Translate

niedziela, 25 marca 2018

Mojmira - Epilog



 Link
Spis Treści
Rozdział V 
Epilog (obecnie czytany)


20 maja. Czwartek. Godz. 12:37 
Markusław wpatrywał się w miejski pejzaż za oknem. Wydawało się, że przyglądał się czemuś, jednak chłopak od kilku dni błądził myślami wokół wydarzeń ostatnich kilku dni.  
... 
Wszystko zaczęło się, gdy jego siostra w niedzielę "udała" się do Mary, a przynajmniej tak wszystkim powiedziała.  
Chłopakowi nie dawało to spokoju, lecz jego rodzice byli spokojni. Nie mieli żadnych podstaw, aby wątpić w słowa swojej córki. 
Mark miał przeczucie, że coś się stanie. Coś złego. Tylko nie wiedział co dokładnie. Nie potrafił poradzić sobie z tym. Od wyjścia Moi, nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Chodził po swoim pokoju. Rozglądał się po pokoju, szukając czegoś co oderwie jego myśli od siostry.  
W myślach powtarzał sobie, że jego siostra jest dorosła. Jest odpowiedzialna. Nie robi głupich rzeczy. Z tego zdenerwowania zaczął sprzątać swój pokój. Zasłał łóżko. Schował książki do szafki.  
A potem znowu zaczął chodzić bez celu. Dopóki nie usłyszał dzwonka telefonu. Zbiegł po schodach w parę sekund. Zobaczył swoją matkę, stojąca przy telefonie stacjonarnym. Chłopak usiadł na schodach, nasłuchując rozmowy. 
- O! Witaj, Mary! - zaczęła Myślibora, opierając się o ścianę. - Nie spodziewałam się, że zadzwonisz. Jak tam nauka? - Kobieta, przeszła się kawałek, a potem zatrzymała przy oknie.
- Rozumiem. A jak tam Moja? Pomaga ci w nauce? - Matka Marka zmarszczyła brwi, po tym co usłyszała. Natychmiast się wyprostowała. - Czekaj. Jak to nie ma u ciebie Moi - Markusław wstał i podszedł do matki. Stanął obok niej. Kobieta spojrzała na niego zaniepokojona. - Jaka kłótnia? - Myślibora była coraz bardziej zaskoczona. - Jaki dom?! Jakie strzały?! - Marek z przerażeniem spojrzał na matkę, a ona na niego. Wzięła głęboki wdech. - Mary, uspokój się. Dobrze? - Obydwie na moment zamilkły. - Teraz... - Myślibora spojrzała na syna i pokazała mu przedsionek. Chłopak zrozumiał, że miał założyć buty. - Przyjadę do ciebie i wtedy porozmawiamy na spokojnie wspólnie z twoim bratem, Jeremy'm. Będziemy za kwadrans. Wtedy porozmawiamy -  Myślibora rozłączyła się, odkładając telefon. Spojrzała ponownie na syna, stojącego w drzwiach. - Jedziemy. Musimy się dowiedzieć co nawywijała twoja siostra - rzekła, zakładając buty. Mark jakby czytając matce w myślach, podał jej klucze, leżące na komodzie.  
- Nie zadzwonisz do taty? - zapytał Mark, wychodząc na dwór. - A ogóle, gdzie on pojechał? 
- Zadzwonię do niego jak dojedzie na lotnisko po twoich dziadków - zaczęła Myślibora, wchodząc do samochodu. - To miała być niespodzianka, ale widzę, że twoja siostra zgotowała nam coś ciekawszego. - rzekła kobieta odpalając samochód.  
… 
- Czy wy postradałyście rozum?! - krzyknął Jeremy na Mary. Nastolatka siedziała skulona na kanapie, szlochając ciężko. Opowiedziała im wszystko. Od początku. Od z pozoru niegroźnego przeszukiwania Internetu, po dziwne spotkanie z chłopakami oraz kłótni między dziewczynami. - Wiesz, że oni mogli was zabić? Moja miała szczęście, że tamtej chłopak jej nie zastrzelił! - krzyknął Jeremy.  
Myślibora siedziała oparta na fotelu, nie mogąc do końca uwierzyć w to co wpakowała się jej córka. Nie spodziewała się po niej takich rzeczy. Tego braku rozwagi, odpowiedzialności. Czuła tyle emocji na raz. Strach. Niepewność. Żal. Była też zawiedziona. Nie czuła gniewu. Przynajmniej teraz. Na początku była zła na Mojmirę. Za jej brak rozsądku. Teraz bała się, gdzie przebywa jej córka. Co się z nią dzieje. I dlaczego ona – jej matka – nic nie zauważyła.   
Jeremy wziął głęboki wdech. Musiał się opanować. Jest policjantem. Nie jest to pierwsza akcja, gdzie nastolatki pakują się w jakąś niebezpieczną sytuację. Ale pierwszy raz bierze w niej udział jego siostra. Musi szybko znaleźć Moję, zanim stanie się najgorsze. Jeśli już się nie stało. Musiał zacząć myśleć jak policjant. Spokojnie i z dystansem przeanalizować sprawę oraz podjąć odpowiedzenie kroki. 
Jest parę minut po pierwszej. Moja wyszła koło dziesiątej i teoretycznie może być wszędzie. Ich małe śledztwo naprowadziło je na trop dwójki włamywaczy. Wątpię, aby naprawdę byli to Tim i Brain. Ale też będę musiał to sprawdzić. Poszukam potem ich numeru w bazie danych. Ale potem. Teraz Mojmira. Dziewczyna jest przekonana, że są oni tymi Proxy albo mają jakiś związek z tamtą zbrodnią sprzed kilku dni. Może ma rację. Sami nie wykluczyliśmy udziału osób trzecich. Mordeccy mogli się wzorować na Proxy. Z tego ci mówiła Mary, mogą mieć oni kryjówkę w lesie. Moja mogła się tam udać. Tylko dlaczego? Impulsem mogła być kłótnia między dziewczynami. Albo coś innego. Coś o czym nawet Mary nie wie. Tylko czemu nie powiedziała nam o tym?  
Jeremy spojrzał na swoją siostrę. Nawet jeśli był policjantem był też jej bratem. Ale nie da się pełnić dwóch ról jednocześnie. Dla dobra wszystkich, a przede wszystkim Moi teraz musi być tym pierwszym.  
- Moja mogła wyruszyć do lasu. Jest tam parę miejsce do ukrycia się. Mogła pójść je sprawdzić - oznajmił Jeremy, nie podnosząc głowy. - Poproszę szefa o przydzielenie mi do pomocy kilku ludzi. - dodał Jeremy, spoglądając po zebranych. Nie mógł im powiedzieć, że mogą jej nie znaleźć. To jest kilkanaście hektarów gęstego lasu. Oni mogą jej nie znaleźć. Ale nie może tego powiedzieć. Skierował się w stronę drzwi, a za nim poszedł Mark. - Wy tu zostaniecie. Jak ja znajdziemy to do was zadzwonię - oznajmił Jeremy.  
- Ale to moja siostra! Nie mogę jej tak zostawić - rzekł zdeterminowany Markusław. Jeremy westchnął, kładąc chłopakowi rękę na ramieniu. 
- Młody. Świetnie cię rozumiem - zaczął Jeremy. - Na twoim miejscu też poszedł bym szukać siostry. Ale spójrz na twoją matkę - powiedział chłopak, wskazując skinieniem głowy Myśliborę. - Lepiej zostać z nią. I ją wesprzyj, a ja sprowadzę twoją siostrę. - zakończył młody policjant.  
Markusław poszedł za jego radą. A Jeremy wraz z paroma współpracownikami zaczął przeczesywać lat. Po paru godzinach ich poszukiwania się skończyły.  
I tak Markusław wylądował, czuwając przy szpitalnym łóżku. Znaleziono jego siostrę około piętnastej. Leżała nieprzytomna kilkanaście metrów od polnej drogi. Miała złamaną rękę oraz rozbity łuk brwiowy. Po za tym drobne zadrapania oraz siniaki. W szpitalu okazało się, że miała wstrząśnienie mózgu. Lekarze przypuszczali też nie może mieć amnezje, ale to okaże się dopiero jak się obudzi.  
Do tego czasu czuwał przy niej brat. Rodzice nie zmuszali go, aby szedł do szkoły. Zdawali sobie sprawę, że nie da rady myśleć teraz o nauce. Lecz oni musieli pracować. Markusławowi towarzyszyła też babcia Jadwiga oraz dziadek Augustyn. 
Chłopak wpatrywał się w niebo, Jadwiga siedziała przy stoliku, rozwiązując krzyżówki, a Augustyn zszedł do kafeterii po coś do picia.  
Wszyscy czekali. Czekali, aż Moja otworzy oczy i pokaże im, że nic jej nie jest. Wszyscy czekali z nadzieją.  
I opłaciło się. Mark usłyszał cichy dźwięk. Coś jakby mruczenie. Natychmiast wstał i podszedł do siostry.  
- Babciu! - zawołał Markusław. Stara kobieta momentalnie wstała, z zamiarem powiadomienia lekarza. 
…  
- Wiem, że dopiero się obudziłaś, ale muszę cię przesłuchać - oznajmił Jeremy, prostując się na krześle. W szpitalnym pokoju byli tylko on oraz Moja. Przyjechał od razu jak lekarz do niego zadzwonił. Na szczęście jego szef zgodził się, aby to właśnie on przesłuchał nastolatkę.  
Moja w odpowiedzi pokiwała tylko głową. Nadal czuła się trochę skołowana oraz otępiała przez podawane jej leki przeciw bólowe. Jednak doskonale zdawała sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znajdowała. Musiała baczyć na swoje słowa. Mimo, że znała prawdę. Na tym świecie były rzeczy, o których ludzie nie powinni wiedzieć.  
