić się znakomitymi pisarzami.  
Iceberg to stary powieściopisarz. Zajmował się on opowieściami na temat świata ludzi. Saga "Za Barierą" opowiadała o życiu ludzi, a dokładniej o pewnym rodzie magicznym. Opisywał rodzinę, która odbudowywała swoje życie po Wojnie. Kolejne książki przedstawiały losy tej rodziny w zmieniającym się świecie. Jak magowie, potwory oraz magia zostawały zapomniane. Natomiast Wojna między potworami, a ludźmi włożona między bajki.  
Powieść Iceberg'a za dużo nie różniła się od tego co nastąpiło. Chodzi o to, że ten autor urodził się kilka lat po powstaniu bariery. Wszystkie jego teorie i przypuszczenia zawarte w książkach dopiero po latach okazały się w pewnym stopniu trafne. Był on też jednym z niewielu pisarzy ukazujących ludzi z dwóch stron – Dobrej i Złej.  
Większość literatów prezentowała ludzi jako złe istoty, które powoli i skutecznie niszczyły Powierzchnię. Pomimo to znalazło się kilku takich, którzy obrazowali ludzi w neutralnym świetle. Nie jako demony żądne władzy i krwi, mimo że też występowały takie postacie, ale też jako dobrych i współczujących.  
Autorka powieści "Ukryty wśród ludzi" Reveal opisała życie kilku potworów nie spokrewnionych ze sobą, którym udało ukryć się przed ludźmi, zanim zostaliśmy zamknięci. Opowiada o ich rozterkach, problemach oraz emocjach. Jak sami zmagali się z utratą rodziny, wewnętrznymi konfliktami. A w późniejszej części książki o relacjach z ludźmi. O tym jak po pewnym czasie budują się między nimi pozytywne relacje.  
No, ale ja nie miałem robić wykładu o potworzej literaturze. Wracając... 
W literaturze nie miała punktu zaczepienia, więc spróbowała czegoś innego. Prawdopodobnie powiedział jej to Paps. Chodzi o moje zamiłowanie do gwiazd.  
Pewnego dnia przez "przypadek" znalazła u mnie książkę o ciałach niebieskich, a raczej poprosiła mojego brata o przyniesienie akurat tej.  
Zobaczyłem, jak przegląda ją wieczorem na kanapie, gdy ojciec czytał Papyrusowi bajkę na dobranoc.  
Zaskoczyło mnie, że zajęła się lekturą naukową. Muszę przyznać, że na początku miałem ją za osobę... Jak to powiedzieć, żeby to źle nie zabrzmiało... Uważałem Kath za osobę mało rozgarniętą, nad którą mam przewagę intelektualną... 
Oj... 
Nigdy nie oceniaj książki po okładce. Nieźle dostałem w skórę jak Katharina pomogła mi w zadaniu domowym. Ciąg arytmetyczny i geometryczny... Wtedy były dla mnie istną magią. Dobra, już przestaje z żartami. Widać nie rozluźniają one sytuacji tak jak przypuszczałem.  
Ale wracając... Jakąś godzinę męczyłem się z zadaniem. Miałem obliczyć sumę wyrazów w ciągu geometrycznym na podstawie ciągu arytmetycznego, jeśli mają taką samą liczbę wyrazów. Było jeszcze napisane, że liczba x jest większa o 7 od liczby z, a liczba z mniejsza o 5 od liczby y.  
Nie ważne co robiłem nie wychodziło mi. Każdy ma swoją granicę cierpliwości, a moja właśnie się skończyła.  
- Dość! Na dzisiaj już koniec! - krzyknąłem do siebie.  
Katharina spojrzała na mnie zdziwiona, odrywając się od lektury.  
- Co ty robisz? - zapytała, odkładając książkę na stolik.  
- Coś co cię przerośnie - odparłem. Może trochę za ostro, ale nie cierpiałem jak mi coś nie wychodziło. Wkurzałem się o drobne rzeczy jak coś mi nie wyszło i przy tym poświęciłem temu dużo czasu.  
- Tak samo jak ciebie? - zapytała z wrednym uśmieszkiem. Jednak po chwili wzięła do ręki laskę, którą załatwił ojciec. On też uznał, że krzesłomobil to dość ryzykowny środek transportu, a w szczególności, jeśli ma się do czynienia z wysokim progiem.  
Katharina westchnęła ciężko, podchodząc do stołu. Usiała obok mnie.  
- Pokaż to zadanie - powiedziała, wyciągając w moją stronę rękę. Poddałem się. Z wyższością dałem jej mój notes. Byłem stuprocentowo pewny, że go nie rozwiąże. Katharina wzięła jedną z leżących na stole kartek i ołówek. Zaczęła analizować moje obliczenia. Nie przyglądałem jej się.  
- Rozwiązałam - rzekła. 
- I co jed... - zaciąłem się w pół zdania, odwracając się w jej stronę. Zdziwiony dalej na nią patrzyłem.  
- Użyłeś złego wzoru - powiedziała spokojnie. Położyła obok siebie nasze kartki, zaznaczając u mnie błąd. - Zastosowałeś wzór na sumę szeregu geometrycznego, a nie na ciąg geometryczny. To na tym polegał twój błąd - rzekła, pokazując mi prawidłowy wzór. - Jak masz z tym problem mogę ci to wytłumaczyć, ale ostrzegam nie jestem dobra w wyjaśnianiu. Szybko tracę cierpliwość do takich rzeczy - wyjaśniła mi.  
Szczerze mnie zamurowało. Byłem dla niej wredny, a ona mimo to mi pomogła. Nawet zaoferowała dalszą pomoc.  
- Ta... Dzięki - rzekłem, krótko przepisując poprawny wzór. - Z resztą sobie poradzę.  
- Nie ma za co - uśmiechnęła się, jednak dalej obok mnie siedziała.  
Czułem się trochę niekomfortowo. Może to ze względu wcześniejszej wpadki... Resztę zadania domowego zrobiłem z drobną pomocą Kath. Jak tylko zauważyła, że się przy czymś długo głowię, patrzyła mi przez ramię, a potem czekała. Nie wywyższała się. Nie poganiała. Po prostu czekała, aż to ja powiem, że potrzebuję pomocy. Nic na siłę, nie robiła. I w końcu przełamałem się i poprosiłem o wytłumaczenie reszty zadań.  
Miała rację. Nie byłaby dobrym nauczycielem. Szybko traciła do mnie cierpliwość jak któryś raz z rzędu robiłem błąd w tym samym zadaniu. Wtedy zaczynaliśmy trochę na siebie krzyczeć. Ja, że ma na mnie nie podnosić głosu, a ona, że mam zastanowić się na tym co piszę. Potem uspokajaliśmy się, a ona tłumaczyła zagadnienie kolejny raz, a ja robiłem zadanie na spokojnie "z głową" jak to określała Kath.  
W ciągu kolejnej godziny zrobiliśmy wszystkie zadania. Zaskoczyło mnie, że zajęło nam to tak mało czasu. Obstawiałem, że nie zrobię nawet połowy i resztę odpiszę w szkole. Jednak zostałem mile zaskoczony.  
Następnie Katharina usiadła na kanapie. Wróciła do czytania, a ja spakowałem swoje rzeczy do plecaka. Zamierzałem już iść do pokoju, ale jakoś czułem, że dziewczynie przyda się towarzystwo. Odłożyłem plecak obok schodów, a potem dosiadłem się do Kath.  
Tym razem to ona była zaskoczona. Jednak szybko to ukryła pod uśmiechem. Miała naprawdę ładny i przede wszystkim szczery uśmiech.  
- I jak tam lektura? - zapytałem, wskazując na książkę.  
- Ciekawa. Jak byłam na Powierzchni wszędzie szukałam tej książki, ale nie mogłam jej dostać. Jest tu masa teorii o czarnych dziurach - oznajmiła z błyskiem w oku. - Muszę podziękować twojemu ojcu, że mi ja pożyczył. 
