Translate

niedziela, 26 listopada 2017

Mojmira - Rozdział IV



Spis Treści
Rozdział IV (obecnie czytany)
Rozdział V




Dzień ??? Godzina ???
Na nocnym niebie było zaledwie parę chmurek, jednak nawet one nie zdołały przyćmić blasku gwiazd. Dzisiejszej nocy świeciły niezwykle jasno. Oświetlały konary drzew oraz śpiącą twarz pewnej osóbki. Nastolatka leżała w wysokiej trawie, przy wystającym korzeniu. Powoli odzyskiwała przytomność. Zmarszczyła oczy, powoli się podnosząc. W pierwszej chwili nie potrafiła pozbierać myśli. Czuła  pulsujący ból głowy. Mojmira rozmasowała swoje skronie, uśmierzając trochę dziwna migrenę.. Nie wiedziała gdzie jest i jak się tu znalazła. Dłuższą chwile zajęło jej uświadomienie sobie, gdzie się znajduje. Najgorsze w tym wszystkim było to, że dziewczyna nie mogła przypomnieć jak tu trafiła. Ostatnie co pamiętała to kłótnię z Mary.
Zamknęła oczy odpędzając to wspomnienie.
To nie czas na takie rzeczy, pomyślała odganiając przykre myśli. Westchnęła ciężko. Zebrała w sobie wszystkie siły, podnosząc się z ziemi. Oparła się placami o drzewo, masując skronie. Podczas wstawania przed oczami stanęły jej mroczki. Po chwili wszystko wróciło do normy, mogła już widzieć normalnie.
Rozejrzała się wokoło, jednak jej uwagę przykuł szelest papieru z jej kieszeni.
Zdziwiło ją, to nie przypominała sobie, aby chowała coś. Lecz w tej chwili niczego nie mogła być pewna. Włożyła rękę  do kieszeni, wyjmując po chwili pożółkłą kartę papieru. Rozwinęła ją.
"Don't look... or it takes you" - głosił krzywy napis.
Mojmira zbladła. Wiedziała co oznacza ta karta. To jego gra, a celem jest osiem kartek. Nastolatka czuła dreszcz. Znowu to dziwne uczucie strachu, pomieszanego z ekscytacją. Lecz co się stanie jak zdobędzie wszystkie kartki? Tego nie mogła być pewna.
Nagle usłyszała szelest liści. Gwałtownie odwróciła się w tamtą stronę.  Zobaczyła wysokiego, mężczyznę odzianego w ciemna kurtkę. Nie mogła przyjrzeć się twarzy, ponieważ przysłaniała ją biała maska. Stał oparty o drzewo. W ogóle nie zwracał uwagi na zaskoczona dziewczynę. Obracał tylko w palcach nóż.
Nastolatka zrobiła kilka kroków w jego stronę. Zdawało jej się, że śni. Chłopak nie reagował, gdy znajdowała się od niego zaledwie kilka metrów. Przypatrywała mu się i doskonale zdawała sobie sprawę kto to jest.
- Tim - powiedziała mimowolnie. Prawie szeptem. Jednak wiatr powiódł jej głos.
Mężczyzna przerwał swoją "zabawę"  z nożem. Schował go do pokrowca przy pasie. Wyprostował się i spojrzał na młodą kobietę.
- Gratuluję dedukcji - rzekł z nuta dumy w głosie. - Aż trudno uwierzyć, że nikt przed tobą nie potrafił połączyć faktów. I po prostu sprawdzić naszego domu. Naprawdę masz niesamowite szczęście - rzekł klaszcząc  w dłonie.
- Masz rację bracie, a w szczególności, ze to był pierwszy raz od lat kiedy chybiłem. - Nastolatka usłyszała za sobą drugi głos.
Zdawała sobie sprawę do kogo należy. Dopiero teraz docierało do niej , że to dzieje się naprawdę. Oni tu są. Mogą zrobić jej krzywdę, a nawet… Bała się o tym myśleć. Po jej ciele przebiegł dreszcz.
- Nie musisz się nas bać - rzekł spokojnie Brain. - Przynajmniej na razie - dodał ostrzej.
- Zagramy w pewną grę - powiedział Masky, podchodząc do nastolatki. Natomiast ta bacznie obserwowała go i jego brata, który stał teraz naprzeciw niej. - Myślę, że już wiesz jaką - Me spojrzała na kartkę, którą trzymała. Dokładnie wiedziała o co chodzi. Czuła się naprawdę dziwnie. Bała się jak to może się skończyć, ale ta adrenalina. Krążyła ona w jej żyłach, nie dając się uspokoić. - Tylko trochę zmienimy zasady.
- Po pierwsze. Nie uciekniesz - rzekł chłodno Hoodie. - W końcu gra musi się jakoś skończyć. Albo pierwsza znajdziesz kartki albo my cię dopadniemy.
- Po drugie. Nie wolno ci nas atakować - dodał Masky. - Jak cię znajdziemy możesz tylko się ukryć. To trochę jak gra w chowanego. Ty się chowasz, my szukamy.
- I po trzecie. Jeśli nas zaatakujesz będziesz musiała za to zapłacić - dokończył Hoodie, podchodząc do dziewczyny. Kątem oka Moja spostrzegła, że trzyma on rękę na kaburze. Gotów strzelić w każdej chwili. - Zrozumiałaś?
Dziewczyna w odpowiedzi tylko ledwo pokiwała głową. Nie była w stanie się odezwać. Aura tych dwóch przytłaczała ją. Nie mogła się nawet ruszyć. Po prostu napawali ją strachem, lecz gdzieś w głębi. Czuła się dziwnie dumna z swojego odkrycia. Miała rację. Dokonała czegoś, czego nikt wcześniej nie zrobił. Jednak jak wielką cenę będzie musiała teraz zapłacić? Tego się obawiała, ale niczego nie żałowała.
Było za to kolejne pytanie, na które chciała poznać odpowiedź.
Dlaczego?
Dlaczego to robią?
Czemu po prostu mnie nie zabiją?
Po co ta cała gra?
Pytania echem odbijały się w jej głowie. Nie potrafiła na nie znaleźć odpowiedzi. Za to wiedziała kto im to kazał. On. Slenderman. Istota prastara z wieloma mackami. Zdolna w mgnieniu oka rozerwać człowieka na strzępy.
Dlaczego sam tego nie zrobi? Przeszło jej przez myśl.
Bo nie lubię brudzić sobie rąk.
Mira wzdrygnęła się. Ten męski potężny głos. Taki nieludzki. Zdawał się dobiegać zewsząd. Jednak naprawdę usłyszała go tylko Me. To on napawał ją prawdziwym przerażeniem. Z trudem nabierała kolejne wdechy. Czuła jakby ktoś położył jej coś ciężkiego na klatce piersiowej.
Nie bój się. Jeśli będziesz przestrzegać zasad nic się nie stanie.
Dodał spokojnie Slenderman. Mojmira wiedziała, że ją obserwuje. Jest gdzieś blisko. Przełknęła ślinę. Nie miała wyboru. Wszelkie plany ucieczki nie mogły się powieść z Nim u boku.
- To zaczynamy? - zapytała słabo.
Miała dość czekania. Chciała już zacząć. Nie chciała czuć dłużej tej  niepewności. To było jej zdaniem najgorsze możliwe uczucie.
- Jaka odważna - rzekł ożywczo Hoodie. - Jest jeszcze jedna rzecz, zanim zaczniemy.
- Masz dziesięć minut przewagi nad nami - zaczął Tim. - Szukaj budynków, ruin albo obserwuj drzewa. W końcu masz już jedną kartkę. Zostało tylko siedem - dodał Masky.
- Czas start - powiedział głośnio Brain.
W pierwszej chwili nie mogła się ruszyć. Słowa zdawały się do niej docierać zza kurtyny. Wszystko zdawało się snem. Okropnym koszmarem. Przez moment w to uwierzyła. Myślała, że za chwilę obudzi się w swoim łóżku. Pójdzie do łazienki się uspokoić. Ale tak się nie stało.
Z letargu wybudził ją jego głos.
Biegnij
Rzekł Slenderman. Dziewczyna ruszyła jak oparzona. Prosto przed siebie jak najdalej od nich. On wiedział, że nie ucieknie. Był tego pewien. Była zbyt ciekawa. Nawet opanowana przez strach, spróbuje. Mogła zginąć, lecz zależało to tylko od niej.
Wysoka postać cofnęła się o kilka kroków. Dał to zadanie swoim proxy. Wiedział, że wykonają je dobrze jak za każdym razem. Mógł zająć się inną sprawą niecierpiącą zwłoki. Czymś o wiele groźniejszym niż jakaś dociekliwa nastolatka.