- Dobrze. - rzekł Jeremy, wyjmując notatnik. - Wcześniejsze wydarzenia, takie jak przeszukiwanie szkolnych archiwów oraz włamania do tamtego domu i tego spotkania z złodziejami. Nie zostaniecie oskarżone o włamanie. Przynajmniej tyle mogę zrobić. - powiedział chłopak, a potem spojrzał na notatnik. - Dlaczego podejrzewałaś braci o bycie powiązanymi z morderstwami? 
- Nie myślałam tak. - zaczęła Moja. - To była tylko zabawa. Z Mary czytałyśmy o paru rzeczach w Internecie. Nie wiązałam ich z tym morderstwem. - Jeremy westchnął tylko. Szczerze to nie spodziewał się innej odpowiedzi. Niektóre pytania były po prostu bez sensu, ale musiał o to zapytać.  
- Dlaczego stanowiłyśmy włamać się do czyjegoś domu? - zapytał. - Jaki miałyście w tym cel? 
- Chciałam sprawdzić tylko swoją teorię i …  
- Ale nie jest prawdziwa. - przerwał jej Jeremy. - Po twoim odnalezieniu, sprawdziłem, gdzie znajdują się bracia. Obydwaj przesiadują teraz w Londynie na studiach – Czyli tak ukrywa ich tożsamość. Pomyślała Moja. - Razem z Mary trafiłyście na tych ludzi, co mogli zamordować tamtego człowieka parę dni temu.  
Moja pokiwała głową, że rozumie.  
Przesłuchanie trwało godzinę, ale większość pytań mieli już za sobą. Jeremy nie dowiedział się nic po za tym co wcześniej wiedział. Jak zakładali lekarze Moja miała częściową amnezję spowodowaną urazem głowy. Nie pamiętała co działo się w lesie ani w jakim celu się tam udała. 
Moja westchnęła z ulgą, gdy Jeremy, opuścił jej pokój. Udało jej się oszukać lekarzy oraz gliniarza. Pamiętała wszystko. Od zostawienia roweru przy drodze, aż po spotkanie z Dorianem, który okazał się prawdziwym potworem. 
Jedyne co nie dawało jej spokoju to postępowanie Slenderman'a. Czy on nie chciał się jej pozbyć? Nie bardzo to rozumiała. Przecież dowiedziała się, kim naprawdę są Proxy's. Ale kto by jej uwierzył. Oficjalnie studiują w Londynie. Może robią to w przerwie od zabijania? Pomyślała nastolatka. Z kolei nie bardzo też wiedziała, dlaczego ich kryła. Mogła przecież powiedzieć o kryjówce w lesie. Na razie tylko ona o niej wiedziała. Mogła pokazać dowody na istnienie bestii. Lecz coś w środku zabroniło jej tego. Coś mówiło jej, że jest to wiedza, której nikt nie powinien poznać.  
Jej rozmyślania przerwały głosy zza drzwi. Moja słyszała głos jednego z lekarzy oraz Mary, która wparowała do pokoju, ignorując lekarza.  
Z łzami w oczach rzuciła się Moi na szyję.  
- To boli! - rzekła Moja. Mary odsunęła się od niej. Kilka łez spłynęła po jej policzku. 
- I dobrze!  - odpowiedziała dziewczyna, mocniej przytulając nastolatkę. - Nawet nie wiesz, jak się o ciebie bałam. - powiedziała do niej, a Me odwzajemniła uścisk. 
- Przepraszam - powiedziała słabo Mojmira, słysząc cichy szloch przyjaciółki.  
Popołudnie minęło jej na słuchaniu kazania od rodziców. Jak to nieodpowiedzialna i nierozsądna jest Moja... że się po niej tego nie spodziewali oraz, że ich zawiodła. Lecz i tak nastolatka wiedziała, że robią to z troski o nią. Zdawała sobie sprawę, że dołożyła wszystkim zmartwień swoimi wybrykami. Po obietnicach, że to się więcej nie powtórzy oraz zapowiedzi srogiej kary, rodzice usiedli obok nastolatki razem z Markusławem. Miło i spokojnie spędzili resztę popołudnia.  
Wieczorem zostali wyproszeni przez pielęgniarkę.   
Dla Moi ten dzień był niezwykle emocjonujący. Wspomnienia sprzed kilku dni dalej były świeże. Miała w głowie wiele pytać, na które chciała poznać odpowiedź. Lecz czy dalsze szukanie byłoby bezpieczne? Czy ryzykowanie życia dla zaspokojenia ciekawości?  
Nastolatka oparła się o poduszkę. Spojrzała na zachodzące słońce. Wielu rzeczy nie rozumiała. Jedną z nich była sprawa ze Slenderman'em. Lecz wolała na razie odpuścić. Odpocząć, jak radziła jej pielęgniarka.  
- Wiem, że gdy u dziewanny przebudzają się moce, bywają one lekkomyślne. Ale muszę przyznać, że tego się nie spodziewałam - Moja przestraszona o mało co nie spadła z łóżka. Zobaczyła swoją babcię, siedzącą przy jej łóżku.  
- Co ty tutaj robisz? - zapytała Moja, poprawiając się na łóżku.  
- Przyleciałam z Polski, aby zobaczyć swoja wnuczkę - uśmiechnęła się stara kobieta. Szybko jednak zrozumiała, że Moja nie ma ochoty na żarty. - Jest parę spraw, które muszę z tobą omówić bez niedowiarków.  
- Masz namyśli rodziców? - spytała Me. Nie bardzo rozumiała co się teraz dzieje.  
- Tak. Twoja mama nigdy nie przejawiała cech dziewanny. Była bardzo ludzka - zaczęła Jadwiga. - Mimo, że lubiła słuchać o biesach oraz wąpierzach nigdy w nie wierzyła. Uznałam, że nie powinnam wprowadzać ją w świat bestii. Nie nadawała się do tego. Ale ty... - przerwała na moment babcia nastolatki, jakby szukając odpowiedniego słowa. - Jesteś inna. Jesteś dziewanną. Od dziecka widziałam w tobie ujawniające się moce. Potrafiłaś dostrzec duchy, a nawet o wiele więcej. Całym sercem wierzyłaś opowieści jakie usłyszałaś ode mnie – Kobieta znowu zamilkła. Spojrzała na okno, a potem zwróciła się do wnuczki. - Chciałam się uczyć tak, żeby twoi rodzice o tym nie wiedzieli. Ale wyjechałaś. A gdy znowu się zobaczyłyśmy twoje moce osłabły, więc zrezygnowałam. - Moja słuchała swojej babci jak zaklęta. Pochłaniała każde jej słowo. Gdyby powiedziałaby jej to kilka dni temu to nie uwierzyłaby kobiecie. Ale teraz. Po tym wszystkim.  - Lecz to był błąd. Powinnam cię szkolić. Może to co się stało nie miałoby miejsca, ale wszystko da się nadrobić. Jeśli tylko zechcesz.  
Moja spojrzała na swoją babcię. Wiedziała jaka wiąże się z tym odpowiedzialność. Ale czy warto ryzykować? Moja wzięła głęboki wdech. Już wiedziała co ma zrobić.  
… 
5 lat później 
Głęboki las sosnowy. Wokół panowała rzadko spotykana cisza. Nie było wiatru, a drzewa nie pozwalały przedrzeć się światłu słońca. Wydawało się, że w lesie panuje aura śmierci. Lecz było jedno zwierzę, które nie zwracało uwagi na otaczający go krajobraz. Szukało tylko czegoś do jedzenia. 
Było to wielkie monstrum. Coś między niedźwiedziem, a wilkiem. Posiadało też olbrzymie jelenie rogi. Tym potworem był bies. Rzadko zdarza się, że podróżują one samotnie. Najczęściej przemieszczają się grupami i nie atakują ludzi. Zwykle trzymają się od nich z daleka. Lecz ten był inny. Był agresywny wobec ludzi. Raz zasmakował w ludzkim mięsie i pragnął to powtórzyć.  
Przemieszczał się w stronę małej wsi na skraju lasu. Czuł tam naprawdę silną woń świeżego pożywienia. Lecz nie zdawał sobie sprawy, że od dłuższego czasu był obserwowany.  
Dwaj bracia znajdowali się na drodze bestii. Masky znajdował się przy jednym z drzew. Natomiast jego brat, leżał na ziemi. W rękach trzymał snajperkę. Ich zadaniem było zabicie biesa, zanim ten dojdzie do wioski. Masky miał osłaniać brata, gdy ten będzie strzelał to potwora.  
Lecz ich plan nigdy się nie ziścił. Nagle wokół biesa w powietrzu pojawiły się dziwne znaki. Oplotły niczego nieświadomą, wijąca się bestię. Gdy symbole stworzyły wokół niej łańcuch, a następnie potwora pochłonął błękitny ogień. Zranił on tylko bestię, nie niszcząc lasu dookoła.  
Las stłumił agonalny krzyk bestii. Na ziemię upadło spalone truchło bestii. 
Obydwaj bracia nie zrozumieli co przed chwilą miało miejsce.  
- Co to, kurwa, było? - zapytał Tim, przyglądając się zwęglonym zwłokom. Chwilę zajęło Brain'owi przybycie do brata.  
- I jak wam się podoba moja robota? - kobiecy głos rozległ się za pleców braci. Ujrzeli oni młodą kobietę, odzianą w strój moro. Długie włosy miała związane w warkocz. Przy pasie nie miała normalnej broni, tylko parę woreczków z suchymi ziołami. Lecz najbardziej w oczy rzucał się tatuaż na prawej ręce. Ciągnący się prawdopodobnie od ramienia, aż po nadgarstek. Był on złożony z różnej maści run, których oni nie mogli pojąć. Lecz dla dziewczyny były one najważniejszą bronią.   
Chłopacy wpatrywali się w nią. Poznali tą dziewczynę. Ta hardość ducha. Ta niezłomność. Ta twarz oraz ten delikatny błysk w oku.  
Wpatrywali się w nią przez chwilę, nie mogąc uwierzyć, że ponownie ją widzą. I, że stała się tak utalentowaną dziewanną.  