Zdumiałem się na te słowa. Dlaczego ojciec polecił jej tą książkę? Po co to zrobił? Nie zrozumiałem jego działań. Jednak szybko zapomniałem o tym drobnym fakcie. Zaczęliśmy rozmawiać o ciałach niebieskich.  
Opowiadałem jej o moich ulubionych gwiazdozbiorach. O jesiennym gwiazdozbiorze wilka, który znajduje się obok centaura. Nie wiele jest legend na temat konstelacji wilka, ponieważ Grecy i Rzymianie widzieli w niej tylko bestię towarzyszącą centaurowi. Natomiast inni widzieli zupełnie co innego. Erastostenes mówił, że jest to bukłak z winem trzymanym przez centaura. Lecz kiedyś natrafiłem na dość specyficzny mit. Opowiada on o królu arkadyjskim Likaonie, który postanowił wystąpić boga Zeusa na próbę. Podczas uczty śmiertelnik podał bogu ludzkie mięso. Za karę został zmieniony w wilka i umieszczony na nieboskłonie.  
Innym lubianym przeze mnie gwiazdozbiorem jest żuraw. Ptak ten w starożytnym Egipcie uważany za patrona astronomów. Przez lata jego nazwa ulegała zmianie. Raz był flamingiem, innym razem czaplą, a na koniec bocianem. Lecz ostatnia nazwa nie została przyjęta. Od tamtego czasu został oficjalnie żurawiem. Podobno w całości można go zobaczyć w Afryce Północnej.  
Mógłbym tak wymieniać, a wymieniać. Natomiast ja dowiedziałem się od niej o najnowszych odkryciach. O teoriach i ciałach niebieskich, które dopiero co zostały spisane.  
Opowiedziała mi o odkryciu Cruithne w 1986. Dość niedawno. Jest to planetoida krążąca wokół Słońca. A ze względów na powiązania grawitacyjne niektórzy naukowcy nazywają ją "drugim księżycem" Ziemii. Lecz to stwierdzenie nie precyzyjne, ponieważ ta planetoida nie obiega naszej planety, tylko porusza się po złożonej orbicie wokółsłonecznej Ziemi.  
Albo o spagetyfikacji zwanej też efektem makaronu. I nie jest to nic apetycznego. Chodzi o oddziaływanie czarnych dziur na ciało człowieka, które znajduje się w jej zasięgu.  
Przypuszczając, że człowiek wleci do czarnej dziury nogami do przodu, to różnica sił oddziaływująca na jego nogi, a głowę byłaby olbrzymia. W wyniku tych sił człowiek zostałby rozciągnięty jak makaron! I pękł w najsłabszym punkcie! To jest jednocześnie niesamowite i makabryczne.  
Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zasnęliśmy na kanapie. Obudziliśmy się już następnego dnia, okryci kocem.  
Tak wyglądała nasza codzienność. Nic niezwykłego się nie działo. Każdego dnia poznawaliśmy się bliżej z Kath.  
Ona opowiadała mi o swojej rodzinie, siostrze i życiu jakie wiodła. Tymczasem ja rozwodziłem się na temat Podziemia. Jak wygląda nasz świat. Co tu się dzieje. Mieliśmy swoje wieczory, w których dzieliliśmy się przeróżnymi informacjami.  
Wtedy jakoś tego nie zauważyłem, ale Kath powoli zaczęła burzyć mur jaki wokół siebie utworzyłem. Stopniowo odzyskiwałem wiarę w ludzi, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.  
Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że Kath nauczyła mnie CIERPLIWOŚCI. 
… 
Tak w skrócie mógłbym opisać resztę tygodnia. Do dnia, kiedy Katharina mogła się swobodnie poruszać.  
Tamtego dnia poznała kolejną osobę, której zmieniła życie na zawsze.  
Kiedyś słyszałem, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Według ludzi to przy pierwszym spotkaniu z kimś, oceniamy tą osobę i wiemy, czy chcemy się z nią przyjaźnić, czy nie.  
Ludzie mówią też, że nowe osoby, które poznajemy mogą zmienić nasze życie oraz poglądy.  
Życie wielu z nas uległo zmianie małej albo dużej. Niektórzy dopiero teraz zdają sobie sprawę, ile tak naprawdę wniosła w nasze życie.  
… 
22 sierpnia 1994 r. 
Leżenie na kanapie było naprawdę męczące, a w szczególności, że pan Gaster skonfiskował mi "krzesłomobil"! 
Może i miał rację, że jest troszeczkę niebezpieczny... Ale tylko ociupinkę... W końcu tylko raz wywaliłam się o próg. Lecz Sans użył magii i mnie złapał, zanim zaliczyłam spotkanie pierwszego stopnia z podłogą. Przecież nic mi się nie stało?  
Niestety nie ważne co mówiłam, zabrał mi mój pojazd. Jednak dostałam coś w zamian. Kule ortopedyczne. Cały dzień zajęło mi nauczenie się jak z nimi chodzić! Serio, to wyglądało na łatwe, ale wcale takie nie było.  
Ten tydzień dłużył mi się niemiłosiernie. 
Poranki spędzałam z Saerą, potem z braćmi, aż do wieczora. Wspólne zabawy i posiłki. Naprawdę dobrze się z nimi bawiłam, lecz chciałam już wyjść. Zobaczyć, jak wygląda reszta ich świata.  
To było silniejsze ode mnie. Czasami jak zostawałam sama wpatrywałam się w krajobraz za oknem. Drewniane domy z kominami, które cały czas buchały dymem.  
Zadziwiające jest to, że się tu nie udusili przez ten dym. Może mają jakiś układ wentylacji, który go odprowadza? A może w skałach nad nami są niewielkie szczeliny, przez które dym unosi się i wychodzi na powierzchnię?  
Nie wiem. Jak spotkam pana Gastera to go o to spytam. Dziwne jest to, że on rzadko przebywa w domu. A jak w nim jest to zamyka się w swojej pracowni na piętrze.  
Gdy spytałam o oto szkiele-braci o Sans od razu spochmurniał, a Papyrus odwrotnie. Z dumą mówił o jak to określił chwalebnej pracy swojego rodziciela – pan Gaster był królewskim naukowcem.  
Wtedy też ogłosił, że pójdzie w ślady ojca. Paps jest zabawny. Co chwilę zmieniał zdanie. Od kiedy tu trafiłam powiedział, że zostanie ogrodnikiem, muzykiem i naukowcem.  
W jego wieku też co chwila zmieniałam upodobania. Słodka niewinność dzieci.  
A co do Sansa... 
Przestałam wyczekiwać końca tygodnia, gdy pewnego wieczoru zaczęliśmy rozmawiać o kosmosie. Mówił z taką pasją. Jego oczy? Oczodoły? Zdawały się świecić, gdy mówił o gwiazdach.  
Tak miło mi się z nim rozmawiało, że zanim spostrzegliśmy zasnęliśmy wtuleni w siebie.  
Nawet nie wiedziałam, że można rumienić się na niebiesko! Jaki on był speszony, gdy się obudziliśmy.  
Oczywiście ja też się trochę zawstydziłam, ale nie tak jak on. Gdy tylko pan Gaster zszedł na dół i nas zobaczył stało się coś dziwnego, a zarazem śmiesznego.  
Jego ojciec spojrzał na nas i już chciał coś powiedzieć, gdy Sansa, nagle otoczyła jasno-niebieska poświata i zniknął.  
Oboje zaskoczeni tym co zrobił Sans, wpatrywaliśmy się w puste miejsce, gdzie przed chwilą był. Dosłownie chwilę potem usłyszeliśmy jakiś trzask oraz siarczyste kurwa dochodzące z pokoju Sansa. 
- Widać teleportacja dalej mu nie idzie - zaśmiał się Gaster.  
Od tamtego momentu z radością wyczekiwałam wieczorów z Sansem oraz naszych gwieździstych pogawędek. Czułam jak powoli się otwiera i przepuszcza mnie przez mur jaki stworzył wokół siebie. Może kiedyś uda mi się wyciągnąć go z tej skorupy? 

