Translate

niedziela, 29 października 2017

Więź

Rysunek zrobiony na podstawie tej grafiki (klik) wykonanej przez Ashiva-K-I (klik). Jej grafiki są przepiękne i uważam, że warte zobaczenia.  

sobota, 28 października 2017

Meduza z Soul Eater



Dzisiaj trochę skromnie, bo mam gości. Już zaczęli się schodzić i impreza powoli się rozkręca. Dlatego dzisiaj jeden z starych rysunków. 
I pewnie jak od razu można zauważyć wygląd bloga troszeczkę się zmienił. Pracowałam nad tym od rana, bo trzeba było stworzyć grafiki, dodać je, a potem poprawić notki - które przez nowy wygląd wymagały poprawy i jeszcze tego nie skończyłam. 

niedziela, 22 października 2017

Muzyka - Nowe

Ostatnio uaktualniłam swoją playlistę. Oto kilka nowych piosenek, które zdobyły moje serce. Jednej z nich mogłabym słuchać na okrągło.



Furimawasu 『Jinsei Game』 Polish Fandub





Nowa piosenka Anny Blue! ( A dokładniej z 29 września )

Anna Blue- Where Do I Go? (official music video)



【Kirishe】 Oliver - The Scrap Boy 『POLISH』




Pora na piosenkę, w której się zakochałam! 


sobota, 21 października 2017

Uwięziona w klatce

Uwięziona w klatce
Nie potrafię określić uczucia które mną targa 
Mogłabym przyrównać je do tęsknoty 
Tej samej, którą czuje słowik w klatce 
Ograbiony z wolności  
zamknięty w złotym więzieniu 
Śpiewa są melancholijną pieśń. 
Smutny ton echem się odbija od krat 
Przez które widzi niebo 
Stracone i okrutni odebrane. 
Tak szybko i niespodziewanie stracił swą wolność. 
Klatka go więzi, 
Okrutny jego los. 
Nie poczuje więcej siły wiatru pod skrzydłami  
Nie zobaczy ukochanych drzew 
Nie zaśpiewa więcej umiłowanej pieśni 
Porzucony 
Zapomniany przez braci 
Sam w złotej klatce śpiewa smutną pieśń 
Dla ludzi, którzy go więżą 
Dla wielkich potworów, które zabrały mu wolność. 
Widzi ją, lecz sięgnąć nie może. 
Kraty stoją mu na drodze. 
Dobiera gdy odebrano mu wolność 
Docenił jej wartość. 
Dniami zadowala swych panów piękną melodią, 
W nocy snuje marzenia o wysokim locie, 
Czekając. 
Cały czas czeka na dogodną okazję, 
Moment gdy ludzie mu zaufają 
Gdy nie ostrożnie ktoś otworzy klatkę 
A on wyleci 
Odleciał daleko 
Najdalej jak potrafi 
Z dala od ludzi i nieszczęść 
Do miejsca, które nazwie domem. 
Lecz teraz tylko czeka i marzy.  
Podobnie czuję się ja 
Uwięziona za czerwonym murem 
Patrzę przez zamknięte okno 
Cicho wzdycham utęskniona 


Za wysokim lotem wśród koron drzew 

niedziela, 15 października 2017

Na kolorowo

Większość wnioskując po tytule domyśli się, że dzisiejszy rysunek jest w kolorach - co jest u mnie rzadkością. Jednak na urodziny dostałam od rodziców komplet pisaków - Propic. Naprawdę mi się podobają. Na papierze wyglądają bardzo dobrze i mają takie żywe kolory. 
Pierwszy raz z nich korzystałam i zrobiłam coś prostego. Pobawiłam się też mieszaniem kolorów. Ten zeszycik posłuży jako tester kolorów, ponieważ kilka z nich różni się z odcieniami na zamknięciach pisaków. 


sobota, 14 października 2017

Diabelski Rytuał

Może kojarzycie coś takiego jak Inktober? Jak nie to już wyjaśniam. 
Inktober to połączenie słowa "ink" - atrament/tusz i "october" - październik. Jest to wyzwanie, w którym codziennie rysuje się atramentem. Do tego posiada się określone tematy. Jednak ja nie wytrwałam w tym wyzwaniu. Udało mi się tylko zrobić jeden rysunek. Miałam za mało czasu wolnego. Ale to nic. Jutro wstawię kolejny rysunek, lecz trochę inny od poprzednich.