niedziela, 18 marca 2018

Wędrujący elf

A o to rysunek elfa! Skończony dosłownie parę chwil temu.  


sobota, 17 marca 2018

Gra: Poznaj(my) się - Rozdanie 4

"Gra Poznaj(my) się " została zainicjowana przez Yumi Mizuno na jej blogu. Jest to coś w stylu Q&A. Mamy pytania i na nie odpowiadamy. Jeśli chcecie wiedzieć więcej albo sami wziąć w tym udział zapraszam na bloga Yumi klik


91 Wolisz dawać czy dostawać? 
Trochę tego i tamtego.  
Lubię dawać, ponieważ lubię sprawiać przyjemność moim bliskim. Z drugiej strony lubię dostawać. Dla mnie prezenty nie są ważne tylko sam akt dawania/dostawania. Dla mnie liczy się pamięć oraz przekazane przez to uczucia.  

92 Jakiej muzyki słuchałeś/aś w dzieciństwie? Kto był Twoim idolem? A może podzielisz się jakimś teledyskiem jaki zapadł Ci w pamięć z lat, kiedy jeszcze nie trzeba było chodzić do szkoły? 
Może nie jest to jakieś dalekie dzieciństwo, ale to jeden z niewielu teledysków jaki zapadł mi w pamięć.  
https://www.youtube.com/watch?v=YWdveJR_zv8 

93 Co znajduje się na końcu tęczy? 
Jak byłam mała, powiedziano mi, że na końcu tęczy znajduje się garniec ze złotem.  

94 Pytanie pół żartem pól serio: Jesteś, czy Cię nie ma? 
Ciałem jest tu, po drugiej stronie ekranu. Lecz umysłem jestem daleko, tam, gdzie nie był jeszcze żaden człowiek. 

95 Co poprawia Ci samopoczucie, gdy masz zły nastrój? 
 Przebywanie z moją rodziną albo słuchanie muzyki. 

96 Mówi się, że teraz ludzie obnoszący się ze swoją depresją pragną ściągnięcia na siebie uwagi. Lecz jak my - jako odbiorcy - powinniśmy zareagować na te żale internetowe? Ignorując czy próbując pomóc? Może masz jakiś inny sposób? Liczysz się z konsekwencjami? 
  Osoba z depresją raczej by się z nią nie obnosiła, przynajmniej tak myślę.  
Niestety nie da się udowodnić, czy są to prawdziwe żale i ta osoba serio potrzebuje pomocy, czy to zwykły fake – zrobiony tylko dla rozgłosu.  
Jestem jaka jestem i raczej starałabym się pomóc tej osobie, chociaż i tak za wiele bym nie zdziałała, jeśli byłaby to prawda.  

97 Jaki powinien być ideał nauczyciela? 
Przede wszystkim wymagający - od siebie i od uczniów.  
Nauczyciel powinien zaciekawić uczniów swoją lekcją oraz traktować na jak ludzi sobie równych, a nie jak bachory, które nic nie zrozumieją. 


99 Wyobraź sobie dzisiejszy świat bez prądu. Jak by Twoim zdaniem wyglądał?
  
Myślę, że podobnie jak w tym serialu. 
http://www.filmweb.pl/serial/Revolution-2012-634694 


101 Co uważasz za najpiękniejsze w świecie?  
Posiadanie rodziny, przeżywanie wspólnie chwil. Cieszenie się, płakanie razem i tworzenie wspomnieć.  

102 Samotność to błogosławieństwo czy przekleństwo?  
Szczerze to trochę błogosławieństwo jak i przekleństwo. Jest błogosławieństwem, gdy potrzebujemy odpoczynku od ludzi, od trudności. Jednak kiedy jesteśmy cały czas samotni, mamy problem z wyjściem z niej. Zaczyna być naszym jedynym towarzyszem, który nie będzie chciał nas opuścić.    
 
103 Gdyby zazdrość pewnego dnia przybrała dowolną postać, jak według Ciebie mogłaby wyglądać?  
Coś człekokształtnego, czarnego jak smoła, mówiące to co czujemy, gdy jesteśmy zazdrośni. 

105 Czego możemy się nauczyć od naszych przodków? Co natomiast musimy poznać na własnej skórze? 
 Możemy uczyć się na ich błędach oraz pomyłkach. Dzięki nim możemy szybciej poradzić sobie z niektórymi przeszkodami. Lecz czasami musimy sami doświadczyć bólu, cierpienia albo radości, aby czegoś się nauczyć.  

106 Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?  
Relacje z moją rodziną. Bardzo mi na nich zależy i są dla mnie wszystkim.  

108 Jaki jest Twój stosunek do plotek? Interesują Cię? Czy może brzydzisz się nimi? Co myślisz o plotkarzach? Co można uznać za plotkę a co za fakt? 
Plotki mnie nie interesują. Nie lubię ich i zawsze okazują się być kłamstwami na temat danej osoby. Nie bardzo przepadam też za plotkarzami. Według mnie to osoby szukające sensacji i nie są dobrymi powiernikami tajemnic.  
Myślę, że na początku trudno rozpoznać czy to plotka, czy jakiś fakt. Samemu trzeba to jakoś zweryfikować. 
  
109 Zbierasz/kolekcjonujesz coś?  
Od dziecka kolekcjonuje pocztówki. Z każdego miejsca jakie kiedykolwiek odwiedziłam mam parę pocztówek.
  