… 
26 sierpnia 1994 r. 
Wreszcie mogłam wyjść z domu!  
Ten dzień był zwariowany i poznałam tyle ciekawych potworów!  
Ale zacznę od dzisiejszego ranka.  
Wszystko wyglądało jak zawsze, oprócz tego, że pan Gaster był jeszcze w domu. Zmierzałam w stronę kanapy, aby złożyć pościel jaką się nocą przykrywałam. Chciałam ją schować do szuflady w kanapie, gdy usłyszałam dziwny język dochodzący z góry. Rozpoznałam w nim głos Sansa oraz Gastera. Zaciekawiło mnie to strasznie.  
Po cichu poszłam na piętro. Było to nie małe wyzwanie, ponieważ zdawało mi się, że przy każdym kroku schody strasznie skrzypią.  
W końcu udało mi się dojść na szczyt schodów. Przykucnęłam przy barierce, tak aby nikt mnie nie zauważył. O nakrycie ze strony Papyrusa nie musiałam się obawiać. Młody zmywał naczynia w kuchni. Od kiedy nazwałam go Wspaniałym Papyrusem przy każdej pracy było go pełno. Takie nastawienie może mu jedynie wyjść na dobre. 
Drzwi do pracowni pana Gastera otworzyły się. Z pomieszczenia wyszedł Sans oraz jego ojciec.  
💧✌☠💧📪 ❄☼☪✡💣✌☺ 😐✌❄☟ 🏱⚐ ☪✌ 👎⚐💣☜💣 ☺✌😐 ☠✌☺👎☹🕆☪☜☺📬 - rzekł Gaster, zamykając drzwi. Nie wiem co powiedział. Wiem, jedynie, że jest to prastary potworzy język. Podobno w Podziemiu zna go dużo starszych potworów. To naprawdę dziwnie brzmiało. Trudno opisać nawet jak.  
     - ☺✌💧☠☜📪 💣⚐☪☜ 🕈🏱✌👎☠✋☜💣✡ ☺☜💧☪👍☪☜ 👎⚐ 👌✋👌☹✋⚐❄☜😐✋ ✌☹👌⚐ 👌✌☼🕆📬 - powiedział Sans.  
   - 👎⚐👌☼☪☜📪 ❄⚐ ☺✌ 🕈☼✌👍✌💣 👎⚐ 🏱☼✌👍✡📬 - oznajmił Gaster.  
Przeczucie w tej chwili powiedziało mi, że czas się zmywać.  
I zrobiłam to w dobrym momencie, ponieważ oboje zeszli na dół. Na szczęście udało mi się dotrzeć do kuchni, zanim pojawili się na parterze.  
- Cześć! - powiedziałam niewinnie, gdy weszli do kuchni.  
Paps akurat skończył sprzątać po śniadaniu, więc podbiegł do nich. Skakał dookoła nich z uśmiechem, pytając się, kiedy możemy wyjść. Oparłam się o blat, rozmyślając o sytuacji sprzed chwili. Rozmowa Sansa i Gastera wydawała mi się podejrzana. Ale przecież mogła być ich normalną pogawędką? Może dotyczyła jakiegoś eksperymentu? To dość możliwe. Lecz od środka zżerała mnie ciekawość o czym oni rozmawiali. 