Tim podszedł do swojego brata. Obaj wpatrywali się w kierunek, w który pobiegła Mojmira. Wiedzieli gdzie są kartki, bo sami je rozstawiali. Mogliby czuwać przy najbliższej, jednak to nie zabicie dziewczyny było tym celem. Tylko nastraszenie. Miała odpuścić. Być jedną z tych, którzy posunęli się za daleko i poparzyli się. Lecz jej kara będzie łagodniejsza. Tylko z powodu przeszłości.
- Jaka ironia, nie sądzisz? - zapytał Tim, poprawiając maskę.
- Może trochę - powiedział Brain, patrząc na zegarek. Jeszcze siedem minut. Tim prychnął, i dodał po chwili.
- Ona powiedziała coś co zmieniło nasze życie. Coś co doprowadziło do tego kim jesteśmy i patrz, gdzie ona teraz jest?  - oznajmił Masky.
Wspomnienie tamtego dnia. Dnia, w którym tak naprawdę zaczął się zmieniać razem z bratem. Dnia, w którym powiedziała im coś co zmieniło ich pogląd na świat.
- Ta sama ciekawość kazała jej się do nas odezwać i ta sama może ją zgubić - rzekł Brain jakby z dozą smutku.
- Jak myślisz znajdzie te kartki? - zapytał Tim, wyjmując papierosa z pudełka. Brzydki nawyk, którego nabył na licznych misjach. A którego nie cierpiał jego brat. Masky wyjął z kieszeni starą zapalniczkę, odpalił ją. Włożył papierosa do ust i zaciągnął się dymem. Wciągnął go do płuc, delektując się intensywnym zapachem tytoniu.
- Za jakiś czas sami się przekonamy, ile warte jest to jej przeczucie - odparł Hoodie, ponownie zerkając na zegarek. Tim wypuścił dym z ust. - Nie cierpię jak to robisz - dodał Brain, patrząc na brata. Ten w odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. - Idziemy
Mojmira zatrzymała się dopiero przy wielkim drzewie, niedaleko ścieżki. Oparła się o niej, niepewnie się rozglądając. Wysokie ciemne drzewa. Mrok je otaczający, był przeszywający. Przez moment zdawało jej się, że widzi Slendermana. Ale nie była pewna. Równie dobrze mogły być to jakieś zwidy. Wzięła głęboki wdech, zamykając oczy. Przede wszystkim musiała się uspokoić. Ręce okropnie jej się trzęsły. Nawet nie spostrzegła. Kiedy kartka w jej dłoni była cala pognieciona.
Przez chwilę stała tak, dopóki jej serce się nie uspokoiło. Jak się otrząsnęła, schowała zmiętoszona kartkę do kieszeni kurtki. Nagle zorientowała się, że może je przeszukać. Nie była pewna co w nich ma. Nie potrafiła przypomnieć sobie nic po za tym jak jechała rowerem.
Miała kilka teorii na temat porwania. Mogli to zrobić jak jechała rowerem do domu albo jak znajdowała się w swoim pokoju. Nie była do końca pewna. Jeśli pierwsza hipoteza byłaby prawdziwa to rodzice zaczęliby jej szukać.
Może nastąpiło to w domu? Wtedy nikt by mnie nie szukał i o tym nie wiedział. Nie jestem pewna. Raczej nie powinnam o tym teraz myśleć. Powinnam zająć się ta durną grą. Nie mogę uciekać ani przegrać. To by źle się skończyło.
Rozmyślała. Przeszła się wokoło drzewa, analizując każdą możliwą drogę.
Nie mogę iść ta drogą, którą przyszłam. Mówili coś o ruinach oraz jakiś budynkach. Może tam są jakieś kartki? Tylko czy w naszym lesie są jakieś podobne rzeczy? Jest jakaś chatka i podobno jakiś stary szpital. Ale ja go nigdy nie widziałam. Lecz czy na pewno jestem w naszym lesie?
Jej myśli zostały przerwane przez szelest, gdy przesunęła dłonią po konarze. Przyjrzała się pniu. Spostrzegła mały, biały skrawek. Włożyła rękę do dziupli. Pod palcami poczuła coś dużego i metalowego. Wyciągnęła to razem z kolejną kartką. Była to latarka oraz rysunek Slendera pośród drzew. Odwróciła ją, aby zobaczyć czy coś znajduje się po drugiej stronie. Miała rację, lecz nie było to nic ważnego. Napis głosił, że w dziupli znajduje się jeszcze działająca latarka.
Mira westchnęła ciężko, jakby lekko zawiedziona. Nawet sama nie jest pewna, czego się spodziewała. Jakieś wskazówki co do kolejnych kartek? Schowała notatkę do kieszeni, zapalając latarkę. Musiała przyznać, że trochę pomogła. Ale z drugiej strony była też przez nią bardziej widoczna. Po chwili namysłu zgasiła ją. Wolała oszczędzać baterie. W końcu nie wiedziała ile jej to zajmie. Ruszyła przed siebie nie chcąc tracić więcej czasu.
 Strzeżonego pan Bóg strzeże.
Jakoś w tej chwili bardzo wątpiła w to powiedzenie. Uważała, że zachowała  wszelkie środki ostrożności. Nie widziała swojej winy w tym, że zostały nakryte w domu braci. Przecież nie wiedziała, że wrócą akurat jak będą w środku. Chociaż mogła podzielić się z Mary swoimi spostrzeżeniami. Może nie doszłoby do tej sytuacji.
Westchnęła ciężko. Nie to było teraz najważniejsze. Miała dwie z siedmiu kartek. Zostało jeszcze pięć rozrzuconych po całym lesie. Musiała się ostro sprężyć.
Mojmira rozglądała się po opustoszałym szpitalu psychiatrycznym. Okazało się, ze plotki były prawdziwe. 
W głębi lasu naprawdę znajdował się stary budynek. Ze ścian schodziła farba. Po ziemi walały się licznie śmieci. Puszki po piwie, papiery, nawet szkło z wybitych szyb. Wyglądało jakby gałęzie drzew próbowały  wedrzeć się do środka.
Miejsce samo w sobie napawało przerażeniem. A myśl, że w tym budynku byli ludzi psychicznie chory pogarszał ten fakt. Od kiedy nastolatka przekroczyła próg szpitala, czuła dziwną obecność. Jakby coś czaiło się w mroku i tylko czekało na jej chwilę nieuwagi. Przemierzając korytarze zdawało jej się, że widzi ludzkie kształty. Kobiety ubrane w białe kitle, roznoszące na metalowych tackach leki. Nagle usłyszała echo kroków. Wzdrygnęła się. Wystraszona poświeciła latarką na koniec korytarza skąd dobiegał ów dźwięk. Światło latarki nic nie oświetlało. Tylko pusty hol. A kroki były coraz bliżej. Nagle z mroku wyłonił się wysoki mężczyzna ubrany w lekarski kitel. Blask lampy padał na niego, lecz ten człowiek nie posiadał cienia. Światło zdawało się przez niego przenikać  jak przez inne postacie. Wszyscy zdawali się nie zauważać nastolatki. Jakby zostali zaklęci w czasie. Przez wieczność powtarzali te same czynności.
- Duchy - powiedziała szeptem.
Pierwszy raz widziała je tak wyraźnie. Jako dziecko zdarzało jej się wyczuwać dziwną, acz nieszkodliwą obecność. Jej babcia mówiła, że jest to normalne u dzieci, ponieważ są one bardziej wrażliwe niż dorośli. Dostała też pewne ostrzeżenie od swojej babki, aby uważać na złe moce. Dodała też, że można to wyczuć sercem. Przynajmniej na razie Me była bezpieczna. Przynajmniej tak sądziła.
Westchnęła z ulgą. Musiała sprawdzić kolejne pokoje w poszukiwaniu kartki, jeśli tu była. To będzie czwarta karta.
Kilka razy już natknęła się na braci. Dokładniej dwa. Raz przy zepsutym samochodzie. Kartka była wtedy pod wycieraczkami. Właśnie ją wyciągała, gdy usłyszała trzask łamanych gałęzi nieopodal. Szybko wyjęła kartkę i schowała się za samochodem. Oddychała ciężko, gdy słyszała tupot oraz szelest liści. Oni się zbliżali. Kątem oka dostrzegła słabe światło zza auta. Z kroku na krok było coraz bliżej. Mogła też usłyszeć głosy braci.
- Myślisz, że już wzięła tą kartkę? - spytał Masky.
- Powinna być blisko - rzekł Hoodie, oświetlając latarką auto.
Światło odbijało się od szyb. Brain nie mógł dostrzec, czy kartka znajduje się tam, gdzie ją zostawili. Podeszli z bratem bliżej. W tym samym czasie nastolatka nie wiedziała co ma robić. Jeśli pobiegnie, to oni ją zauważą. Nie może też zostać, bo spotka ją to samo. Było tylko jedno wyjście z tej sytuacji, ryzykowne. Zdawało jej się, że za chwile usłyszą bicie jej serca albo ciężki oddech. Lecz nic takiego się nie stało. Chłopcy obeszli samochód dookoła, a kartki i dziewczyny nigdzie nie było.
- Nie ma jej - oznajmił Tim. - Musi być gdzieś blisko.
Hoodie tylko przytaknął niemo bratu. Pozwolił mu iść przodem. Na krótką chwilę zerknął ponownie na samochód. Jego wzrok utkwił w starej maszynie. Westchnął tylko i dołączył do brata.
Natomiast Me schowana pod samochodem wypuściła powietrze z płuc. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że przez ten czas wstrzymywała oddech. Sama  się sobie dziwiła, że tak szybko udało jej się wgramolić pod auto. Siedziała pod nim z dobre kilka minut po tym jak kroki ucichły. Wolała nie ryzykować. Gdy wyszła spod niego, skierowała się w przeciwnym kierunku niż bracia.
Za drugim razem nie miała już tyle szczęścia. Nastąpiło to po akcji z samochodem.
Lasy często bywają złudne. Drzewa wydają się niemal identyczne, a ścieżka znika gdzieś w mroku. Ci co nie znają drogi mogą z łatwością się zgubić, a ci których doradcą jest strach mają jeszcze większe szanse na zabłądzenie. A tym kimś była nasza bohaterka. Zawędrowała do zniszczonej czasem leśniczówki. Spróchniałe drewno, tworzące ściany ledwo stało. Wyglądało jakby byle wiaterek mógł ją zmieść. Lecz pozory mogą mylić.
Natomiast w środku panował porządek. Nie znajdowały się tam kawałki szkła, po rozbitej szybie. Nie było liści, które mogły dostać się do środka przez rozbity kawałek okna. Stało tam wysłużony stoły, a na nim  zdawać by się mogło zapomniany relikt - lampa naftowa.
Moja podeszła starego mebla. Przejechała palcami po blacie. Nie było na nim grama kurzu. Ledwie musnęła opuszkami podstawę lampy. Poczuła pod nimi lepką maź. Nafta, pomyślała. Na szczęście zimna. Uśmiechnęła się pod nosem. Sama się sobie dziwiła, ale jej to nie zaskoczyło. Odkryła kolejna kryjówkę braci.
Ale jakim cudem mogłaby zmarnować taką świetną okazję?
Sama w jednym z schronów proxy. Miejscu, gdzie nikt nie spodziewałby się szukać, a tym bardziej mieć odwagę tam zajrzeć. Ciekawość przysłoniła jej jasny obraz sytuacji. Kompletnie zapomniała o czyhającym na jej życie mordercach. Wolała przetrząsnąć to pomieszczenie w poszukiwaniu jakiś rzeczy należących do braci. Może odsłoniłaby kolejną tajemnicę?
Rozglądała się po leśniczówce, a towarzyszyło jej skrzypienie podłogi. Rozświetlała latarką każdy kąt, szukała każdej szpary, gdzie mogło coś być. Przykucnęła przyglądając się podłodze. Sprawdziła parę desek. Niestety żadna z nich nie była obluzowana. Ani jedna nie była powiernikiem tajemnicy.   Jedyne co znalazła to dwa śpiwory, wetknięte między drzwi.
Nawet nie zdawała sobie sprawy ile czasu zmarnowała, przeszukując kryjówkę.
Mojmira wstała lekko zdenerwowana. Ponownie spojrzała na pomieszczenie. Uważała, za niemożliwe, aby nie trzymali w takim miejscu nic prócz śpiworów i starych puszek po jedzeniu. Nie chciała nawet myśleć o kilkunastu pustych paczkach papierosów w kącie pokoju. Westchnęła ciężko.
Była tak zaabsorbowana poszukiwaniami, że nie zauważyła cieni, wędrujących za szybą. Niczego nie świadoma podeszła do stołu. Jedyne miejsce, którego nie sprawdziła to właśnie ten mebel. Wątpiła w to, że pod stołem jest coś przyczepione. Ale z drugiej strony najciemniej jest pod latarnią. Schyliła się.
Nagle poczuła ostre szarpnięcie do tyłu. Siła była tak wielka, że uderzyła plecami o kant krzesła. Z jej ust dobył się jęk. Poczuła przeszywający ból, który rozpraszał  się po całych plecach. Miała wrażenie, że całe jej ciało drętwieje. Jej boleści na chwilę przyćmiły jej zmysły. Miała ciemne mroczki przed oczami. Lecz mimo to nadal mogła usłyszeć jego głos.
- Wiesz, że to nieładnie tak komuś szperać w rzeczach? - rzekł Hoodie, kucając przy nastolatce. Adrenalina natychmiast przywróciła Mirze wzrok, a dreszcze jakby zniknęły. Spojrzała w jego twarz, a raczej w kominiarkę. Mimo, że miał ją na sobie doskonale go słyszała. Materiał poruszał się delikatnie wraz z jego słowami. - Naprawdę jesteś tak głupia, że wolałaś tracić tutaj czas? - dodał, dotykając jej włosów. Nachylił się nad nią i wyszeptał jej do ucha. - A co jakbym cię teraz zabił? - rzekł mocno ściskając ją za ramie. Me czuła jak braknie jej tchu. Nie mogła się ruszyć. Strach nią zawładnął. Kazał uciekać, ale też nie pozwalał się ruszyć.
To był głos strachu. Taki głośny, czasem pożyteczny, ale też i sprzeczny. Nakazujący uciekać przed zagrożeniem, lecz też paraliżujący. Przejmujący całkowita kontrolę. Tworzy bezwolną marionetkę, poddaną jedynie pierwotnym instynktom.
Zdawać by się mogło, że tylko ten instynkt kazał Mirze kopnąć Brain'a kolanem w szczękę. Lecz było coś jeszcze jakiś cichy głos w głębi serca. Nastolatka sama była zaskoczona. Nastąpiło to szybko. Prawie w mgnieniu oka.
Chłopak upadł na plecy, bardziej z zaskoczenia niż z bólu. Lecz musiał przyznać, że na chwilę przyćmiło mu wzrok i dzwoniło w uszach. Plusem tej sytuacji było to, że nie odgryzł sobie języka, a było blisko.
W tym czasie Me, dalej wiedziona tajemniczym instynktem, zerwała się gwałtownie. Pobiegła w stronę drzwi, napierając na nie z całej siły. Udało jej się wcisnąć klamkę. Wypadła przez drzwi, potykając się o framugę. Na moment straciła równowagę, lecz odepchnęła się ręką od ziemi, zanim miała upaść. Nie wytraciła przy tym prędkości i najważniejsze mogła dalej biec. Nie oglądała się za siebie z obawą, że jeśli to zrobi wywróci się o jakieś korzeń. Do tego nie mogła dopuścić. Nie w takiej chwili. Oddychała bardzo szybko, a serce biło jej jak szalone. Z mniejszym lub większym trudem przedzierała się przez chaszcze. Liczyło się tylko, aby być jak najdalej od niego.