niedziela, 8 października 2017

Mojmira - Rozdział III

Spis Treści
Rozdział III (obecnie czytany)
Rozdział IV
Rozdział V


16 maj. Sobota. Godzina   10:03 
Był słoneczny dzień. Słońce mocno przygrzewało, niezasłonięte przez żadną nawet najmniejszą chmurę. Kilka ptaków siedziało na niewielkim dębię, rosnącym przed domem Mojmiry.  
Mark siedział na trawie, przyglądając się siostrze. Przez to, że ich rodzice musieli rano wyjść nie zauważyli, że Moja jest podenerwowana i niewyspana.  
Me jakiś czas temu wyjęła swój rower górski z garażu.  
Ostatnio jakoś nie złożyło się, aby z niego korzystała, więc musiała napompować opony. Ręczną pompką już dobre dziesięć minut wtłaczała powietrze. Dziewczyna męczyła się strasznie, a kończyła dopiero pierwsze koło.  
Mira czuła na sobie świdrujący wzrok brata. Od kiedy wstali nie odstępował jej na krok, pytając co chwilę o jej koszmar. Nastolatka nie chciała obarczać tym Markusława oraz musiałaby mu wytłumaczyć, dlaczego akurat to jej się śniło.  
Mark znał ją na tyle dobrze, że koszmary jego starszej siostry zawsze były czymś spowodowane. Jak nie nałogowym słuchaniem creepypast to oglądaniem horrorów. Wolała uniknąć tłumaczenia bratu, że prawdopodobnie trafiły na ślad dwójki morderców.   
- Możesz przestać się tak na mnie gapić? - zapytała wzburzona Me. Czuła się jak więzień. Mark obserwował każdy jej ruch. Doskonale zdawał sobie sprawę jak doprowadzić siostrę do szału. 
- Jak powiesz mi dlaczego miałaś koszmar - powiedział chłopak, wstając z trawy. W kolejnej chwili stał tuż za Mirą, patrząc jak zakręca wentyl. Z tego napięcia dziewczynie zaczęły, trząść się ręce. 
- Możesz  się odczepić?! - krzyknęła Moja, gwałtownie wstając. Jej brat nawet się nie cofnął, tylko dalej wpatrywał się w siostrę.  
- Jak powiesz o co chodzi, to odpuszczę - rzekł spokojnie chłopak, krzyżując ręce. Patrzył na dziewczynę, wyczekującym wzrokiem. Mira doskonale wiedziała, że jej brat nie odpuści. Nie w takiej sprawie. Westchnęła ciężko. Musiała mu coś powiedzieć.  
- Wiesz, chodzi o moje wypracowanie o bestiach słowiańskich. Strasznie denerwuję się  występować przed ludźmi - rzekła trochę spokojnie. Nie była to prawda, ale sądziła, że on w to uwierzy. - Znasz mnie, nie przepadam za takimi rzeczami - dodała, udając zakłopotaną. 
Markusław jeszcze chwilę wpatrywał się w siostrę, analizując jej słowa.  
To  co mówi ma sens, ale... Przez taki stres nie cierpi się na bezsenność i nie krzyczy przez sen. To musi być coś poważnego, skoro nie chce mi powiedzieć. Pomyślał smutno chłopak.  
 Często żałował, że Moja nie ma do niego takiego zaufania jakim darzyła swoją przyjaciółkę. Wtedy, wiedziałby kiedy ma zareagować, aby jego siostra nie napykała sobie biedy jak miała w zwyczaju.  
- To może powiesz mi dokąd jedziesz? - zapytał Mark. Myślał, że ta informacja naprowadzi go na prawdziwy sekret.  
- Jadę do Mary. Wybieramy się na wycieczkę rowerową - odrzekła nastolatka. Po części mówiła prawdę. Dzisiaj musiały przejechać pół miasta, aby dotrzeć do dawnego domu Brain'a i Tim'a 
- A gdzie dokładnie? - dopytywał chłopak. Wiedział, że mogły pojechać wszędzie nawet tam gdzie jest niebezpiecznie. Markowi nie podobało się to, że jego siostra wybiera się na rowery, gdy po lesie grasuje jakieś niebezpieczne zwierzę bądź człowiek. 
- Wokół miasta z dala od lasu - rzekła już lekko zirytowana Mira. - Co to ma być przesłuchanie? Nie robię nic nielegalnego – A przynajmniej nie w tej chwili, dodała w myślach.  
Więcej i tak nie uda mi się dowiedzieć. Może jak wróci będzie bardziej skora do rozmowy? Pomyślał chłopak, odsuwając się do siostry.  
Dziewczyna w tym czasie zdążyła napompować drugą oponę. Była już gotowa do drogi. Czuła jak w środku rośnie ekscytacja. Naprawdę nie mogła się już doczekać, aż razem z Mary zbadają dom bliźniaków. 
- Wrócę wieczorem! - krzyknęła do brata, odjeżdżając.
- Mam co do tego złe przeczucia - mruknął do siebie Markusław, patrząc za oddalającą się sylwetką siostry.  