Może powinnam się zastanowić nad nauczeniem się ich języka? W końcu nawet nie wiem, ile czasu tu spędzę.  
Wracając... 

Kilka minut później byliśmy już ubrani i gotowi. Sans miał swoją ulubioną niebieską bluzę z futerkiem, a Papyrus pomarańczowy kombinezon oraz czerwony szalik. Natomiast ja okryłam się płaszczem koloru gorzkiej czekolady. Dostałam go od Saery jak i wiele innych ubrań. Dzięki niej miałam w co się ubrać.  
 … 
- To co mi najpierw pokażecie? - zapytałam, odwracając się do chłopaków. Staliśmy przed ich domem. Pogoda była dobra. Nie było żadnej śnieżycy, chociaż trochę mnie to dziwi. Jak pod ziemią może być jakaś pogoda?  
Pan Gaster powiedział, że to zależy od położenia danego regionu i jego głębokości. Snowdin leży głębiej niż Ruiny, ale nie aż tak jak Hotland. Śnieżne miasteczko znajduje się na tyle głęboko, że nie dociera do niego ciepło z powierzchni oraz na tyle jej blisko, że nie pobiera ciepła z jądra planety jak Hotland.  
Ale powrócę do chłopaków. Obaj spojrzeli po sobie, zastanawiając się co najpierw mi pokazać. Rozmawiali między sobą. Sans był za tym, aby pokazać mi bibliotekę. Według niego było to interesujące miejsce i zapewne chciał mi pokazać kilka potworzych książek. Natomiast Papyrus uważał, że to za nudne. Jemu zależało, abyśmy poszli nad zamarznięte jezioro. Pokrywa lodowa była na tyle gruba, że nie było możliwości, żeby pękła. Podobno było tam wiele potworów ślizgających się na lodzie albo bawiących się w śniegu. Tak przynajmniej wynikało z słów Papsa.  
Osobiście byłam bardziej przekonana do pomysłu Sansa. Głównie z tego powodu, że mogło tam być mniej potworów. Nawet stojąc przed domem szkieletów, czułam na sobie wzrok przechodniów. Zdawało mi się, że obserwują każdy mój ruch i doskonale wiedzą kim jestem, mimo, że kaptur zakrywa moją twarz.  
Miałam wrażenie, że gdyby wzrok mógł zabijać, byłabym martwa tam, gdzie stoję.  
Było mi trochę przykro z tego powodu. Nic nie zrobiłam, a oni już mnie przekreślili.  
Z jednej strony rozumiem ich obawę. My, ludzie, nie pokazaliśmy im się z najlepszej strony. Zaczęliśmy z nimi wojnę, uwięziliśmy w Podziemiu i dalej ich męczyliśmy.  
Jednak nie powinni wsadzać wszystkich do jednego worka. Nie chciałam im w jakikolwiek sposób zagrozić. Wolałam być z nimi w przyjaznych stosunkach, w końcu nie wiem, ile czasu tu spędzę.  
Pan Gaster doradził mi, abym nie przejmowała się ich oschłym stosunkiem. Próbowałam się do tego zastosować. Nie chciałam zniszczyć tego dnia, w końcu szkiele-bracia na niego czekali. Wydawali się też szczęśliwi, tym, że mogą mi pokazać okolicę.  
Uśmiechnęłam się w stronę dwójki szkieletów, których dyskusja przeradzała się w kłótnię.  
- A może pójdziemy w oba miejsca? - zaproponowałam. Chłopcy zamilkli i spojrzeli na mnie. - Może najpierw pójdziemy na lodowisko, a jak zrobi nam się za zimno wybierzemy się do biblioteki, żeby się ogrzać? 
- Mnie pasuje - powiedział Sans, po chwili namysłu.  
Papyrus chwycił nas za ręce, ciągnąc w stronę jeziora. Mimo, że jest dzieckiem to ma siłę! Prawie nie mogłam za nim nadążyć. Zwolnił dopiero jak starszy szkielet zwrócił mu uwagę. Dopiero wtedy przestał nas ciągnąć. Spokojnym krokiem udaliśmy się odśnieżoną ścieżką po za miasteczko. Z nami spacerowało jeszcze kilka potworów. Nie przyglądałam im się, wolałam unikać ich podejrzliwego wzroku. Natomiast oglądałam las wokoło. To dla mnie prawdziwa zagadka jak mogły tam urosnąć drzewa! Nie było tu słońca, więc nie mogła dokonywać się fotosynteza. Jednak na suficie znajdowały się jakieś kryształy. Może wytwarzały światło podobne do słonecznego? Albo to zasługa jakieś potworzej magii?  
- Sans, skąd bierze się tutaj światło? - zapytałam, patrząc na kamienny sufit. Szkielet zerknął w górę, a potem na mnie. 
- Żarówki - wzruszył ramionami. - A co spodziewałaś się jakieś prastarej magii? - zapytał Sans z wielkim ironicznym uśmiechem. Mina mi zrzedła. Jednak szybko się uśmiechnęłam. 
- Nie, no coś ty - rzekłam prędko, odwracając od niego wzrok. Trochę było mi łyso, że nie pomyślałam o czymś tak prostym. - Wiedziałam, tylko...  
- Sprawdzałaś, czy ja wiem, czego używamy jako zamiennika światła słonecznego? - zapytał. 