W tym samym czasie, gdy Me biegła bez opamiętania przed siebie do chatki weszła kolejna osoba.
Tim oparł się o framugę, próbując powstrzymać śmiech. Jego brata - tak pewnego siebie, nieomylnego i perfekcyjnego, powaliła nastolatka. Naprawdę musiał się wytężyć, aby się teraz nie roześmiać. To była naprawdę przekomiczna scena. Sam się nie spodziewał, że Moja może mieć, aż taki dobry refleks. W jednej chwili górował nad nią Brain, a potem dostał z kolanka i zwijał się na ziemi. Dla Masky'iego, który oglądał wszystko przez okno, była to iście zabawna scenka. 
 - I co w tym niby zabawnego? - zapytał złośliwie Hoodie, masując obolałą szczękę. Dziewczyna poniżyła go już dwa razy i to w przeciągu jednego dnia. Czuł się naprawdę okropnie z tego powodu. Jak on mógł się dać tak łatwo podejść jakieś małolacie. Nie mógł tego pojąć jak w jednej chwili całkowicie sparaliżowana strachem mogła w kolejnej sekundzie uderzyć go. Lecz dziwiło go coś jeszcze. W tamtej sekundzie, tuż przed kopnięciem w jej oczach nie widział tylko strachu. Było coś jeszcze czego nie potrafił opisać. Coś dziwnego.
- No wiesz, przed wejściem zarzekałeś się, że sobie z nią poradzisz sam - rzekł Tim, wchodząc do środka. Oparł się o stół, przyglądając się bratu. - A tu proszę, młoda dała ci niezły wycisk i zwiała - dodał wskazując  na drzwi.
Hoodie otrzepał swoją kurtkę z kurzu, prychając w odpowiedzi do brata.
- Lepiej powiedz, czemu pozwoliłeś jej uciec? - zapytał, podchodząc do Tim'a.
- A po co? Mamy ją nastraszyć, a potem odesłać do domu - oznajmił spokojnie Masky, wzruszając ramionami. - Czemu nie skorzystać  z okazji i się trochę nie zrelaksować? - zapytał, lecz Brain tylko milczał. - Sam wiesz, że ostatnio mamy pełne ręce roboty - dodał, podchodząc do drzwi. - Ale skoro nalegasz to ruszajmy. - I wyszedł. Hoodie stał tak minutę, dopóki nie ruszył za bratem.
Czasami naprawdę go nie rozumiał. Wychodząc z leśniczówki zamknął za sobą, a Tim w duchu cieszył się, że nikt nie odkrył jego sekretu. A mianowicie opakowania papierosów, które przykleił taśma do spodu stołu. Niekiedy jego towarzysz bywał naprawdę upierdliwy. Brain potrafił zabrać Tim'owi papierosy i wrzucić je do kałuży albo w jakiś inny sposób się ich pozbyć. On naprawdę nie cierpiał zapachu papierosów oraz faktu, że jego brat pali. Po prostu go to denerwowało. A dowodem na to są zniszczone opakowania w kącie drewnianej chatki.