...
16 maj. Sobota. Godzina 10:43 

- Że co?! - krzyknęła Moja. 
- Nie drzyj się tak, bo wszyscy na nas patrzą - powiedziała lekko zawstydzona Mary. Mira westchnęła ciężko, próbując uspokoić się chociaż trochę.  
- Ale dlaczego nie możemy iść teraz? - zapytała Mojmira, nadal nie rozumiejąc postępowania przyjaciółki.  
- Rozejrzyj się - rzekła złośliwie Mary. Jej przyjaciółka uczyniła to, jednak zanim cokolwiek powiedziała została uprzedzona. - To zbyt nierozsądnie iść teraz. Jest zbyt dużo ludzi. Poczekamy, aż się ściemni i pojedziemy - dodała już bardziej wyrozumiale.  
Mojmira westchnęła. Uzmysłowiła sobie, że jej przyjaciółka ma rację. W tej chwili mogłyby zostać łatwo złapane, a żadna z nich nie miała ochoty tłumaczyć się policji. Miałyby wtedy nie małe kłopoty.  
Obydwie weszły do domu Mary z zamiarem poczekania do wieczora. W tym czasie przyjaciółka Mojmiry podzieliła się z nią informacjami na temat obecnych właścicieli domostwa.  
...

16 maj. Sobota. Godzina 20:40 

Słońce zaszło już za horyzontem. Powietrze stało się chłodniejsze niż za dnia. Zaczęły też pojawiać się pierwsze chmury, zasłaniające gwiazdy. Wiatr przybierał na sile. Zdawało się jakby kierowało nim coś złowrogiego.  
O tej wczesnej jeszcze porze, nie było już nikogo na ulicy. Zdawać by się mogło, że wszyscy ludzie odczuwali złowroga aurę jaka wydobywała się z lasu.  
Dziewczyny wpatrywały się w lekko zapuszczony dom. Stały na pograniczu lasu i miasteczka, gdzie znajdowała się leśna ścieżka, niewidoczna z ulicy.  
Mojmira musiała przyznać rację Mary. Domostwo rzeczywiście wyglądało tak jak mówiła. Ogród był zupełnie zaniedbany. Trawnik nieskoszony, rosnące w kępach mlecze, a jakby tego było mało to jeszcze pokrywy i osty. Drewniany płot w kilku miejscach miał odpryski białej farby oraz pęknięte deski.  
Budynek prezentował się trochę lepiej niż ogród. Tylko jedno okno na parterze było stłuczone.  
Me była zdziwiona, kiedy przyjaciółka powiedziała jej, że od "przeprowadzki" braci tylko jedna osoba kupiła ten dom. Jednak jeszcze dziwniejsze było to, że nikt nigdy nie widział nowego nabywcy.  
Tak naprawdę nikt od zniknięcia rodzeństwa nie dbał o ten dom.  
Zaczęły pojawiać się za to plotki, że zostali zamordowani, a ich duchy dalej żyją w domu. Inni mówili, że nowy nabywca nie istnieje, a to matka zabiła własnych synów, a potem siebie. Jest wiele teorii na ten temat, jednak nie warto przedstawiać innych. Wszystkie kręcą się wokół morderstwa, lecz żadna z nich nie jest prawdziwa.  
Prawdę miały odkryć na właśnie oczy, a przynajmniej wierzchołek góry lodowej.  
Dziewczyny zostawiły rowery oparte o ogrodzenie. Ostrożnie przeszły przez niski płot.  
Mary dziwnie czuła się w tym miejscu. Jakby coś czyhało na nie zaraz za progiem domostwa. Jednak Mojmirę przepełniała ciekawość w najczystszej postaci. Na samą myśl o tym co może spotkać ją w tym domu, przechodził ją dreszcz podekscytowania.  
- Tylko jak tam wejdziemy?  - zapytała niemrawo Mary. Dziewczyna nadal miała nadzieję, że jej przyjaciółka się rozmyśli. To co robiły przechodziło wszelkie granice. A jeśli ktoś by je przyłapał, mogły mieć nawet sprawę w sądzie za włamanie.  
- Przezorny zawsze ubezpieczony - rzekła roześmiana Moja, wyjmując scyzoryk z kieszeni. - Naprawdę myślisz, że w takiej chwili bym odpuściła?  
Mary westchnęła ciężko. Jej przyjaciółka mogłaby wejść nawet przez komin, jeśliby wszystkie okna i drzwi okazały się zamurowane. Mira podeszła do tylnych drzwi, kucając przy zamku. Włożyła nożyk między drzwi, a framugę podważając zamek. Rozległo się ciche klik. Drzwi były otwarte, a ciekawość Me sięgała zenitu.  
- No to chodźmy - rzekła nastolatka z błyskiem w oku. Mary westchnęła ciężko. Teraz już nie było odwrotu.  
Drzwi otworzyły się, przerywając ciszę głośnym skrzypieniem. Przed dziewczynami ukazała się kuchnia, pochłonięta w mroku. Mary zdawało się, że kilka cieni poruszyło się. Była gotowa uciec w każdej chwili. 