110 Wyrzucanie jedzenia - jaki masz do tego stosunek? Czy uczono Cię w domu szanowania chleba? 
A może nie masz oporów przed wyrzucaniem kanapek do kosza? U mnie w domu staramy 
się nie marnować żywności. Jeśli mamy jakieś stare bułki to wkładamy je pod kran, a potem do piekarnika. Są ciepłe i smaczne.
 
111 Jakie masz zdanie na temat spania ze zwierzętami domowymi - kotami lub psami? Uważasz, że jest to urocze, odrzucające, teoretycznie miłe, ale praktycznie uciążliwe, a może postrzegasz takie praktyki jeszcze inaczej?  
Kiedyś uważałam to za uciążliwe, ale teraz jest inaczej. Uwielbiam spać z jednym z moich psów. Kładzie mi się w nogach i przesypia całą noc, a nad ranem przytula się. Daje mi to pozytywną energię, na dobre rozpoczęcie dnia.   

113 Która lektura szkolna najmniej przypadła ci do gustu?  
"Krzyżacy" Sienkiewicza. Wiem, że niektórzy to uwielbiają, ale mnie zanudziła. To pierwsza i jedyna książka, nad którą zasnęłam.   

114 Jak wyobrażasz sobie swoich przodków? Pradziadów, starszych? Co taki Twój przodek mógł robić w średniowieczu, w starożytności, do jakiej grupy społecznej należał? Jest to pytanie na wyobraźnię i przeczucia, a jeśli wiesz, jak było naprawdę, nie pogardzę i takim opisem na faktach. Nie ograniczaj się. 
 Tata zawsze się śmieje, że my z siostrą na czele z mamą jesteśmy czarownicami. Czasami dzieje się tak jak chcemy, jest to naprawdę śmieszny zbieg okoliczności.  
Myślę, że w średniowieczu moi przodkowie byliby swego rodzaju czarownikami, czarownicami. Poznającymi tajniki magii, podczas rozgwieżdżonych nocy. Pewnie ich strażnikami były wilki, ponieważ czuję więź z tymi zwierzętami.   


115 Co byłoby dobrą przynętą na połów syren?  
Nie wiem, co mogłoby pomóc zwabić syreny.  
 
116 Gdyby Polska nagle zwidziała sobie zmienić stolicę i od Ciebie zależałby wybór tej następnej, na co padłby Twój wybór i dlaczego?  
Szczerze to nie wiem. Dla mnie może zostać tam, gdzie jest.  

117 Jesteś gościem u Hannibala. Proponuje, że zrobi potrawę na Twoje życzenie, z zastrzeżeniem, że nie zrobi nic dla wegan (ohoho). O co go poprosisz? 
 Odmówiłabym. Nie potrafiłabym zjeść żadnej z jego potraw.  

119 Wiele osób mówi, że dla swojej miłości, zrobiliby "wszystko". Lecz "wszystko" to naprawdę bardzo wiele. Czy można powiedzieć, że takie osoby nie znają wagi wypowiedzianych słów? Czego Ty byś nie zrobił/a dla swojego partnera? 
Myślę, że jedni zdają sobie sprawę z tego co mówią, a inni nie. Według mnie tylko ci co prawdziwie kochają, są gotowi do poświęceń. 

A ja? Nie miałam nawet nigdy chłopaka i nie wiem, czy umiałabym pokochać tak obcą osobę. 

120 Czym mogą imponować starsi ludzie? Jak myślisz, dlaczego wielu młodych ich nie docenia? 
 Starsi ludzie to dla mnie skarbnica wiedzy. Uwielbiam pytać dziadków jak to kiedyś wyglądało. Jak wszystko było na kartki. Jak babcia grała na skrzypcach. Ogólnie jak kiedyś się żyło.  
Lubię tez znać ich opinie na dzisiejsze sprawy, ponieważ dzięki nim mogę na to spojrzeć z zupełnie innego punktu.  
Myślę, że młodzi nie doceniają starszych z powodu innych poglądów. Starsi swoje przeżyli i czasami uważają, że tylko oni mogą mieć rację, a młodzi zawsze się mylą. Uważam, że obie grupy się czasami nie doceniają.  


niedziela, 11 marca 2018

Syrena na skale

W tym tygodniu mogłam sobie spokojnie porysować. A o to wynik kolejnych ćwiczeń. 
Woda dalej nie wychodzi mi tak jakbym chciała, ale praktyka czyni mistrza. 


niedziela, 4 marca 2018

Mojmira - Rozdział V

Edit: Bardzo Was przepraszam, ale jak wczoraj opublikowałam rozdział, to z jakiegoś powodu ucięło mi początek. Teraz jest już naprawione. 




Spis Treści
Dzień??? Godzina???

- I co znalazłeś coś?  - krzyknął Hoodie z końca korytarza. 
                                         
Operator kazał swoim pomocnikom sprawdzić opuszczony szpital, po tym jak odstawił do domu dziewczynę.  Sam natomiast poszedł tropem bestii, która od kilku tygodni grasuje w tym lesie. Dziwne stworzenie zabiło już kilkoro ludzi z pobliskich miast albo zwykłych przejezdnych. Większość ciał udało się jakoś ukryć, nie wzbudzając podejrzeń wśród miejscowej ludności. Co najwyżej zostali uznani za zaginionych albo że po prostu się przeprowadzili. 
Lecz nie mogli cały czas tego ukrywać. Slenderman od dawna szukał tej istoty, lecz dobrze się maskowała. Ten potwór, którego ścigał musiał być doświadczony, skoro tak długo może się chować. 
- Oprócz ciała tej kobiety w zabiegowym to nic - westchnął ciężko Masky, kierując się w stronę brata. - Żadnych śladów potwora, nie licząc ran szarpanych na ciele - dodał szybko chłopak, zanim brat poprosił o jakieś szczegóły. 
Brain westchnął, idąc w stronę pokoju, gdzie znajdowały się zwłoki. 
- Lepiej się ich pozbądźmy - oznajmił Hoodie. Tim ruszył za bratem, chowając ręce do kieszeni. 
Masky szedł kilka kroków za bratem, wpatrując się w podłogę. 
Czuł się trochę winny tej sytuacji. Mieli tylko przestraszyć Mojmirę i nie zgubić jej. Prawie cały czas mieli ją na oku. Od początku nastolatka była w błędzie. Starali się trzymać blisko niej, ale w ukryciu. Od czasu do czasu mieli się jej pokazać i trochę pogonić. Bracia rozłożyli kartki w okolicy, tak, żeby dziewczyna je znalazła. Zastanawiali się tylko kiedy zakończyć grę. 
Uważali, że mieli wszystko pod kontrolą. Jednak gdy doszło do spotkania w starej leśniczówce, powoli przestawali być panami sytuacji. 
Nie spodziewali się reakcji Mojmiry ani tego jak naprawdę szybko biega. Kiedy podążali jej tropem, natrafili na jeszcze jeden. Ten sam, który miał doprowadzić ich do bestii, ale zawsze go gubili.  Wtedy ślad potwora biegł w tym samym kierunku, w którym udała się Mojmira. Nastolatka z przerażenia musiała nie zauważyć śladów krwi oraz tych wielkich śladów stóp z szponami. 
Wtedy dziwnym zbiegiem okoliczności pojawił się za nimi operator.
Gdzie jest dziewczyna? 
Rozwścieczony głos Operatora, rozbrzmiał w głowach Proxy. Chłopcy znieruchomieli, mimo, że już kilka lat pracowali z Slenderman'em to mieli wobec niego respekt. 

 - W szpitalu razem z nim - odrzekł Hoodie, odwracając się do Operatora, a w ślad za nim poszedł Masky. 
Slender stał przed nimi w całej swojej okazałości. W czarnym jak noc garniturze oraz krwistym krawacie, śnieżnobiała skóra oraz twarz. Bez wyrazu. Jakichkolwiek emocji.  Lecz On był zmartwiony. Nie mógł narazić życia niewinnej. Nawet On miał swoje zasady. 
 
Załatwię to.

Już dość namieszaliście. 