Tak wyglądały obydwa spotkania. Dlatego podczas eksploracji szpitala była ostrożniejsza. Reagowała na każdy szmer oraz cień. Odwracała się za siebie przy każdym skrzypnięciu. Niekiedy była to jakaś mysz, czasami po prostu szum wiatru. Plusem było to, że te duchy jakie spotkała w głównym holu w większości nie wydawały dźwięków. A przynajmniej mogła je odróżnić. Odgłosy wydawane przez duchy roznosiły się po całym pomieszczeniu, zachowywały się niczym echo.
Mimo, że na razie zjawy nijak na nią reagowały pogrążone w przeszłości wolała mieć się na baczności. Już raz dała się zaskoczyć. Drugi raz na to nie pozwoli.
Moja przeszukała już cały parter, a przynajmniej te pomieszczenia do których mogła wejść. Niektóre drzwi były zamknięte. Prawdopodobnie coś z drugiej strony nie pozwalało wejść. Może jakiś obalony regał? Tego nie była pewna. Mogło to też być spowodowane osunięciem się sufitu, a całe pomieszczenie jest zawalone. Raczej nie była do końca pewna, czy chce je sprawdzać.
Będąc już na pierwszym piętrze, postanowiła przystanąć i rozejrzeć się. Tutaj korytarz był taki sam jak na dole z tą różnicą, że duchy od pewnego czasu się nie pokazywały. Dopiero teraz zwróciła na to uwagę, że im bliżej była schodów i kolejnego piętra było ich coraz mniej. Me zrobiła kilka kroków na przód. Usłyszała jedynie dźwięk swoich kroków. Żadnych strzępów rozmów. Była sama i to ją przerażało. W obecności zjaw, czuła dziwny spokój. Lecz tak naprawdę nie pochodził on od niej tylko od duchów. Było to spowodowane ciągle odkrywającym się rytmem mieszkańców szpitala, a raczej ich wspomnieniami. 
Me trochę to niepokoiło. Dlaczego dusze unikają tego piętra? Może to kolejna kryjówka braci? Albo Jego. Na samą myśl o Nim, Mirę przeszły dreszcze. Wspomnienie nienaturalnego głosu Operatora w swojej głowie, napawała ją lękiem. Jego akurat najbardziej nie chciała spotkać. Z braćmi mogłaby sobie jakoś poradzić. Przechytrzyć ich, tak samo jak to zrobiła przy samochodzie. Lecz  jak mogłaby wykiwać Istotę, która czyta w myślach?
Na to pytania nie znała odpowiedzi. Wolała na razie o tym nie myśleć, póki nie jest to konieczne. Wyrzuciła z głowy te dość makabryczne myśli, skupiając się na swoim obecnym celu - poszukiwaniu kartek.
Wzięła głęboki wdech, otwierając pierwsze drzwi. Roztoczył się przed nią niewielki pokój pielęgniarek. Drewniany stół, kilka krzeseł w tym jedno połamane oraz dwie białe szafy.  Było jeszcze okno, pokazujące otaczający budynek las.
Nastolatka wzięła się za przeszukiwanie pomieszczenia.
W ciszy zbadały prawie wszystkie pokoje na tym piętrze. I w żadnym nic nie było. Żadnej kartki, żadnego śladu bytności braci. Me była tym faktem trochę rozczarowana. Myślała, że znajdzie tutaj kartkę albo chociaż coś związanego z braćmi. Lecz znajdowały się tutaj jedynie rzeczy pacjentów oraz pracowników. Zmarnowała tyle czasu.
Do przeszukania zostały jej tylko trzy pokoje. Miała nadzieję, że w kolejnym pokoju znajdzie to czego szukała. Drzwi otworzyły się skrzypiąc lekko. Moja znajdowała się w jednym z wielu pokoi, zamieszkiwanych kiedyś przez pacjentów. To pomieszczenie było bardzo skromne. Jedno łóżko oraz proste biurko z krzesłem. A jakby tego było mało to kraty w oknach.
Gdyby Me nie wiedziała, że to szpital psychiatryczny, uznałaby to miejsce za więzienie. Ale jak miała je niby kojarzyć skoro to był pierwszy raz gdy widziała takie miejsce na własne oczy?  Takie szpitale kojarzyła jedynie z horrorów, gdzie pacjentów poddawano niekonwencjonalnym metodom leczenia. Nigdy też nie spotkała się z osobą z zaburzeniami psychicznymi. Może te kraty były dla ich bezpieczeństwa?
Westchnęła ciężko, wyrzucając z myśli sceny z ostatniego horroru, gdzie pewną młodą kobietę poddawano terapii elektrowstrząsowej.
Me nachyliła się, aby sprawdzić co jest pod biurkiem. Leżało pod nim tylko parę połamanych kredek. Może to był pokój jakiegoś dziecka? Ale czy dzieci mogą mieć jakieś silne zaburzenia, wymagające przebywania w szpitalu? Pomyślała, przyglądając się kredkom. Wzruszyła tylko ramionami. Nie była tego pewna, ale to nie był czas na snucie jakiś przypuszczeń. Zostawiła przybory rysunkowe w spokoju i skierowała się w stronę łóżka. Musiała położyć się na zakurzonej podłodze, aby zobaczyć co znajduje się pod meblem. Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie, widząc białą kartkę. Wyciągnęła po nią rękę, a po chwili  szczęśliwa wyprostowała się. Przyjrzała się jej. Jakież było zdziwienie Mojmiry, gry okazało się, że kartka ukazywała rysunek pluszowego misia z różową kokardką.
Obrazek nie wyglądał na stary, więc nie mógł należeć do właściciela tego pokoju. Ale po co mieliby rysować takie coś? Pomyślała, przyglądając się kartce.  To nie mogła być jedna z tamtych kartek. Lecz to wydawało się dziwne. Co w szpitalu robi rysunek dziecka?  Me zdezorientowana postanowiła sprawdzić co znajduje się z tyłu obrazka. Może jest jakiś podpis autora albo data? Odwróciła ją.
- Czy to jakiś żart? - powiedziała do siebie.
Sama nie mogła uwierzyć, że po drugiej stronie znajduje się rysunek Slenderman'a w lesie. Narysowany w takim samym koślawym stylu co pozostałe. Moja ponownie przyjrzała się obydwu pracom. Spostrzegła, że zostały prawdopodobnie stworzone przez dwie różne osoby. Tylko po co?  Pomyślała. Ta może, któryś z proxy's ma talent artystyczny i chciał się pochwalić? Pomyślała, uśmiechając się lekko do siebie. Wizja, któregoś z nich, rysującego misia była komiczna, ale i dziwnie pokrzepiająca. Moja musiała pamiętać, że oni mimo służby u Operatora to nadal ludzie. A ludzie da się przechytrzyć. A skoro udało mi się odkryć ich tożsamość, to czemu nie miałoby mi się udać zebrać pozostałych kartek? Pokrzepiła się w myślach. Poniekąd takie myślenie dało jej siłę do dalszej "gry".
Schowała kartkę do kieszeni, wychodząc z pokoju. Chciała już opuścić szpital, ale zmieniła zdanie. To mało prawdopodobne, aby ukryli tu dwie kartki, ale teraz nie jestem pewna. Skoro próbowali mnie zmylić tym rysunkiem, to czemu nie mieliby zostawić tu kolejnej kartki? Pomyślała, zmierzając w kierunku kolejnego pokoju.
Już trzymała dłoń na klamce, gdy usłyszała szmery. Zamarła. Z pokoju dochodziły dziwne dźwięki. Me nie potrafiła określić, co dokładnie robi osoba w środku. Pomyślała, że to któryś z braci. Ale czemu przeszukuje to miejsce? Tego nie potrafiła zrozumieć. Gdy nagle sobie coś uświadomiła. A kto powiedział, że proxy to te same osoby, które zamordowały tego faceta? Me zrobiła krok w tył. Przecież nie musieli to być oni. Dodała w myślach, starając się jak najciszej wycofać. Skoro istnieje Slenderman, to czemu jakieś słowiańskie bestie nie?  Czuła w gardle jakąś gulę. Może zabiła go strzyga albo coś innego? Kolejny krok do tyłu. Albo tam jest Slenderman. Me oddaliła się od drzwi. Szybko pobiegła w stronę schodów. Wolała się znaleźć jak najszybciej od tego miejsca. Dopiero biegnąc, uświadomiła sobie, że dziwne odgłosy to było mlaskanie.
Przeszył ją dreszcz. Wolała nie być blisko tej istoty czymkolwiek była. Zbiegała po schodach, gdy nagle noga ześlizgnęła się z jednego stopnia. Mojmira z hukiem zleciała ze schodów. Leżała na podłodze, cała obolała. Nie była pewna, czy czegoś sobie nie zrobiła. Ostrożnie podniosła się na rękach. Poczuła przeszywający ból w prawym barku. Chwyciła się za niego, odwracając się na plecy. Musiała sobie uszkodzić bark przy upadku. Boli, ale nadal mogę ruszać ręką. Pomyślała. Przynajmniej nie jest wybity. Moja podniosła się z ziemi.
Zamarła gdy usłyszała odgłos kroków. Dobiegał z góry, a towarzyszyło mu ciężkie dyszenie. Me z przerażeniem spojrzała na szczyt schodów. Stała tam wysoka człekokształtna masa. Nie potrafiła określić co to jest przez panujący wszędzie mrok. Podczas upadku latarka wyleciała jej z ręki.
Moja czuła na sobie wzrok bestii. Był taki przytłaczający. Złowrogi. Nastolatkę przeszedł dreszcz. Coś w środku, w głębi serca mówiło jej, że Ten potwór chce krwi. Ludzkiej krwi. Zrobiła krok do tyłu. A bestia przykucnęła. Szykowała się do ataku.
Dla Miry czas zdawał się zwolnić. Myślała, że trwało to dobre parę minut, ale to było kilka sekund. Potwór zeskoczył ze schodów. Znajdował się parę metrów przed nią. Stał czterech łapach, gotów na zabawę z nową ofiarą. Jeszcze się do niej nie dorwał, a już czuł zapach jej przecudownej krwi. Była inna niż te pomyje, którymi zazwyczaj się żywił. Potwór wysunął z paszczy język i oblizał się ze smakiem po ostrych kłach.
Bestia ugięła tylne kończyny, gotując się do skoku. Me nie wiedziała co ma robić. Nie mogła stać, lecz z nim nie miała szans. Potwór skoczył. Moja zamknęła oczy, nie chciała na to patrzeć. Była gotowa na atak, ale on nie nastąpił. Mojmira usłyszała jedynie huk oraz przeszywający skowyt. Otworzyła oczy zdziwiona.
Istota, która zamierzała ją upolować leżała obok ściany. A przed oczami dziewczyny stał On. Slenderman w swoim czarnym garniturze, a z jego pleców wyrastało kilka macek. Twarz miał skierowaną w stronę powalonego przeciwnika. Zdawało się, że mu się przyglądał. Lecz Moja nie była tego pewna. Przecież on nie miał oczu.
Nagle jakiś cichy głosik nakazał jej uciekać. Nie był to głos Operatora, tylko ten sam co wcześniej kazał jej kopnąć Brain'a. Kazał jej uciekać, póki może.
Jednak nie było jej to dane. Slenderman usłyszał jej myśli. Zwrócił się w jej stronę
Czas zakończyć tą zabawę. Usłyszała w głowie Me. Wzdrygnęła się i już miała biec, jednakże On był szybszy. Moja słyszała w głowie dziwne szumy, które z każdą chwilą przybierały na sile, powodując ból nie do opisania. Jakby ktoś próbował rozsadzić jej czaszkę od wewnątrz. Chwyciła się za głowę, kuląc.
Czas na ciebie.
Proszę, nie zabijaj mnie - zaszlochała Mira, patrząc na wysoka istotę spode łba.