Nie musiałam na niego patrzeć, aby wiedzieć, że naśmiewa się ze mnie. Ale się wtedy wygłupiłam. Przecież nie muszą do wszystkiego używać magii, no i po co im byłby wtedy Rdzeń? Westchnęłam ciężko, a szkielet podśmiechiwał się ze mnie.  
- Kiedyś używaliśmy magii, ale teraz Rdzeń zasila Podziemie – dodał, gdy skończył się naśmiewać.
Paps w ogóle nie zwrócił uwagi na nasza wymianę zdań. Był tak podekscytowany wyprawą na lodowisko, że nie interesowało go nic innego.   
Z daleka widać było już lodowisko. Nie różniło się niczym innym od tych, które widziałam na Powierzchni. Duże jezioro otoczone kilkoma ławkami oraz nieduży drewniany budynek, gdzie można wypożyczyć łyżwy. Właśnie tam zmierzaliśmy. Jednak natrafiliśmy na pewną przeszkodę, a raczej ja miałam niezapowiedziane spotkanie z ziemią. W jednej chwili spokojnie szłam przed siebie, a w drugiej coś przeleciało między moimi nogami, przewracając mnie.   
- Wracaj tutaj! - Niestety nie mogłam zobaczyć kto krzyczy, ponieważ pojawiła się przede mną wielka, biała włochata kulka. Od razu zaczęła mnie lizać po twarzy. Zorientowałam się, że jest to jakiś duży pies.  
- Annoying Dog! Wracaj! - Znowu usłyszałam krzyk.  
Dziwne imię ma ten pies. Słyszałam jeszcze Papsa i Sansa, ale zbytnio ich nie rozumiałam. Musiałam zająć się psem, który próbował wylizać mi migdałki. Annoying Dog zaczął nacierać na mnie łapami, a ja próbowałam go jakoś ściągnąć.  
Gdy ja mocowałam się z psem, nagle wszystkie głosy umilkły. A pies zainteresował się czymś innym.  
Westchnęłam z ulgą, jednak wszyscy byli cicho. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Sansa.  
- Patrz, Catty! To człowiek! - usłyszałam za soba dziewczęcy głosik.  
- Pewnie jest niebezpieczna, Bratty! - powiedziała kolejna dziewczynka. 
Szybko sprawdziłam, czy kaptur mi się nie zsunął. I niestety przez szamotaninie z psem spadł mi kaptur. Pan Gaster powiedział, że bezpieczniej będzie dla mnie, jeśli będę go nosić. Większość potworów wie, że jestem w Podziemiu, ale gdzie dokładnie to nie. Głównie jest to dla mojego bezpieczeństwa, aby jakiś mściwy potwór mnie nie zaatakował.  
Gaster uznał, że niektóre potwory zignorowałyby to, że jestem tutaj za zgodą króla i nikt nie może mi nic zrobić. Teoretycznie. Lecz lepiej nie kusić losu. A ostatnio dopisuje mi pech, więc długo nie byłam incognito.  
Kilka potworów zatrzymało się, przypatrując zaistniałej sytuacji. Szybko założyłam kaptur, wstając. 
-  Możecie wreszcie być cicho! - usłyszałam kolejny krzyk, który był tak niespodziewany, że aż podskoczyłam. Odwróciłam się w stronę przybyłych. Podeszła do nas żółta jaszczurzyca. Srogim wzrokiem spojrzała na dwie dziewczynki - krokodylicę i kocicę. Obydwie natychmiast spuściły głowy. -  Nie potraficie choć raz być grzeczne?  
- Ale to człowiek, Al. - powiedziała z wyrzutem kocica. 
- Oni są niebezpieczni - dodała krokodylica. Wtedy żółta jaszczurka, którą nazwały Al, zerknęła na mnie zdziwiona. Zdaję się, że dopiero wtedy mnie zauważyła.   
 Ta... Bardzo miło się poczułam. W takich momentach można pożałować, że jest się człowiekiem. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.  
Jednak sytuację uratował mój szkieleci przyjaciel. Sans podszedł do jaszczurzycy, odciągając na bok. Chyba się znali, bo swobodnie rozmawiali ze sobą. Od czasu do czasu zerkali na mnie. W tym samy czasie Paps wykłócał się z Bratty i Catty o to czy jestem niebezpieczna.  
A do mnie ponownie przypałętał się Annoying Dog. Ocierał się o moje nogi, domagając się pieszczot. Uklękłam przy nim. Pies był cały biały, z długa sierścią. Zaczęłam go głaskać za uszami tak samo jak lubiła Luna.  
Ciekawa jak się teraz ma moja psina? Luna była jest młodym psem, jednak zdążyła się do mnie przywiązać. Często wychodziłam z nią na długie spacery do parku. Lubiła je. Tak samo jak drapanie za uszami.  
-  My też idziemy na lodowisko, Może się przyłączycie? - z zamyślenia wyrwał mnie głos żółtej jaszczurzycy. Wstałam z ziemi przyglądając się reszcie.  
-  Mnie tam pasuje - odrzekł Sans. - Im nas więcej tym zabawniej. Prawda, brachu? - Sans zerknął na Papsa, który zaczął wesoło przytakiwać. - A ty, Kath? 
Wszyscy spojrzeli na mnie. Byłam trochę speszona. Nie bardzo lubiłam być w centrum uwagi.  
-  Skoro idziemy w jedną stronę, to czemu nie? - odpowiedziałam, wzruszając ramionami.   