Oznajmił Slenderman znikając. Mężczyźni stały w milczeniu, przyglądając się miejscu, gdzie zaledwie parę chwil temu stał operator. Żaden z nich nie miał odwagi przemówić. Ich milczenie wyrażało wszystko. Czuli, że zawiedli. Pierwszy raz od dłuższego czasu popełnili tyle karygodnych błędów. 
Nie udało im się pozbyć zwłok mężczyzny i znalazła go policja. Pozwolili Moi dotrzeć do ich kryjówki. Dowiedziała się kim naprawdę są. Potem pozwolili jej i jej przyjaciółce uciec. A teraz jeszcze narazili ją na atak tamtej bestii, z która nie mogą sobie poradzić od kilku tygodni. 
Dlaczego to się stało? Czyżby zrobili się zbyt pewni siebie? A może chodzi o to miejsce? Miasteczko, gdzie się urodzili oraz wychowali. Gdzie stracili ojca, a matka zgotowała im piekło. Gdzie pewna mała dziewczynka zrobiła coś, dzięki czemu zaczęli się zmieniać, nawet jeśli trwało to kilka lat. 
Obaj dobrze pamiętają dzień, gdy pierwszy raz spotkali Mojmirę. Nastolatka pewnie już tego nie pamięta, ale oni tak.  
10 czerwca 2005r.

Park Ivy Hill

Do uszu zdezorientowanej dziewczynki dobiegły ptasie trele, śmiechy dzieci oraz pewien znajomy głos.
- Wszystko w porządku? - Dziewczynka odwróciła się i oślepiło ją światło słońca. Zobaczyła jedynie rozmazaną twarz chłopca.  
- Tamci chłopcy schowali moje buty - rzekła smutno dziewczynka, przytulając swojego pluszowego misia.
Chłopak spojrzał na dziewczynkę, nie bardzo pewien co ma jej powiedzieć. Dopiero teraz spostrzegł, że ona rzeczywiście nie ma butów. Wyprostował się i rozejrzał, poszukując wzrokiem rodziców tej dziewczynki. Lecz nie było ich w pobliżu. Nie widział nikogo kto zwróciłby mu uwagę. 
Wetchnął ciężko. Nie mógł jej tak zostawić, ale musiał też poszukać swojego brata. 
 - Jak się nazywasz? - zapytał chłopka, kucając przy dziewczynce. - Ja jestem Tim. 
 - Możesz mi mówić Me! - rzekła wesoło dziewczynka. 
 - Pomogę szukać twoich butów, a potem wrócisz do rodziców, dobra? - dziewczynka w odpowiedzi pokiwała głową. 
Tim wstał, wyciągając rękę w stronę dziewczynki. Me chwyciła go i razem poszli szukać jej bucików. 

Tim przeszukiwałam kilka krzaków niedaleko głównej ścieżki. W tym czasie Moja sprawdzała dziuplę przy jednym z drzew. Przeszukali już sporą cześć parku oraz cały plac zabaw, jednak nigdzie nie znaleźli butów dziewczynki oraz co dziwiło Tim'a rodziców małej. Myślał, że po drodze spotkają opiekunów Me, ale ich nie było. Będzie musiał odprowadzić dziewczynkę do domu, lecz najpierw znajdzie brata. 
Tim wyprostował się, rozglądając się dookoła. Sprawdzili już większość miejsc, gdzie małe dziecko mogło coś schować. 
Może powinienem szukać wyżej? pomyślał chłopak, przyglądając się gałęziom drzew. 
 - Me chodź, spraw... - zaczął Tim, ale spostrzegł, że nigdzie nie ma dziewczynki. - Gdzie ona poszła?!
Chłopak zaczął nerwowo rozglądać się za dziewczynką, chodząc przez park. 
Nie wierzę, że ją zgubiłem. Jak to mogło się stać?  Będę miał przez to kłopoty. Muszę ja znaleźć. Pomyślał Tim.

 - Dlaczego płaczesz? - zapytała Me, przyglądając się jakiemuś chłopcu. Parę chwil temu jak szukała razem z TIm'em, lecz usłyszała cichy szloch. Postanowiła sprawdzić kto płacze, ale nie poinformowała o niczym Tim'a. Po prostu poszła. 
Płaczący chłopak znajdował się wśród krzaków oddalonych od ścieżki. Rośliny tworzyły coś na kształt niskiego ogrodzenia, które zasłaniało osoby przebywające w środku. 
Moja podeszła do chłopca. Siedział on na trawie z kolanami pod brodą. A jedyny dźwięk to był jego stłumiony płacz. 
- Odczep się - rzekł ostro chłopak, odsuwając się od dziewczynki. 
- Nie. Chcę ci pomóc -powiedziała szczerze Me, przysuwając się do chłopca. - Jestem Me, a ty? - zapytała.
Chłopak milczał, ale spojrzał z ukosa na Moje. Podejrzewał, że dziewczynka nie odpuści.
 - Brain - powiedział cicho chłopiec. Trochę się rozluźniając.
 Potem nastała chwila ciszy. Żadne z nich nie odezwało się ani słowem. Lecz Brain'owi to nie przeszkadzało. Można powiedzieć, że w pewnym stopniu dodawało mu otuchy. A potem poczuł, jak dziewczynka wtula się w ramię. Dopiero wtedy przyjrzał się dziewczynce. Zdziwił się, ponieważ nie miała butów. 
 - Gdzie masz buty? - zapytał, przyglądając się Me. 
Dziewczynka spojrzała na jego zaczerwienioną od płaczu twarz. Właśnie przez spuchnięte od łez oczy i zaczerwienienia wokół nich Moja nie spostrzegła, kryjącego się pod nimi siniaka. 
- Schowano mi je - powiedziała dziewczynka, prostując nogi. - Nie mogę ich znaleźć. A ty, dlaczego płakałeś?
Brain spojrzał przed siebie. Nie chciał, a raczej nie miał siły powiedzieć, że uderzyła go matka. Było to dla niego trudne. Nigdy nie podejrzewał, że ona jest do tego zdolna. Czasami podniosła głos na niego i jego brata, gdy zbili wazon babci albo nie chcieli posprzątać w pokoju. Ale nie krzyczała na nich bez powodu.  Nigdy nie podniosła na nich ręki, lecz teraz jest inaczej. Od kiedy odszedł od nich ojciec, ich matka się zmieniła. Stała się bardziej nerwowa. Ale dzisiaj wybuchła. 
Brain przez przypadek zbił talerz, a jego matka uderzyła go. Chłopak nie bardzo wiedział co zrobić, więc wybiegł z domy. Postanowił skryć się w parku, który kiedyś odwiedzali z całą rodziną. A teraz? 
- Ktoś zrobił ci coś złego? - zapytała Me po dłuższej chwili milczenia ze strony chłopaka. 
- Ona … - zaczął Brain, ale nie potrafił powiedzieć nic więcej. 
- Mama mówi, że dzieci są czyste. Chroni je Leszy przed złymi ludźmi - zaczęła Me. 
- Kim jest Leszy? - zapytał Brain. Pierwszy raz usłyszał ten wyraz. Nie bardzo wiedział co ono oznacza. 
Moja spojrzał na chłopca, a potem wstała.
- Jest to dobry demon - oznajmiła Mojmira, wyciągając wysoko ręce. - Jest wielki jak drzewo i żyje w lasach. - Brain uważnie przyglądał się dziewczynce, która gestykulowała przy swoich wyjaśnieniach. Było to trochę zabawne jak próbowała oddać wzrost Leszego. - Chroni on dzieci przed złymi ludźmi. 
- Ale demony są złe? Dlaczego ten ma być wyjątkiem? - zapytał chłopak. 
- Nie! On jest dobry! Chroni dzieci! - tupnęła nóżką Moja, co wyglądała dla chłopaka przezabawnie. Brain uśmiechnął się trochę. Mimo wszystko musiał przyznać, że dziewczynka trochę poprawiła mu humor. 
Moja zamilkła, gdy usłyszała trzaskanie gałęzi oraz sapanie. 
- Tu jesteś! - rzekł Tim, wyłaniając się z krzaków. - Wszędzie cię szuka... - przerwał, gdy zobaczył w Brain'a. - Dobrze, że oboje tu jesteście. 
- Moje buty! - rzekła Moja, spostrzegając swoje obuwie zawieszone na szyi chłopaka. 
- Wisiały na jednej z gałęzi - powiedział, podając je dziewczynce. 
- Dziękuję! - krzyknęła radośnie, zakładając buty. 
Tim usiadł obok brata na ziemi. Oboje przyglądali się w milczeniu dziewczynce, która zawiązywała swoje buciki. Tim spojrzał kątem oka na brata. Jego siniak był mniej widoczny niż kiedy wybiegł z domu. 
- Jak się czujesz?  - zapytał Tim, kładąc bratu rękę na ramieniu. 
- Trochę lepiej - rzekł Brain, uśmiechając się do brata. Tim wstał, otrzepując spodnie z ziemi. 
- Chodź, trzeba ją odprowadzić do rodziców - rzekł chłopak, wyciągając rękę w stronę brata. Brain przyjął pomoc od brata. W trójkę zmierzali w stronę głównego placu spacerowego, gdzie mieli nadzieję znaleźć rodziców małej Me. 
- Tim, wierzysz, że istnieje coś co chroni niewinnych? - zapytał Brain, gry Moja odeszła od nich kawałek, wypatrując rodziców. 
- Tylko w bajkach, bracie - rzekł żartobliwie Tim. Lecz spostrzegł, że jego brat pyta na poważnie. Natychmiast przybrał poważną minę. - Nie wiem. Może? 