Operator nic jej nie odpowiedział. Mocno chwycił jej ramię. Niespodziewanie świat przed oczami Miry zdawał się rozmywać, ale dziwniejsze było to, że tylko Operator był wyraźny. Moja nie była pewna co jej zrobił. Nie mogła się skupić na tym co się dzieje wokół niej. Zdawało się jakby świat przyśpieszył. Czuła, że stoi w miejscu, a jednocześnie jakby poruszała się z olbrzymią prędkością. Przed oczami miała wiele obrazów, które widziała zaledwie parę chwil. Budynek szpitala. Las. Zrujnowany samochód. Leśniczówkę. Jednakże było coś jeszcze. Stary zadbany budynek. Rezydencja, którą nastolatka widziała przez ułamek sekundy. To był jej ostatni obraz, zanim straciła przytomność. 

sobota, 25 listopada 2017

Za szybą

Cały tydzień byłam chora... Nie cierpię być chora, bo potem są w szkole zaległości i trzeba je nadrobić - jak i kilka sprawdzianów na jakich nie byłam. Lecz mimo to znalazłam czas - i siłę - na narysowanie tego. Trochę mi to zajęło, ale jestem z siebie dumna! 

niedziela, 19 listopada 2017

Renji Abarai

Dzisiaj stary rysunek, a dlaczego?
Wzięłam się za pisanie rozdziału do jednego z opowiadań, lecz nie zdążę go dzisiaj dokończyć. Niestety, a bardzo bym chciała. Postaram się dodać go w przyszły weekend, a dzisiaj powita Was Renji Abaraj (klik), który jest jednym z bohaterów Bleach (klik)

sobota, 18 listopada 2017

Prezent

W tym tygodniu pracowałam nad kolejną grafiką, tym razem dla znajomej - Yumi (klik). Miałam trochę kłopotów z jego wykonaniem, ale od kwestii sprzętu. Był problem z rysikiem, a dokładniej z siłą nacisku. Po rozkręceniu go na części - przy czym ze strachu myślałam, że zepsułam. Składałam go jakieś dziesięć minut, ale się udało. I o dziwo zaczął normalnie działać.
A o to i praca, którą zrobiłam. Dosłownie parę minut temu wysłałam ją znajomej.


niedziela, 12 listopada 2017

Wilkołak - nowa technika!

A o to powód wczorajszego opóźnienia - jak i dzisiejszego. Jest to rysunek wykonany techniką digital, czyli tworzenie prac w programach graficznych. Myślę, że ta technika i jej autor zostali dobrze przedstawieni w tym artykule (klik). 
Nie jest to pierwsza praca wykonana w tej technice. Jak niektórzy pamiętają używałam jej podczas zabawy w kółku przyjaźni (klik). 
Jednak tym co ją wyróżnia od tamtych prac jest to, że została wykonana  w MedibangPaint (klik) na moim nowym laptopo-tablecie (taka hybryda). Naprawdę dobrze rysowało mi się w tym programie oraz testowałam mój nowy sprzęt. 

Mała rada dla tych co myślą nad zakupem tabletu graficznego, a nie chcą przepłacić. Ja kupiłam sobie komputer Dell XT3 z rysikiem, bo potrzebowałam też komputera do pracy. Wychodzi taniej. 


sobota, 11 listopada 2017

Muzeum Narodowe w Poznaniu

We wtorek wyjechałam z klasą do Poznania do muzeum. Polonistka zabrała nas na wykład "Jak analizować obraz?" Taki wykład ma nas wspomóc do matury. Czy pomoże? Raczej tak, Przewodniczka dużo opowiadała nam o obrazach i mogliśmy się do niego włączyć (głównie odpowiadaliśmy na pytanie). Ogółem podobało mi się. Lubię oglądać takie wystawy i słuchać o ich historii. Interpretować je i rozgryźć, co autor chciał przekazać. 




Bardzo podoba mi się ten obraz. Przywodzi mi na myśl miasto w chmurach.



A dlaczego dodaje tak późno? Dobre pytanie. 
Jednym z powodów jest odkrycie nowej gry, której nie mogę przejść. Gra nazywa się "Stacja Diabła - Zarya 1". Gra science-fiction, bardzo fajna. Może cześć z Was ją zna, a jak nie to tu możecie dowiedzieć się czym jest (klik), W skrócie prowadzisz załogę, aby zbadali stację kosmiczną. Typowa gra dialogowa - gdzie każdy wybór wpływa na losy bohaterów. 
I tutaj pojawia się mój problem. Już chyba dziesiąty raz albo więcej próbuje dostać pozytywne zakończenie, ale...
Co ruch ginę! Nie ważne, gdzie pójdę załoga ginie. Siedzę już nad tą gra około dwóch dni. 

A co do drugiego powodu... to dowiedzie się jutro jak uda mi się skończyć ten "projekt". 

niedziela, 5 listopada 2017

Dusza Artysty

Od autorki: Przepraszam, że wstawiam to tak późno, ale zależało mi na tym, aby dokończyć to opowiadanie. Ono dosłownie zostało skończone parę minut temu, dlatego też nie ma ono zdjęcia i prawdopodobnie znajdzie się w nim kilka błędów, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba. Dość długo nad nim pracowałam. 
...