sobota, 14 kwietnia 2018

Wytrwałość

Wytrwałość 


Ty nie wiesz co to znaczy płacz! 
Ty nie wiesz co to znaczy grać!  
Co dzień maskę nosiłam,  
Co dzień udawać musiałam, 
A okrutne słowa dalej raniły mnie. 

Me serce tyle ran przyjęło. 
Dziwiło mnie, że dalej biło, 
Że nie skruszyło się. 
A mimo to ogień w nim się tlił.  
Choć stłumiony siłę wciąż miał.  

Nie mogłam poddać się, 
Nie mogłam pozwolić im zniszczyć mnie, 
Nie mogłam pozwolić im stłamsić się! 

Każdy dzień walką był, 
Każdego dnia z tym bólem mierzyłam się, 
Każdego dnia swą wartość udowadniałam,  
Każdego dnia o swoje zdanie walczyłam! 

Nie pozwoliłam im zniszczyć się , 
Nie odebrali mi mych marzeń! 

Wygrałam tę bitwę mimo tylu cierpień, 
A teraz mimo licznych blizn,  
Ja wciąż będę przed siebie iść, 
Ja wciąż sobą będę, 
Ja wziąć chcę tą drogą kroczyć! 

niedziela, 8 kwietnia 2018

Gra: Poznaj(my) się 5

"Gra Poznaj(my) się " została zainicjowana przez Yumi Mizuno na jej blogu. Jest to coś w stylu Q&A. Mamy pytania i na nie odpowiadamy. Jeśli chcecie wiedzieć więcej albo sami wziąć w tym udział zapraszam na bloga Yumi klik



121 Co Ci się śniło ostatniej nocy? 
Nie pamiętam. 

122 Jak wyobrażasz sobie uosobienie "Deszczu" i "Słońca"? Zjawiska pogodowe. Jako ludzie, jak oni wyglądają, jakiej są płci, jak się zachowują i jakie są stosunki między nimi? Które jest ważniejsze i stoi wyżej w hierarchii? A może są równi? Opisz, proszę. 
Słońce widzę jako kobietę. Wyróżnia się z tłumu swoją świetlistą aurą oraz unikatowym wyglądem. Ma długie włosy w różnych odcieniach żółtego i pomarańczowego. Delikatna czerwień zdobi jej tęczówki. Odziana jest w długą, śnieżnobiałą suknię, lekko przypaloną od dołu.  
Jest osobą zmienną, nieprzewidywalną. Czasami okazuje swoją łagodna stronę, a innym razem pokazana jest jej gwałtowność. Lecz przeważnie jest energiczną oraz przyjazną osobą, która lubi być w centrum uwagi.  
Natomiast Deszcz jest jej przeciwieństwem. Jest spokojny oraz opanowany. Lecz jak wszystkim wiadomo cicha woda brzegi rwie. Jak on się wkurzy to mamy do czynienia z niezłą ulewą, a może z czymś o wiele straszniejszym. Jego włosy są koloru różnych odcieni błękitu. Odziany jest w granatową luźną koszulę oraz pasujące do tego spodnie.  
Deszcz i Słońce tworzą razem zgrany duet. Bardzo się ze sobą przyjaźnią, mimo dzielących ich różnic. Czasami się kłócę i wtedy występują różne niebezpieczne sytuacje, ale szybko się godzą, wracając do swojej pracy.  

123 Co sądzisz o graffiti? Sztuka, czy bezmyślne dewastowanie budynków? 
Graffiti jak wszystko ma dobre i złe strony. Z jednej jest to sztuka, ponieważ ludzie potrafią robić naprawdę piękne murale. Jednak ci ludzi posiadają na to pozwolenie. Dla mnie dewastacja jest, gdy są to jakieś bezsensowne napisy albo obraźliwe obrazy, które po prostu niszczą budynek.  