Tego dnia świadomie bądź nie poszukiwali wyjścia, ucieczki od ich matki. Powoli ich relacja z matką przybierała coraz to gorsze odcienie czerni. Aż stało się to co było nieuniknione. 
Z transu wyrwał go głos brata. Hoodie wzdrygnął się, przyglądając się bratu.
- Możesz powtórzyć? - zapytał Brain.

- Lepiej zajmy się tymi zwłokami, zanim zaczną śmierdzieć - rzekł Tim. 
 
17 maja. Niedziela. Godz. 8:37
Mojmira czuła, że jej ciało jest dziwnie ciężkie. Jakby z ołowiu. Do tego bolała ją głowa. Powoli otworzyła oczy, podnosząc się. Lecz jeszcze zrobiła to za szybko, ponieważ zakręciło jej się w głowie Przed oczami pojawiały jej się niewyraźne obrazy. Jakiś las, kartki i coś jeszcze... Siedziała chwilę na łóżku z zamkniętymi oczami. Czekała, aż to minie. Trochę to trwało, ale wstała rozglądając się po pokoju. Czuła się skołowana. Nie potrafiła przypomnieć sobie co wczoraj się działo. I dlaczego spała w ubraniu. Usiadła na krześle, siadając po telefon.  Lecz nie zrobiła tego, ponieważ usłyszała jak coś szeleści jej w kurtce. Wyjęła z kieszeni parę pożółkłych kartek. 
Zamarła. A wspomnienia powoli wracały, coraz bardziej ją przytłaczając. Zimny pot ciekł jej po karku jak przypomniała sobie spotkanie z tamtą bestią. Mimo strachu jaki wywoływało u niej to wspomnienie. Spróbowała jeszcze raz wszystko odtworzyć. Zdawało jej się, że już gdzieś widziała tą istotę. Tylko gdzie? Może w jakieś książce? 
Moja podeszła do swojej niedużej biblioteczki. Przeglądała tytuły książek w poszukiwaniu bestiariusza. Wbrew rosnącej ciekawości wobec tamtej tajemniczej rezydencji, którą przed moment widziała, musiała dowiedzieć się kim jest tamta bestia. Prawdopodobnie to ona jest sprawcą tego morderstwa kilka dni temu. 
Bestia była bardzo podobna do człowieka. A odnalezione ciało było bez krwi. Może to jakiś rodzaj wampira? Pomyślała Me, przeglądając odpowiedni rozdział. Może bezkost? Nie. Kształt nie pasuje. Prędzej wąpierz albo strzyga. Postura by pasowała. Niestety nie mogę być tego pewna, nie widziałam tej bestii zbyt dokładnie. 
Pomyślała Me, zamykając książkę. Nie bardzo wiedziała co ma w tej chwili zrobić. Policja na pewno by jej nie uwierzyła. Kto normalny by jej uwierzył? A do tego jeszcze Slenderman. Me podejrzewała, że Operator nie może sobie z tą bestią poradzić. A przynajmniej taki wysnuła wniosek, po tym jak ją uratował. 
Ta bestia musi mu jakoś przeszkadzać
W głębi siebie czuła, że nie może tego tak zostawić. Nie może pozwolić, aby ta bestia zabiła kogoś jeszcze. Nie rozumiała tego uczucia ani skąd ono się bierze. Po prostu musiała coś zrobić. Wiedziała, że to nie da jej spokoju. 
Może jakbym znalazła legowisko tej bestii jakoś bym pomogła. W ciągu dnia wampiry śpią, więc nie zrobiłby mi nic.  Może udałoby mi się doprowadzić do niej policje? Może wtedy by mi uwierzyli? 
Pomyślała nastolatka. Zostało jej tylko się jakoś przygotować do tej misji. Pierwsze co musiała zrobić to przebrać się w świeże ciuchy. 

17 maja. Niedziela. Godz. 10:07
Mojmira zdążyła się przebrać, a następnie spakować parę rzeczy do plecaka. Schowała swój scyzoryk, butelkę wody oraz mały aparat fotograficzny. Była przekonana, że więcej nie potrzebuje. Chciała załatwić to szybko i nie narażać się zbytnio na niebezpieczeństwa. Wspomnienia ostatniej nocy nadal były świeże dla niej jak i dla innych uczestników. 
Jeśli proxy mnie nie zauważą będzie dobrze. I tak pewnie się mnie nie spodziewają tak szybko. Pomyślała Mojmira, schodząc po schodach do salonu. Zerknęła pobieżnie na pomieszczenie, ale nigdzie nie widziała swojej rodziny. 
To dobrze. Jeszcze ś...
- A gdzie ty się wybierasz tak wcześnie? - za Moją rozległ się zaspany głos Myślibory. 
Kurczę... Żeby mama wstała przed jedenastą w niedziele. Pomyślała, odwracając się w stronę rodzicielki. Jej matka opierała się o framugę drzwi kuchennych, ubrana w różowy szlafrok w kotki. 
- Idę do Mary - Może i się z nią pokłóciłam, ale to nie znaczy, że nie mogę użyć jej jako wymówki. - Miałyśmy zrobić parę zadań z matmy - powiedziała spokojnie Moja, obserwując reakcję matki. 
- Ale nie bez śniadania - rzekła z uśmiechem Myślibora, podchodząc do lodówki. - Odłóż plecak i obudź pozostałych - dodała zaglądając do wnętrza lodówki. - Zrobię naleśniki.
Me odłożyła plecak na korytarzu z boku, aby nikt się o niego nie potknął. Lekko zrezygnowana z powrotem wdrapała się na piętro.
Musiała zrobić to o co poprosiła ją mama, ponieważ naprałaby podejrzeń. Mogłaby nawet zadzwonić do Mary i prawda wyszłaby na jaw. Me wątpiła, czy Mary pomogłaby jej w takiej sytuacji w szczególności po tym, co się stało wczoraj. 

 17 maja. Niedziela. Godz. 11:39
Moja zamknęła drzwi garażowe. Wyprowadziła rower na drogę, ostatni raz zerkając na dom. Śniadanie z rodzicami było przyjemne jak zawsze. Lecz minus stanowiły podejrzliwe pytania Markusława. 
"A dlaczego nie powiedziałaś wcześniej?", "Jak długo ci to zajmie?", "Czemu nie możecie zrobić tego tutaj?" Albo "Kiedy wrócisz?"
Ostatnie pytanie spowodowało włączenie się do rozmowy rodziców bohaterki. 
- Twój brat ma rację. O której masz zamiar wrócić do domu? - zapytała zmartwiona rodzicielka. - Jeremy powiedział nam, że lepiej nie wychodzić po zmroku. 
- Nie martw się wrócę zanim zajdzie słońce - powiedziała Mojmira, odkładając talerz do zlewu. -   To ja będę się zbierać - rzekła Moja, idąc w stronę drzwi. 
- Tylko uważaj na siebie! - krzyknęła Myślibora, zanim jej córka weszła do garażu. 
Moja westchnęła odwracając się w stronę domu. W oknie zobaczyła Markusława. Chłopak opierał się o parapet, spoglądając za siostrą. Mimo, że ona tego nie wiedziała. W oczach jej brata dostrzec można było troskę. Troskę o siostrę, która znowu się w coś pakuje. 

 
17 maja. Niedziela. Godz. 12:07
Moja jechała ścieżką nieopodal lasu. Im bliżej niego się znajdowała tym większe napawały ją wątpliwości. Po co ma tam jechać? Dlaczego ma tak ryzykować? 
 