Tu w przyszłości pojawi się jakaś grafika



Dla każdego artysty jego dzieła są jak dzieci. To on je tworzy od podstaw. Od prostego pomysłu albo ulotnej myśli, przekształca je w coś oryginalnego. Z każdą postawioną kreską, coraz wyraźniejszym obrazem, uczy się być coraz lepszym. Im więcej czasu poświęca urzeczywistnianiu swoich myśli, tym staje się lepszy.  
Tak to wygląda z boku. Dla osoby, która tylko ogląda i podziwia powstałe twory. Jednak jako Artysta zdradzę wam pewien sekret. Może już go kiedyś słyszeliście, a jeśli nie musicie o nim usłyszeć.  
Czy to muzyk komponujący utwór, poeta piszący wiersz, fotograf, czy malarz każdy z nich tworzy coś innego, diametralnie różnego na pierwszy rzut oka. Ale tak się tylko wydaje. Mają oni ze sobą pewną wspólną rzecz. Zdaje sobie z tego sprawę każdy Artysta. Jednak zanim zdradzę wam ten sekret musicie wiedzieć, że są  Artyści i artyści. Ci drudzy tworzą, ponieważ czują, że są w tym dobrzy.  
Wielu ludzi o dobrym słuchu zacznie uczyć się gry na jakimś instrumencie. Ci z wprawioną ręką ćwiczyć się będą w rysowaniu bądź malowaniu. A każdy z aparatem uzna się za fotografa.  
Lecz różnią się oni od prawdziwych Artystów. Oni tylko coś powtarzają. Wprawiona ręka ułatwi przerysowanie czyjegoś rysunku. Dobry słuch zagranie czyjegoś utworu. A odpowiednia chwili na dobre zdjęcie.  
Natomiast prawdziwi Artyści posiadają dar tworzenia. Nie każdy kto chwyci w rękę aparat i poczeka na zachód jest Artystą. Każdy fotograf zrobi dobre zdjęcie w odpowiedniej chwili, ale tylko prawdziwy Artysta wydobędzie piękno, tam gdzie nikt go nie widział. Podobnie odnosi się to do reszty.  
Prawdziwy Artysta przelewa emocje, uczucia, wspomnienia na swoje dzieła. To te rzeczy powodują, że podziwiamy ich pracę. Czasami nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, ale oglądamy tylko te obrazy, które do nas "przemawiają". Przekazują nam uczucia Artysty.  
Istnieje takie powiedzenie, że oczy są zwierciadłem naszej duszy. Podobnie ma się do Artystów, jednak u nich zwierciadłem są ich wytwory.  
Niepozorny rysunek, urokliwe zdjęcie, czy utwór muzyczny posiada fragment duszy jego Autora. Umiejętność umieszczania uczuć, fragmentów duszy w dziełach jest darem tworzenia.  
Każdy Artysta jest związany ze swoim dziełem emocjonalnie, troszczy się o nie i dba, aby się nie zniszczyło.  
Opowiem wam pewną historię o pewnej młodej Artystce, która miała niezwykłych strażników.  
...
Pokój rozświetlało nikłe światło księżyca wdzierające się przez okno. Kilka strużek księżycowego blasku oświetlało twarz śpiącej kobiety. Parę ciemnych kosmyków opadło na jej spokojną twarz. Leżała na kanapie, otoczona licznymi podręcznikami. Zmęczona studentka zasnęła w salonie, przygotowując się do egzaminów.  
W pokoju panowała niczym nie zmącona cisza. Jedynymi towarzyszami dziewczyny były jej obrazy. Kilka najlepszych prac powiesiła w salonie, aby móc się im przyglądać.  
Większość uważała, że jej dzieła dodają nutę grozy pomieszczeniu. Pewnie mieli rację, jednak ona tak nie uważała. Nie przerażał jej obraz Śmierci w bardziej nowoczesnej odsłonie - z berettą 92 zamiast tradycyjnej kosy oraz długiej czarnej sukni zamiast peleryny - na tle nocnego miasta. Kolejnym była uwięziona anielica. Wychudzona niewiasta zakuta w kajdany. I ostatni - jej ulubiony - mężczyzna w bluzie z kapturem w ciemnym zaułku. Jego twarz oraz odsłonięte ręce pokryte były tatuażami. Jednak najbardziej przykuwały uwagę oczy. Ciężkie, przenikliwe spojrzenie, które zdawało się wdzierać do duszy i dogłębnie ją analizować. Kochała te obrazy i przelała w nie cząstkę swojej duszy. 
Jednak to nie była zwykła noc, bo inaczej nie miałabym wam co opowiadać. 
Wszystko przebiegało normalnie, przynajmniej do czasu, aż nie rozległo się prawie niesłyszalne skrzypnięcie. Można byłoby uznać je za coś normalnego. W końcu wielu z nas w nocy słyszy skrzypienie podłogi, szumiący wiatr albo wodę w rurach. 
Lecz tym razem było inaczej. Po chwili usłyszeć można było w jednym z sąsiednich pokoi regularne skrzypnięcia. Ktoś chodził po jednym z pomieszczeń, a dokładnie po sypialni naszej bohaterki. Przeszukiwał każdą szafkę, półkę i najciemniejszy zakamarek w poszukiwaniu drogocennych rzeczy. Włamywacz był w pełni przekonany, że dom jest pusty. Obserwował go kilka dni i dzisiejszej nocy właścicielki miały nocować po za domem. Lecz przeliczył się. Jedna z nich, Dobromira, która właśnie znajdowała się w salonie, musiała przygotować się do egzaminu i odwołać plany w ostatniej chwili.  
Ale wracamy do naszej bohaterki. 
Zbudzona dziwnym hałasem dobiegającym z jej pokoju, zaniepokojona wstała z kanapy. Pierwsza myśl jaka jej przyszła do głowy to, że jest współlokatorka wróciła wcześniej i robi sobie z niej żarty. Dla pewności wzięła telefon do ręki, a potem wysłała Gosi - swojej współlokatorce, krótkiego SMS. 
Do Gosi: 
"Gdzie jesteś?" 
Dobromira czekała na odpowiedź, nasłuchując charakterystycznego dzwonka przyjaciółki - jednej z piosenek japońskiego zespołu "The Gazette". 
Lecz nic takiego się nie stało. Szmery nie ustały, a do Miry przyszedł SMS. Telefon zawibrował, a kobieta przeczytała wiadomość. Natychmiast zamarła. Jej twarz zrobiła się blada. A po plecach przeszedł dreszcz.  
Od Gosi: 
"Jestem u Marka, a gdzie mam niby być?" 
Przez kilka minut wpatrywała się w wyświetlacz telefonu, nie mogąc uwierzyć. Jedyna myśl jaka odbijała się echem w jej głowie to "W domu jest włamywacz". 
Chwilę zajęło jej uświadomienie sobie zagrożenia jakie powodowała ta sytuacja. Nie była pewna co ma zrobić. Zadzwonić na policję, czy uciekać? Nie wiedziała też czy niechciany gość ma ze sobą jakąś broń. 
Spojrzała w stronę drzwi od sypialni. Wydobywało się spod nich słabe światło latarki, które przemieszczało się. Nagle przypomniała sobie o pewnym drobiazgu. Wstała i podeszła do swoich drzwi najciszej jak umiała z zamiarem zamknięcia zamka. Jej drzwi miały zamek ma klucz, który znajdował się od strony korytarza. Mogła zamknąć włamywacza w pokoju i zadzwonić na policję.  
Zmierzała w kierunku drzwi, gdy nadepnęła na coś, tracąc równowagę. Poślizgnęła się na jednej z licznych książek rozrzuconych po podłodze. Przy upadku zahaczyła rękom o krawędź stolika. Mebel zachwiał się, a pozostawiony wcześniej kubek po herbacie stoczył się i upadł.  
Po pokoju rozległ się przenikliwy dźwięk tłuczonego szkła. Dobromira zbladła. Kobieta wiedziała, że włamywacz usłyszał ją. Nie było nawet mowy o jakimś przypadku. Nieproszony gość zatrzymał się gwałtownie, skupiając światło latarki na drzwiach. Usłyszał kogoś. Na szczęście dla niego,  uważał, że przezorny zawsze ubezpieczony.  Sięgnął zza pas, wyjmując z kabury pistolet, a dokładniej rewolwer Nagant M95. Sześć naboi. Nie zmarnuje ani jednego. Wystarczy, że postraszy dziewczynę, zwiąże i po kłopocie.  
Ruszył pewnie w stronę drzwi, otwierając je. Zaświecił latarką, rozświetlając salon. Ujrzał młodą, przerażona kobietę na podłodze.  
Dobromira miała przed sobą rosłego mężczyznę. Odziany był w ciemne ubrania. Nie mogła dostrzec jego twarzy przez blask latarki oraz chustę.  
Lecz jedyną rzeczą, na której się skupiła to lufa broni wymierzona w jej stronę.  
Podszedł do niej, powoli.  
- Wyjdziesz z tego cało, jeśli będziesz współpracować - oznajmił ochrypłym głosem. Mira czuła jak jej oczy robią się wilgotne, a obraz lekko się zamazuje. Oddychała szybko, a krew wrzała w jej żyłach. Nie potrafiła nic zrobić. Pomachała tylko potakująco głową. - Grzeczna dziewczyna - rzekł. Zdawać by się mogło, że się uśmiechnął, lecz apaszka wszystko zasłaniała. - Wstawaj i ręce przed siebie.  
  Jak powiedział, tak uczyniła. Włamywacz związał jej nadgarstki plastikową opaską. Następnie kazał dziewczynie pokazać, gdzie trzymają kosztowności. Kobieta niepewnie podeszła do komody, gdzie trzymały wspólne oszczędności. Były w jednej z szuflad z podwójnym dnem. Dziewczyny wpadły na ten pomysł, aby przechytrzyć złodziei. Cóż za ironia losu.  
Dobromira musi pokazać zbirowi skrytkę, ponieważ ten grozi jej bronią. Już miała otworzyć komodę, gdy zauważyła swoją komórkę. Leżała na półce. Wystarczyłoby ją tylko zsunąć do szuflady z obrusami. Mogłaby wtedy wysłać Gosi wiadomość. A ona wezwałaby policję.  
Myślała, że to dobry pomysł. Powoli zrzuciła telefon do środka. W tym czasie nieproszony gość rozglądał się po reszcie pokoju. Przyglądał się przeszklonej szafie. W środku dostrzegł porcelanową zastawę. Wyjął jedną z filiżanek. Podejrzewał czyjego to producenta, lecz musiał być pewien. Za oryginalne mógł sporo zarobić.  
Odwrócił filiżankę, przyglądając się napisowi na jej spodzie. Rosenthal. Śnieżnobiały zestaw do herbaty dla dwóch osób. Znany jako Maria Biała. Niepozorny oraz skromny zestaw, lecz dla niektórych sporo wart.   
Włożył go ostrożnie do plecaka. Znalezienie odpowiedniego kupca sporo nie zajmie. Przeglądał resztę półek, lecz oprócz porcelany nie znalazł nic wartościowego. Kilka zdjęć, jakieś drewniane figurki oraz książki. Nic godnego uwagi.  
Już miał odchodzić, gdy po pokoju rozległ się dźwięk dzwonka. Od razu ruszył w stronę kobiety.  
Dobromira zamarła, gdy tylko jej telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu pokazał się numer Gosi. Musiała zmartwić się wcześniejszą wiadomością przyjaciółki. Potem wszystko działo się bardzo szybko. Poczuła ostre szarpnięcie do tyłu. Przeszywający ból na policzku. Pieczenie. A na koniec wylądowała na podłodze.  
 Sprawca stał tuż nad nią. Mierzył w nią lufę, a palec trzymał na spuście. Była pewna, że strzeli. Lecz tak się nie stało. Mężczyzna dalej w nią mierząc wyjął telefon. Przyjrzał mu się, a następnie spojrzał na studentkę.  
- Odbierz  i daj na głośnik, zrozumiano? - rzekł srogo, podając dziewczynie telefon.  
Dobromira niepewnie wyciągnęła ręce przed siebie. Ledwo mogła złapać oddech. Czuła olbrzymi ciężar.  Dłonie okropnie jej się trzęsły. Z trudem udało jej się przesunąć znaczek na zieloną słuchawkę. Włączyła głośnik. 
- Hej, Miruś. Wszystko w porządku? - zapytała niczego nie świadoma Gosława.  