Me w tym czasie wyciągnęła z plecaka latarkę. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Wszystko z pozoru wyglądało normalnie. Drewniane blaty, lodówka, kuchenka... 
Mary nie zauważyła nic niezwykłego. Lecz coś nie dawał Mojmirze spokoju. Kuchnia wyglądała normalnie. I w tym właśnie był problem. Nigdzie nie było kurzu. 
Moja zrozumiała, że jej przyjaciółka nie dostrzegła niczego dziwnego. Wolała przemilczeć ten nieistotne szczegół. Obawiała się, że jej przyjaciółka słysząc to ucieknie. 
- To czego szukamy? - zapytała słabo Mary. Naprawdę wolała teraz siedzieć w swoim pokoju niż tutaj. 
- Jakiś dokumentów. Może jest gdzieś tutaj ich obecny adres? A może telefon? - oznajmiła Moja, idąc w stronę otwartego salonu. 
Me zaczęła przeszukiwać kredens, w tym czasie Mary postanowiła pójść w jej ślady. Zaczęła otwierać szuflady, szukając czegoś co pozwoli im jak najszybciej opuścić to miejsce. 
- A co zrobisz jak znajdziesz to czego szukasz? - zapytała Mary. 
- To zależy co znajdziemy. Jak numer to do nich zadzwonię, a jak trupa w szafie to na policję - rzekła Mira, uśmiechając sie pod nosem.
- Nawet tak nie żartuj! - prychnęła zezłoszczona Mary. 
Gdy ona się złościła, Me znalazła kolejną dziwną rzecz. Na podłodze przy ścianie leżał przedłużacz, a lampka się paliła. 
Powinni wyłączyć tutaj prąd po przeprowadzce braci, chyba, że ktoś sam się podpiął do instalacji, pomyślała Mojmira. 
Dziewczyny sprawdziły w miarę szybko resztę domu. Nigdzie nic nie znalazły. Ani jednej karteczki, numeru, czy czegokolwiek. Oprócz mebli, naczyń i kilku starych zdjęć. 
Nastolatki zdecydowały się przerwać poszukiwania, ponieważ zbliżała się pierwsza nad ranem. 
Właśnie schodziły ze schodów, gdy rozległo sie znajome skrzypienie. Nastolatki zmarły w pół kroku na szczycie schodów. Spojrzały po sobie, niepewnie co się dzieje. 
A potem usłyszały głosy, dochodzące z dołu. 
- Nie ma to jak powrót na stare śmieci, co nie bracie? - rzekł jeden z przybyszów. W odpowiedzi rozległo sie tylko ciche mruknięcie. - A ty jak zawsze masz wiele do powiedzenia. 
Nastolatki natychmiast zgasiły latarki, chowają się za rogiem, aby nie były widoczne z dołu. Mężczyźni zaczęli przechadzać się po kuchni, rozmawiając.  
Mary miała ochotę płakać. Gorzej trafić nie mogły. Dwójka mężczyzn, którzy mogą zrobić im krzywdę. Strach paraliżował całe jej ciało, mimo, że pragnęła uciekać. 
Natomiast Me w tej sytuacji była wyjątkowo spokojna. Wiedziała, że nie mogą teraz uciec. Nie wiedzą nic o napastniku. Nie wiedzą do czego są zdolni.
Powinien ogarnąć ją strach, ale ona czuła tylko dziwne uczucie. Bardzo chciała wiedzieć co dalej się stanie. Chciała zostać i jeśli mogłaby to, i posłuchać przybyszów. Lecz zdawała sobie w jakie kłopoty się wpakowały. Musiały uciec stąd jak najszybciej, jednak użycie tylnych drzwi opadało. 
Mira obserwowała salon, próbując przynieść sobie jakąś drogę ucieczki. 
- Jestem zmęczony, a ty? - zapytał chłopak w białej masce, wchodząc do salonu. 
- Wolałbym wrócić do rezydencji - rzekł chłopak w pomarańczowej bluzie.  
- A czy ja o to pytałem? - odparł Masky, kładąc się na kanapie. Hoodie oparł się od kanapie, patrząc na brata. - Idę spać - oznajmił, odwracając się na kanapie. Natomiast Hoodie  podszedł do regału i wziął jakąś książkę.  
Me cofnęła się, będąc pewna, że chłopcy ich nie zauważą. Nadal nie zapaliła latarki, idąc w głąb korytarza. Gestem ręki pokazała Mary, aby za nią poszła. Chwilę zajęło zdezorientowanej nastolatce zrozumienie, co zamierzała zrobić Mojmira.  
Obydwie ruszyły w stronę pewnej kobiecej sypialni, wychodzącej na las. Me dotarła do niej pierwsza  i najciszej jak umiała otworzyła drzwi, przepuszczając swoją przyjaciółkę. 
- Jak chcesz się stąd wydostać? - zapytała szeptem Mary, gdy drzwi zostały zamknięte. 
- Za oknem jest wysokie drzewo, możemy zejść po gałęziach - oznajmiła Moja, podchodząc do okna. Lekko zaskrzypiało, ale uznała, że Oni tego nie usłyszą.  