Zatrzymała rower tuż na granicy drzew. Czuła jak odwaga oraz pewność siebie jakie posiadała przed wyjazdem zaczynają ją opuszczać. Przez myśl przeszły jej wspomnienia wczorajszej nocy. Stres wywołany ciągłym uciekaniem przed braćmi. Spotkanie człowieka bez twarzy. 
Wbrew sobie musiała przyznać, że chociaż było to straszne, ale i ekscytujące. Przez całą noc, aż do spotkania bestii czuła coś dziwnego. Coś uzależniającego. Chciałaby jeszcze raz to poczuć. 
A to uczucie było silniejsze im bardziej jej życie było zagrożone. To bicie serca. Adrenalina płynąca w żyłach. Czas, który wokoło zwalnia. To było uzależniające. 
Ale było też coś jeszcze. Chęć działania. Moja nie chciała, aby ktoś inny cierpiał z powodu tamtej bestii. Nie bardzo była pewna, dlaczego akurat ona czuje się odpowiedzialna za to wszystko. Nie mogła znaleźć na to odpowiedzi i to ją frustrowało. 
Chciała znaleźć na to odpowiedz, dlatego oparła rower o drzewo. Wzięła głęboki wdech, odganiając wątpliwości. Pewnie wmaszerowała do lasu. 
 
17 maja. Niedziela. Godz. 12:32 
W ciągu pół godziny Moja natrafiła na ścieżkę. Sama sobie się dziwiła, ale pamiętała ją. To była droga do starego szpitala. Zrezygnowała z niej. Nie chciała tam iść, ponieważ wątpiła, aby w szpitalu znajdowało się legowisko bestii. Innym powodem było to, że nie chciała natrafić na proxy's albo samego Slendera. Zdawała sobie sprawę, że Hoodie i Masky mogą pozbywać się ciała.  
Dlatego wybrała inną drogę.  
Mimo wszystko dość szybko natrafiła na jakiś trop. Zauważyła na ziemi dziwne ślady. Były za duże jak na człowieka, lecz podobne do nich.  
Muszę być na dobrym tropie, pomyślała, idąc wzdłuż śladów. Towarzyszył jej śpiew ptaków. Były wyjątkowo spokojne. Moja przystanęła na chwilę, spoglądając w niebo. Gdzieś w koronach drzew znajdowały się drozdy. Nastolatka uśmiechnęła się delikatnie, a po chwili ruszyła w dalszą drogę.  
Natura spokojnie żyła swoim naturalnym rytmem.  

17 maja. Niedziela. Godz. 13:24 
Me dostrzegła jakąś starą chatkę, ukrytą pośród wysokich sosen. Na początku pomyślała, że jest to wczorajsza opuszczona leśniczówka. Lecz im bliżej niej była, tym nabierała pewności, że jest to inny budynek.  
Pierwszą, ale i najbardziej widoczną różnicą był jej stan. Leśniczówka była mimo wszystko zadbana. Żadne drzewo nie wyrastało z dziury w dachu.  
Moja podeszła do chałupy.  Z bliska zorientowała się, że nie ma tu drzwi tylko jakieś brunatne zasłony. Nastolatka zerknęła przez okno, a raczej dziurę w ścianie, gdzie kiedyś było okno. W pomieszczeniu nie było nikogo, dlatego Me weszła do środka.  
Znalazła się w pokoju, gdzie na środku rosło drzewo. Gałęzie, które rosły poniżej poziomu dachu, wykorzystane było jako wieszaki. Wisiały na nich normalne ubrania, co bardzo zdziwiło dziewczynę. Kilka kompletów spodni oraz białych koszul. Była też kurtka. Wszystkie ubrania były nowe oraz zadbane. Rozmiarem pasowały na dorosłego, szczupłego mężczyznę.  
Na podłodze w jednym z rogów, leżało parę koccy oraz poduszek. Przypominało to coś w stylu prowizorycznego posłania.   
Moja przeszła się po pomieszczeniu. Po drugiej stronie pokoju, za drzewem stał duży kufer, a obok niego książki. Dużo książek. Chyba z piętnaście. Nie byłby jakoś szczególnie poukładane i to właśnie one przykuły uwagę nastolatki. Parę z nich kojarzyła. I nie chodziło tu tylko o tytuły.  
Wzięła jedną z książek do ręki. Otworzyła ją i zobaczyła pieczęć swojej szkoły razem z numerem książki.  
Zamurowało ją. To byłą książka z szkolnej biblioteki.  

Może to tylko przypadek? Może ten ktoś po prostu ją znalazł. Pomyślała, chwytając kolejną książkę. Znowu to samo. To tylko zbieg okoliczności. Wzięła do ręki kolejną. I kolejny stempel szkoły. Sprawdziła następną książkę i jeszcze jedną...    

Wszystkie pochodziły z szkolnej biblioteki.  

Ale jak? 

Moja zdenerwowana, odłożyła ostatnia z książek. Rozejrzała się ponownie. Jedyne co zostało to olbrzymi kufer. Przykucnęła przy nim. Wzięła głęboki wdech.  
Podniosła wieko skrzyni. Znajdowały się w nim małe kartony. Wyciągnęła jeden z nich. Jak go podnosiła wydawał się ciężki oraz dziwnie dźwięczał. Zdjęła pokrywkę i zobaczyła całą masę pierścionków. Od pozłacanych, przez srebrne i te z białego złota. Było też kilka z kamieniami szlachetnymi.  
Nastolatka lekko skołowana wyciągnęła kolejne. W tym były bransoletki. Od zwykłych rzemyków po prawdziwe złoto. Moja nie mogła uwierzyć w to co znalazła. Otworzyła kolejny kartonik. Ten był lżejszy od poprzednich.  
Moja znalazła pożółkłe kartki. Zbytnio im się nie przyjrzała, ponieważ były napisane w obcym jej języku. Chyba po ukraińsku albo białorusku, lecz nie była do końca pewna. Odłożyła go na ziemię, sprawdzając następne kartony.  
W jednym znalazła liczne dokumenty różnych ludzi. Cześć z nich miała zaschnięte brązowe plamy.  
Odłożyła je na bok. Przez moment zrobiło jej się stało.  
To były dokumenty martwych ludzi. Wzięła głęboki wdech. Wyjęła z plecaka aparat i zrobiła zdjęcie tych dokumentów. Postanowiła, że jak do końca przejrzy zawartość skrzyni to zrobi też zdjęcie temu pokojowi.   



17 maja. Niedziela. Godz. 13:54 
Moja zrobiła już parę zdjęć kopczyka za domem. Niby nic, gdyby nie wystawały z kawałki ubrań oraz kawałki kości. Mało co nie zwymiotowała jak to zobaczyła, ale się wstrzymała. 
Uznała, że lepiej będzie skończyć te poszukiwania. Miała wystarczająco dowodów, aby pokazać to miejsce policji. Nie miała zamiaru mówić im o demonie, grasującym po lesie. Na to nie znalazła żadnych dowodów. Sama do końca nie była pewna co znalazła. Nie była to nora strzygi, czy wąpierza albo innego stwora. Żadne z nich nie żyłoby tak ludzko.  

A może morderstwo to wcale nie jest sprawa tej bestii? Albo temu czemuś pomaga jakiś człowiek? Ale co by tu robiły książki z mojej szkoły? Nie widziałam tam nikogo podejrzanego ani kogoś kto się nadaje na pomocnika bestii. Nie rozumiem tego.  

Nastolatka analizowała to co znalazła, pakując aparat do plecaka.  

Przynajmniej mam wystarczające dowody, aby ściągnąć tu policję. Może oni znajdą tego człowieka.  
Pomyślała, zakładając plecak.  

Nagle zamarła. Zdawało jej się, że widziała pośród drzew jakiś wysoki cień. Dopiero teraz zorientowała się, że nie słychać ptaków. Była kompletna cisza.
I znowu. Coś przemknęło między drzewami. Coś dużego. I zapewne niebezpiecznego.  
Moja nie miała zamiaru rozstrzygać, czy jest to Slendernman, czy ta bestia z wczoraj.  
Po prostu pobiegła jak najdalej od tego czegoś. Potem w trakcie biegu usłyszała trzask łamanych gałęzi.  
Dziewczyna biegła przed siebie. Nie interesowało ją, gdzie, ale jak daleko. Wiedziała, że nie mogła się zatrzymać. Jedyne co słyszała to głośne bicie swojego serca. Czuła jak dziwny dreszcz przechodzi przez jej ciało. Włosy stają dęba. Wyczuwała, że jest blisko. Powoli, ale nieubłaganie się zbliżał. 