- Tak, w najlepszym. Po prostu miałam koszmar - chwilę zajęło jej zebranie w sobie odwagi na powiedzenie czegokolwiek. Czuła suchość w ustach. Starała się, aby każde jej słowo brzmiało jak najbardziej naturalnie. Przełknęła ślinę. - Śniło mi się, że jesteś w lesie i goni cię potwór.  
W słuchawce rozległo się tylko przeciągłe westchnięcie.  
- Powinnaś w końcu coś z tym zrobić. Coś za często masz te koszmary. Może jakieś leki by pomogły? - oznajmiła zatroskana Gosia.  
- Ta, masz rację. Powinnam pójść do jakiegoś  terapeuty - odrzekła Mira. - Dobra, lepiej skończę, bo już późno. - dodała szybko. 
- Ok, w takim razie dobrej nocy - powiedziała Gosława, rozłączając się.  
Mira westchnęła głęboko. Nie wiedziała co ma robić. Jedyna szansa, właśnie przepadła. Nawet mając telefon w ręce, nie zdążyłaby nic zrobić.  
W chwili gdy oddała telefon sprawcy, ten  błyskawicznie kopnął ją, powalając na ziemie. 
- Ty durna dziwko! - rzekł wściekle napastnik. Dziewczyna leżała na dywanie, trzymając się za brzuch. Z łzami w oczach patrzyła na oprawcę. Była w naprawdę złej sytuacji, z której nie było żadnego wyjścia. - Próbowałaś wezwać pomoc! - krzyknął ponownie ją kopiąc. Przerażona kobieta skuliła się w kłębek, głośno szlochając. Tak bardzo się bała. Spazmy przerażenia co jakiś czas wzdrygały jej ciałem.  A on nadal krzyczał. I kopał.      
Żadne z nich nie usłyszało kapania. Nikt nie zauważył, że rysunki zaczęły wylewać się z ram. Jak atrament wyciekał z nich po ścianach. Na podłodze pojawiły się trzy kałuże, a obrazy stały się tylko pustymi kartkami. Natomiast plamy zaczęły podnosić się w górę. Jakby czarne postacie wstawały z ziemi. Powoli przybierały ludzkie kształty. Mężczyzna w płaszczu, kobieta z bronią i anielica z długimi łańcuchami. Postacie spojrzały po sobie porozumiewawczo.  
Mężczyzna w płaszczu zrobił krok do tyłu, znikając w cieniu. Kobieta z berettą bezszelestnie podeszła do napastnika, a anielica chwyciła swój łańcuch w dłoń. Poczekała, aż Śmierć znajdzie się tuż za oprawcą ich Twórczyni. A gdy to się stało rzuciła swoim łańcuchem w kierunku złodzieja.  
Metalowe ogniwa oplotły szyję napastnika. Mężczyzna nie wiedział co się dzieje. Poczuł jedynie potężny ucisk w gardle, a następnie poleciał do tyłu. Już miał upaść, lecz coś albo raczej ktoś uratował go przed upadkiem. 
- Ktoś tu jest niegrzeczny - rzekła uśmiechając się niewinnie. Włamywacz zdezorientowany spróbował wstać, lecz ponownie poczuł zacieśniający się łańcuch.  
- Nie pozwolę ci się ruszyć - oznajmiła chłodno Anielica, przybliżając się do swojej towarzyszki. 
- Czy nie jesteś trochę za oschła, An? - powiedziała zatroskana Śmierć. - Nie tylko ty chcesz się zabawić - dodała z mrożącym krew w żyłach uśmiechem.  
Sprawca głośno przełknął ślinę. Był zdezorientowany. Nie wiedział co się dzieje. Byli sami, tylko on i ta dziewczyna na podłodze. A tu nagle pojawiły się dwie dziwne kobiety. Lecz nie on jedyny czuł się nieswojo z kolejnymi gośćmi.  
Dobromira powoli podniosła wzrok, gdy tylko napastnik zaprzestał swoich czynów. Jej oczy natrafiły na dwie znajome twarze.  
Śmierć narysowaną kilka lat temu. Nie bardzo różniła się od tej na obrazie. Wydawała się tylko bardziej żywa. Podobnie Anielica. Obydwie wyglądały tak realnie, a nadal jakby były stworzone z atramentu.  
Wpatrywałaby się w nie bez końca, gdyby nie diwie silne dłonie, które usadowiły ją na ziemi. Na karku poczuła ciepły oddech, a po chwili cichy spokojny szept, dodający otuchy. 
- Nie bój się, Dobromiro. Jesteśmy przy tobie  
W tym samym czasie więzy na jej nadgarstkach zostały poluźnione, a następnie zdjęte. Odwróciła się za siebie, aby zidentyfikować trzeciego wybawcę. I okazał się tym kim myślała, że jest.  
- Cień - rzekła, widząc jego wytatuowaną twarz. Mężczyzna w pelerynie uśmiechnął się nieznacznie. Dał tym prostym gestem otuchy przerażonej kobiecie. Pomógł jej wstać.  
 - Cień, czy uważasz, że powinniśmy dać temu panu godną jego czynu karę? - zapytała poważnie Anielica, nie odwracając wzroku od byłego oprawcy.  
- Moim zdaniem spokojnie możemy się zabawić - rzekła rozbawiona Śmierć, wyciągając swoją berettę. - Może strzelę mu w kolana, tak, że by nie mógł uciekać?  
Jednak nim ktokolwiek zdołał coś powiedzieć, przestępca wyrwał się z uwięzi. Stanął na środku pokoju, nie bardzo ogarniając sytuację. Jedną ręką masował obolała szyję, a drugą wymachiwał bronią.  
- Co tu się dzieje? - krzyknął zdenerwowany. - Jak wy się tu, kurwa, znaleźliście?   
- Wiesz, że nie ładnie tak przeklinać przy kobietach? - rzekła z ironicznym uśmieszkiem Śmierć, bawiąc się swoją bronią. Po chwili spojrzała kątem oka na Cienia. - Przyjacielu, czy to nie czasem ty powinieneś udzielić mu tej lekcji?   
- Jeśli uczynisz mi ten zaszczyt i dopomożesz  mi - rzekł Cień, powoli wstając. Jego głos był przenikliwy oraz przeszywający. Mimo, że Oni uratowali sprawiali wrażenie przerażających. A w szczególności, że nie wiedziała co ma być tą "lekcją".  
Cień wyprostował się. Dopiero teraz można było zauważyć, że jest on o wiele wyższy od włamywacza. Obcy mężczyzna poczuł przeszywający dreszcz. Nie rozumiał o co chodzi. O czym ci ludzie mówią.  
Jedyną spokojną osobą wydawać się mogła Anielica, lecz ona tylko nie okazywała swoich uczuć powierzchownie. Naprawdę była wściekła jak jej towarzysze, lecz nie potrafiła w takiej chwili skupić się na niedoszłym oprawcy. Bardziej interesował ją stan ich Twórczyni.  
Pasowało jej, że  Śmierć i Cień zajmą się nieproszonym gościem. W tym czasie ona mogła spokojnie zająć się Dobromirą. Tamta dwójka nie nadawała się do tego.  
Kostucha była osobą zbyt egocentryczną, a mimo to zdystansowaną do cierpienia. Często wydającą się osobą chłodną, pozbawioną emocji. Lecz kiedy nikt nie patrzył, gdy nie musiała wykonywać swojej pracy, stawała się zabawna i towarzyska. Ale nie potrafiłaby pocieszyć bądź kogoś uspokoić. Powiedziałaby coś nieodpowiedniego, pogarszając sytuację.  
Natomiast Cień wbrew stoicyzmowi, po prostu nie potrafiłby jej pomóc. Uśmiechnąłby się tylko i dotknął jej ramienia.  
Z drugiej strony każdy z nich na swój sposób mógłby ją pocieszyć. W końcu są jej częścią i znają ją lepiej niż inni.  
Anielica podeszła do przerażonej kobiety, a metalowe ogniwa delikatnie dźwięczały. Przykucnęła przy Dobromirze, rozprostowując swoje skrzydła. Stworzyła wokół niej barierę odgradzającą od rzeczywistości. Uskrzydlona kobieta pozwoliła Mirze wtulić się w siebie. Studentka czuła się dziwnie spokojnie.  Wreszcie mogła pozbyć się duszonego w sobie strachu. Po jej policzkach popłynęły słone łzy. Cicho łkała, a jej pocieszycielka delikatnie głaskała ją po plecach.  
Jednakże skrzydła Anielicy nie służyły tylko stworzeniu bezpiecznej przystani i nie pozwoleniu Dobromirze ujrzeniu co stanie się z jej oprawcą.  
W tym samym czasie, włamywacz wpatrywał się w pozostałą dwójkę. Kierował bronią w jedną, to w drugą postać. W pokoju oprócz szlochów studentki nie było słychać  żadnych innych dźwięków. Przestępca mógł usłyszeć bicie swojego serca. Frustrowało go to. To był jeden z niewielu razów w jego życiu, gdy odczuwał lęk. A najgorsze było to, że oprócz gróźb ci ludzie, jeśli mógł ich tak w ogóle nazwać, nie zrobili nic. Lecz aura jaką wokół siebie roztaczali sama w sobie napawała strachem.  
Cienia powoli irytowała postawa tego człowieka. Był dla niego osobą godną pożałowania. Mocną w gębie. Zastraszającym bezbronne osoby. Najbardziej obrzydliwy rodzaj człowieka jaki można spotkać.  
Zamierzał pozbyć się go w bolesny dla ofiary sposób, jednak w tej chwili ważna była jego Pani.  
Zaczął działać, gdy do gry włączyła się Śmierć.  
- Kolego, naprawdę uważasz, że rozsądnie jest tak wymachiwać bronią? - rzekła podchodząc do niego. - Jeszcze zrobisz komuś krzywdę - Z każdym słowem była bliżej niego. Widziała jak jego mięśnie napinają się. A lufa kieruje się w jej stronę.  
Mężczyzna nie był pewien co zamierza kobieta. To był odruch. Wycelował. Nacisnął. Huk wystrzału rozbrzmiał echem po pokoju. Mira wzdrygnęła się na dźwięk strzału. Za bardzo bała się, aby zobaczyć o co chodzi.  
Natomiast Śmierć stała nieruchomo wpatrując się w napastnika oraz jego broń. W chwili gdy kula trafiła ją, uczuła przeszywający ból  w podbrzuszu. Potem coś ciepłego i lepkiego w swoim przełyku. Odruchowo zakaszlała, zakrywając usta dłonią. Skuliła się jakby w bólu. Po chwili jej ciałem wstrząsnęły dreszcze.  
Przestępca odetchnął spokojniej. Mógł ich zranić, a nawet zabić. Nieświadomie uśmiechnął się lekko. Poczuł ulgę z takiego obrotu sprawy. Skierował broń w stronę Cienia. Myślał, że mężczyzna w pelerynie odsunie się, ale on tylko prychnął w odpowiedzi.  
- Może przestaniesz się już wygłupiać? - rzekł zirytowany Cień. - Mamy robotę do wykonania. 
Włamywacz zbladł. Ponownie był zdezorientowany, a po chwili po pokoju rozległ się śmiech. Spojrzał w kierunku postrzelonej kobiety. Ona się śmiała. Wyprostowała się, dalej zakrywając usta dłonią.  
- Nawet nie dasz się pobawić. Wszystko niszczysz - powiedziała, odsuwając rękę od ust. W słabym blasku światła, można było dostrzec kulę w dłoni. Spojrzała w stronę napastnika. - I co myślisz o mojej grze aktorskiej? - uśmiechnęła się zawadiacko. Zachowywała się zupełnie normalnie, a nie jak osoba, którą ktoś postrzelił. 
Włamywacza przeszedł dreszcz. Jego ręce zaczęły się trząść. Strzelił ponownie, ale tym razem w mężczyznę. I tym razem to nic nie dało. Nagle gdy kula miała zetknąć się z płaszczem pojawił się dziwny szpikulec. Zdawać by się mogło, że po prostu wyrósł z ziemi. Kolec przyjął na siebie uderzenie, a potem pochłonął ją.  
- To był zły ruch - rzekł Cień, podchodząc bliżej. Z ziemi wyrosła czarna macka. W zaledwie parę sekund ruszyła w stronę włamywacza, a dokładniej jego broni. Czarna maź oplotła pistolet razem z dłonią mężczyzny. Włamywacz najszybciej jak potrafił wyrwał rękę z tej wydzieliny. Był przerażony. - To nie będzie ci dłużej potrzebne - rzekł Cień, kiedy macka pochłonęła broń. Potem spojrzał w kierunku swojej towarzyszki. - Jak to określiłaś? Czas zacząć zabawę 
Śmierć zachichotała cicho. Już nie mogła się doczekać wymierzenia kary, temu obrzydliwemu tchórzowi.  