124 Czego nie potrafisz zrozumieć? 
Głupich ludzi. Czasami ich działania są po prostu irracjonalne. Przeczą zdrowemu rozsądkowi i logice. 

125 Jakie jest Twoje zdanie na temat usypiania zwierząt? 
I tak, i nie.  
Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie dla ciężko chorych zwierząt, którym już żadne leki czy terapie nie pomogą. Eutanazja po prostu skraca ich cierpienia.  
A z drugiej strony czasami jest to wykorzystywane w "złym" celu. Np. W schroniskach – nie we wszystkich, ale jednak - usypiają psy po jakimś czasie. Są to najczęściej chore albo stare psy. Chore psy jeszcze rozumiem, ale tylko w wypadku, gdy nie można im już pomóc. Lecz schronisk nie stać na leczenie zwierząt. A stare psy? Też nie jestem za ich usypianiem. Stary pies mógł komuś uciec, a w schronisku go po prostu uśpią, a gdy właściciel w końcu dowie się, gdzie jest jego pies może być już za późno.  

126 Wyobraź sobie, że masz możliwość powołania do istnienia jakiegoś zwierzęcia. Przywrócisz stworzenie z baśni albo legend? A może stworzysz coś absolutnie nowego, jeżeli tak to jak będzie Twój twór wyglądał? 
Przywróciłabym do życia feniksa. Są to moim zdaniem jedne z najciekawszych zwierząt pokazanych w baśniach albo legendach.  

127 Jak duże znaczenie odgrywa w twoim życiu rodzina? Czujesz się z nią związany/a, czy raczej odwrotnie - unikasz towarzystwa krewnych? Jak myślisz, czy powinniśmy przedkładać kontakty z rodziną nad relacje z przyjaciółmi? Uzasadnij. 
Moja rodzina to mój skarb. Są zawsze obok mnie i mogę na nich polegać. Wiem, że mnie nie zawiodą. Natomiast przyjaciele to osoby nie spokrewnione ze mną. Zdążyłam się już nieźle przejechać na "przyjaciołach" i to nauczyło mnie, że rodzina jest z tobą do końca, nie ważne kim byś był albo co zrobił. Jeśli kiedyś zdarzyłby mi się wybór między rodziną, a przyjaciółmi to wybrałabym rodzinę. Przyjaciele przychodzą i odchodzą, a z rodzina jest się na dobre i na złe mimo upływu lat.  

128 Które z mitycznych stworzeń najbardziej Ci się podoba i dlaczego? 
Jak wcześniej mówiłam o stworzeniu, które bym przywróciła to życia jest to feniks. Właśnie dlatego, że jest od dla mnie niezwykle fascynujący. Jest on stworzeniem według baśni wiernym oraz sprawiedliwym. Trzyma się w gronie dobrych ludzi, a jego łzy mogą leczyć choroby.  
Podoba mi się też motyw odradzania feniksa. Na łożu śmierci staje on w płomieniach, a potem powstaje z popiołu.   

130 Co Cię uspokaja? 
Sama nie wiem, dlaczego, ale zawsze uspokajało mnie tykanie zegara. Takie spokojne, monotonne, powtarzalne. 

132 Jak zachowujesz się podczas seansów filmowych? Siedzisz/leżysz spokojnie i jesteś skupiony/a czy zajmujesz się czymś w międzyczasie? Współodczuwasz z bohaterem, doradzasz mu czy ze stoickim spokojem czekasz na rozwój wydarzeń? Czy Twoje zachowanie jest zależne od towarzystwa/miejsca? 
Najczęściej spokojnie siedzę i oglądam film. Czasami staram się przewidzieć bieg wydarzeń i wczuć się w uczucia bohatera. Czasami jak się zapomnę w trakcie, gdy bohaterowie nic nie mówią, dzielę się swoimi spostrzeżeniami z towarzyszami.  Moje zachowanie nie zależy ani od miejsca, ani od towarzystwa.  

133 Coraz więcej młodych ludzi nie potrafi grać w szachy, ba, nie znają nawet podstawowych reguł. Dziwią się słysząc, że ktoś opanował tą umiejętność. Jak myślisz, dlaczego tak się dzieje? Czy szachy są zbyt skomplikowane, staromodne, nudne? Czy Ty potrafisz w nie grać? 
Szczerze, to się z tym nie spotkałam. Osoby w moim otoczeniu znają podstawy zasad, a cała moja klasa - może dlatego, że jesteśmy matematyczno-fizycznym profilem – gra w szachy. I nie uważają, że są staromodne albo skomplikowane.   

134 Jak wyobrażasz sobie śmierć w ludzkiej postaci? Kobieta, mężczyzna? Jak by wyglądał/wyglądała? 
Widzę "Śmierć" jako zadziorną, nowoczesną kobietę, która lubi styl wojskowy. Z powodu tego, że istnieje od zawsze jest doświadczona oraz inteligenta. Ludzie zawsze byli dla niej zagadką. Kiedy myśli, że już ich przejrzała oni odkrywają przed nią zupełnie coś nowego.   
Mimo powagi jakiej wielu ludzi od niej oczekuje potrafi się zabawić. Lubi się też targować o ludzkie życie. Chce odkryć, dlaczego ludzie są tacy nieprzewidywalni. 
A co do jej broni to już dawno temu porzuciła swoją kosę oraz czarny płaszcz. Wygląda jak normalna kobieta, a zamiennikiem kosy stała się beretta – dlatego, że zawsze może mieć ją ze sobą.  
Jej wygląd jest normalny. Potrafi wmieszać się w tłum.  