Muszę znaleźć kryjówkę. Przeczekać najgorsze.   
Jak pomyślała tak zrobiła. Nadal poruszając się przed siebie rozglądała się bardziej uważnie. Szukała jakieś jamy, szczeliny, miejsca, gdzie mogła się ukryć.   
Wiedziała, że gdzieś tutaj jest stary dom myśliwski, ale to nazbyt oczywista kryjówka. Jeśliby schroniła się tam, od razu mogła żegnać się z życiem. Na pewno On by ją sprawdził.   
Musiała znaleźć coś innego. Nie pozornego i niewidocznego.   
Przeszła się jeszcze kawałek. Gdy nagle straciła grunt pod nogami. Upadła w krzaki, łamiąc przy tym kilka gałęzi. Usłyszała szelest liści oraz trzepot skrzydeł. To były dwa spłoszone drozdy.   
Nastolatka wstała, podbierając się zranioną ręką. Natychmiast się skuliła, chwytając za dłoń. Przyszedł ją dojmujący ból. Spojrzała na ranę. Na chusteczce zaczęły pojawiać się małe czerwone plamy.   
Podniosła głowę, rozglądając się wokoło. Zorientowała się, że leży w jakiś gęstych krzakach z czarnymi jagodami. Kojarzyła je, lecz nie potrafiła przypomnieć sobie ich nazwy. Odwróciła się. Za nią znajdowało się coś w rodzaju nory albo jamy. Była na tyle głęboka, że schowałby się tam dorosły człowiek. Wejście do zagłębia zasłaniały krzaki.   
Doskonała kryjówka, pomyślała, wchodząc się do środka.  
Położyła się na zimnej ziemi. Próbowała uspokoić oddech.
   
Muszę czekać. A przede wszystkim wyciszyć się. On mnie znajdzie, jeśli nie oczyszczę umysłu z wszelkich myśli.  

Wdech. Wydech. Wdech. Wydech.   
Skupiła się na oddechu. Serce powoli normowało swój rytm. Oddech cichł. Zamknęła oczy. Do jej uszu dobiegał tylko szelest liści.   
W obliczu niebezpieczeństwa udało się jej zachować spokój, a przynajmniej jego namiastkę.   
Nagle usłyszała trzask. Słaby, ale jednak. Gdzieś z prawej. Zbliżał się.   
Trzask. Ale tym razem bliżej.    
Wzdrygnęła się, lecz nadal siedziała spokojnie. Nie mogła dać ponieść się emocjom.   
Odgłosy łamanych gałęzi były coraz głośniejsze. W pewnym momencie znajdowały się tuż obok niej. Jej ciało odruchowo chciało uciekać, lecz przeciwstawiła się temu. Nawet jeśli w każdej chwili czarne jak smoła macki obejmą ją i rozerwą.   
Z trudem udawało jej się zachować czysty umysł.   
Ale tak się nie stało. Odgłosy powoli się oddalały, cichły. On szedł dalej. Nie zauważył jej.   
Udało się, pomyślała. Po jej policzkach samowolnie poleciały łzy. Z ulgi, że odszedł i ze szczęścia, że żyje.   
Nadal miała zamknięte oczy.   
Jednak chwila wytchnienia nie trwała długo. W kilka chwil potem, poczuła mocny ucisk wokół kostki, a potem jakaś siła wyciągnęła ją z kryjówki. 
Las stłumił jej krzyk na widok dużej bestii z ostrymi pazurami. Potwór obnażył swoje kły. Lecz mimo zniekształconej twarzy oraz ciała Moja rozpoznała w nim bibliotekarza. 
- Pan Dorian - powiedziała bardziej do siebie niż do niego. Lecz strzygoń wziął głęboki wdech.  
- Gratuluję, dzieciaku - rzekł ciężkim, gardłowym głosem. Tak nieludzkim. Tak makabrycznym, że nastolatce, aż włosy stanęły dęba. - Wiesz... - Zaczął demon, puszczając nogę Moi. Na kostce nastolatki została ciemna obręcz, świadcząca o sile demona. - Nawet cię lubię. - Zaczął pan Dorian, prostując się. - Zawsze byłaś wobec mnie uprzejma. - Zaczął chodzić wokoło niej. Me obserwowała każdy jego ruch. Serce waliło jej jak młot. - Szanowałaś książki - Nie przerywał swojego monologu. - Nigdy nie zrobiłaś nikomu nic złego. - Stanął przed nastolatką. Patrzył prosto w jej oczy. Moja widziała jego czerwone źrenice, które są charakterystyczne dla każdego demona. - Ale mogłaś wtedy odpuścić. - rzekł. - On dał ci szansę. - Odwrócił się, patrzeć w las. Jakby czegoś szukał albo kogoś. Moja włożyła rękę do kieszeni. Szybko coś z niej wyjęła. Chowając rękę za siebie. - Gdybyś tylko nie znalazła mojego domu. Mógłbym ci odpuścić. - powiedział, z powrotem patrząc na Moję. - Ale odkryłaś mój sekret. Nie mogę pozwolić ci żyć. - powiedział zupełnie spokojnie, obserwując dziewczynę. - Tylko dlatego, że cię lubię zrobię to szybko. - Strzygoń chwycił w swoje szpony, ciało nastolatki. W jego łapach wydawało się takie wątłe i drobne.  - Pachniesz tak pięknie. - powiedział, przybliżając swoją paszcze do szyi Moi.  
Wtedy nastolatka skorzystała z okazji. Błyskawicznym ruchem wbiła mu swój scyzoryk w oko. Potwór zawył przeraźliwie, rzucając przy tym z ogromną siłą nastolatką.  
Moja z impetem uderzyła w pobliskie drzewo. Czuła jak powietrze z jej płuc zostaje gwałtownie wypchane. Słyszała jak jej żebra trzaskają.
 Potem wylądowała na ziemi, rozcinając przy tym łuk brwiowy. Przed oczami pojawiły się mroczki, a w uszach okropnie dzwoniło.
Poczuła też coś ciepłego w przełyku. Zaczęła kaszleć krwią. Oddychała z trudem, a świadomość powoli uciekała.
Dorian dość szybko uporał się z scyzorykiem, odrzucając go gdzieś na bok. Był wściekły. Nie. To za mało. Było o wiele gorzej. Miał dość tej dziewczyny. Chciał być dla niej łaskawy, ale teraz zafunduje jej najgorsze męczarnie. Nikt nie ma prawa go tak znieważyć.
Może i nie widział już na jedno oko, ale dokładnie wiedział, gdzie jest jego ofiara.
 - Zapłacisz za to – rzekł, podchodząc do niej. Moja ostatkami sił starała się podnieść, lecz on był szybko. Przyszpilił ją masywną łapą do ziemi. – Nigdzie nie idziesz – wysyczał przez zęby.
Moja była przerażona. Nie wiedziała co ma robić. Powoli traciła świadomość. Głos potwora zdawał się dobiegać jakby z daleka. Lecz widziała, że był obok. Wiedziała, że nie było już dla niej ratunku.
Żałowała, że w ogóle tu przyszła… że była taka głupia i poszła tu sama… że nie uciekła wcześniej.
Głos Doriana stawał się coraz cichszy. Moja poczuła jak ją podniósł. Otworzyła oczy i ujrzała jego otwarta paszczę.

To koniec. Pomyślała, zamykając oczy. Tak bardzo żałowała, że nie zostawała w domu. Z rodziną… że pokłóciła się z Mary.
Tak was przepraszam.

Moja była gotowa. Wiedziała, że nic jej nie uratuje. Zamknęła oczy, czekając na śmierć. Pozwoliła odpłynąć świadomości.
Lecz usłyszała tylko wystrzał. Nie mogła myśleć. Czuła jedynie jak uścisk słabnie. Parę głosów przerwało ciszę, ale Moja ich nie rozumiała.
 Potem poczuła jak spada, ale nie upadła na ziemię. Coś ją złapało. Poczuła coś w rodzaju macek, chciała otworzyć oczy, ale nie miała na to siły. Czuła jak życie z niej ulatuje.
Została położona na ziemi. A potem kolejne głosy. Wołały ją. Mówiły coś. Nie wiele mogła z tego zrozumieć. Miała wrażenie, że docierają do niej z bardzo daleka.
- Oddycha?
- Jeszcze tak…
A dalej? Dalej Moje pochłonęła tylko ciemność