Dobromira obudziła się wczesnym rankiem. Ciepłe promienie słońca padające przez zasłony oświetliły jej twarz. Pod oczami miała lekkie cienie. Powoli wstała z kanapy, rozglądając się po pokoju. Z każdą chwilą coraz więcej przypominała sobie z tej okropnej nocy. I była pewna, że to musiał być koszmar. W mieszkaniu wszystko wyglądało normalnie. Książki nadal leżały na ziemi, filiżanki stały w szafce, a postacie znajdowały się na obrazach.  
Kobieta westchnęła ciężko, wstając. Sięgnęła po telefon leżący na stole,  aby sprawdzić godzinę. Nie wiedziała co ją podkusiło, ale postanowiła sprawdzić wiadomości. Nawet nie wiecie jak bardzo się zdziwiła, kiedy zobaczyła wczorajsze wiadomości. Przez chwilę wpatrywała się w nie, uświadamiając sobie, że koszmar jaki przeżyła był prawdziwy. Najpierw była przerażona. W jej głowie kotłowało się wiele pytań, na które nie mogła znaleźć odpowiedzi.  
Co stało się z przestępcą? kto posprzątał mieszkanie? kto naprawdę jej pomógł? Przeszłą się po pokoju. Pierwsze emocje opadły. Przyszedł czas na zaskoczenie. Czym dokładnie były te postacie? Wyglądały jak jej obrazy, a jednak nimi nie były. Rysunki nie  mogą ożyć.  
Lecz z dziwnego powodu czuła, że chciałaby podziękować wybawcą, a przede wszystkim dowiedzieć się, co się z nim stało.  
Niepewna co dalej ma zrobić, podeszła  do jednego z rysunków na ścianie. Pierwsza była Anielica. Nadal siedział na ziemi. Nie ruszyła się nawet o milimetr, gdy Dobromira zdjęła obraz  i nim potrząsnęła. Skarciła się w myślach za swoje głupie zachowanie. Przecież do było niemożliwe. 
Odwiesiła obraz na miejsce. Przyjrzała mu się chwilę. Zdawało jej się, że coś jest z nim nie tak. Przeanalizowała go kawałek po kawału i zobaczyła to. Anielica miała jedno skrzydło, którym próbowała się zasłonić. Nie powinno tam być nic więcej, jednak było. Znajdowała się tam głowa. Ludzka głowa. Ledwo widoczna spomiędzy piór.  
Mira wzdrygnęła się na ten widok. Był on makabryczny. Postanowiła sprawdzić pozostałe obrazy.  
Na rysunku Śmierci też znajdowało się coś więcej. Podobnie jak w poprzednim - ledwo było go widać. Ale wprawione oko potrafiło to dostrzec. Na jednym z budynków  wisiało ciało bez głowy.  
A na ostatnim z rąk Cienia ciekła krew.  
Kobieta mimo, że była świadkiem zbrodni, nie czuła się winna. Nawet jeśli obok niej dokonało się morderstwo. Była wdzięczna, chociaż ją to dziwiło. Myślała, że nigdy czegoś takiego nie pomyśli. Ale uważała, że ten człowiek zasłużył na śmierć. Nie widziała czego on wcześniej dokonał. Lecz skoro potrafił w kogoś strzelić to, na pewno też zabić. Ile to dusz  ten nieproszony gość mógł mieć na sumieniu? Ile sprowadził cierpienia?  
Kobieta była pewna jednej rzeczy, że zawsze może liczyć na swoich strażników.  
A teraz pewnie zastanawiacie się skąd ja to wiem, prawda? 
Lecz odpowiedz na to pytanie pozostanie moim słodkim sekretem.