135 Wierzysz w proroczą moc snów? 
Sny to moim zdaniem odbicie rzeczywistości. Tego co widzimy na co dzień, tylko, że zniekształconego oraz pomieszanego. Ale wiem, że potrafią być zaskakujące. I może sny pokazują nam przyszłość? Tego nie jestem pewna. Wielu ludzi mówi, że im śni się coś i to się dzieje. Mi osobiście coś takiego się nie przytrafiło, ale kto wie? 

136 Co Cię ostatnio zastanawia albo co Cię ostatnio zaciekawiło i dlaczego? 
Nowa technika rzeźbienia w drewnie. Chciałam spróbować czegoś nowego, więc zamiast robić płaskorzeźbę wypukłą, robię wklęsłą. Co jest niemałym wyzwaniem.  

137 W jakich sytuacjach stresujesz się najbardziej? 
W sytuacjach, nad którymi nie mam pełnej kontroli albo straciłam ją straciłam i nie mogę przewidzieć jej biegu.
 

138 Samoobrona oraz sztuki samoobrony. W razie niebezpieczeństwa umiesz się sam/a obronić? Jeżeli tak, opowiedz w jaki sposób i skąd masz wiedzę na temat samoobrony/ jeżeli nie, powiedz proszę co o tym myślisz. 
Myślę, że potrafiłabym się sama obronić. Przez parę lat uczęszczałam na zajęcia z karate oraz parę sztuczek pokazał mi dziadek.  
Poznanie nawet postaw samoobrony może też pomóc.

140 Masz biały T-shirt. Możesz napisać na nim co zechcesz. Manifestację swoich poglądów, swoje preferencje, cokolwiek. Co na nim napiszesz? 
Szczerze to mam taki T-shirt w domu. Ozdobiłam go moimi ulubionymi cytatami z książek.  
Jest na nim m.in. 
I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu. 
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu 
Oraz inne podobne cytaty.  

141 Kiedy w coś mocno wierzysz, ale sprawa wydaje się przegrana to walczysz dalej czy odpuszczasz? 
Dla mnie sprawa nigdy nie wydaje się przegrana. Zawsze walczę do końca.  

142 Czym jest śmierć? Wydarzeniem smutnym, czy wręcz przeciwnie? Czy nieśmiertelność byłaby lepszym rozwiązaniem od zwykłego życia? 
Dla każdego śmierć jest czymś innym. U mnie powodu smutek, ponieważ na długi czas żegnam się z osobą, która odeszła. Ale ten smutek mija i pojawia się u mnie myśl, że ta osoba już nie cierpi. Jest w lepszym miejscu i czeka na mnie.  
Myślę, że nieśmiertelność nie jest dobra dla człowieka. Mimo, że myśl o śmierci wywołuje u mnie niepewność oraz strach – bo nie wiem tak naprawdę co jest dalej – ale wieczne życie byłoby moim zdaniem karą. Myślę, że na początku cieszylibyśmy się z tego, ale po pewnym czasie życie stałoby się - moim zdaniem – nudne.  

143 Co widzisz, kiedy wychodzisz na ulicę? Jak postrzegasz przechodniów? Jakie masz nastawienie do wyjścia z domu? Co Cię denerwuje albo uspokaja w "zewnętrznym życiu"? 
Nie bardzo lubię wychodzić z domu, gdy nie mam co robić po za nim. A przechodnie? To po prostu ludzie. Ani mnie chłodzą, ani ziębią.  
W życiu zewnętrznym uspokaja mnie spokój natury, a denerwują bezmyślni ludzie.

145 Zakładając słuszność reinkarnacji: Kim mogłaś/mogłeś być w poprzednim wcieleniu, a kim możesz być w następnym? 
Może jakąś kobietą, która długo żyła - zdobyła doświadczenie i zwiedziła kawał świata. A w następnym może zostałabym wilkiem, który przemieszałby lasy? Albo jaskółką lecącą przez nieboskłon? 

146 Masz w zwyczaju gestykulować podczas rozmowy ze znajomymi? 
Zależy to od stopnia zażyłości z tymi znajomymi oraz od tematu rozmowy. Jeśli rozmawiamy na jakiś interesujący temat to mam w zwyczaju gestykulować.  
147 Wyobraź sobie, że nagle (tak jak siedzisz) zostajesz przeniesiony/a do akcji ostatniego filmu jaki oglądałeś/aś. Dosłownie nagle pojawiasz się w kluczowym momencie fabuły. Jak zareagują bohaterowie filmu widząc Twoje "nagłe magiczne pojawienie się"? Co Ty zrobisz? I jak bardzo masz przejebane? 
Nie pamiętam tytułu, ale trafiłabym do horroru. Pewna pani psycholog po traumatycznym wydarzeniu sama musi się leczyć i po pewnym czasie spotyka się z groźnym, niezrównoważonym mężczyznom, który chce się na niej zemścić. Kulminacją tego filmu jest moment, kiedy pani psycholog jest omamiona narkotykami i ma halucynacje. Pewnie uznałaby mnie za jedną z nich i próbowała zabić.  

148 O słuszności jakiego przysłowia Twoim zdaniem przekonujemy się najczęściej? 
Myślę, że bez pracy nie ma kołaczy. W życiu musimy na wszystko zapracować, żeby coś zdobyć. Nie można nic dostać za darmo.  

149 Co sądzisz o tatuażach?
 
Uważam tatuaże za kolejny przejaw sztuki. Wiadomo, jeśli jest to stosowane z umiarem. Jeśli tak, to przejaw czyjeś osobowości, uczuć wspomnieć.   
Sama chcę w przyszłości zrobić sobie tatuaż z swoją grupą krwi oraz jaskółki albo wilka na barku.