W tym samym czasie na dole.

Hoodie siedział na krześle, czytając  stary zbiór z baśniami. Czasami lubił, po prostu odciąć się od teraźniejszości, tonąc w wspomnieniach z dzieciństwa. Książka, którą czytał była ta samą, którą czytała jego matka gdy wraz z bratem byli dziećmi, zanim zaczęło się ich piekło. Mimo, że czasami wracał do tych miłych wspomnień, nie żałował tego co zrobił. Nie żałował, że zabił własną matkę, ponieważ od kiedy sięgnęła po alkohol już nią nie była. Dla niego i jego brata umarła, gdy pierwszy raz podniosła na nich rękę.  
Podniósł wzrok znad książki. Przyjrzał się śpiącemu bratu. Maska Tima trochę zsunęła się z jego twarzy, ukazując długą, podłużną bliznę na policzku. Ostatnią pamiątkę po ich pijanej rodzicielce.  
Brain miał mieszane uczucia, gdy przebywał w ich starym domu. Niektóre rzeczy przypominały mu o szczęśliwym dzieciństwie,  a inne o koszmarze na jawie. Lecz jego brat traktował to zupełnie inaczej. Dla niego ten dom to tylko budynek, a przeszłość to przeszłość. Dla Tima liczyło się, że TERAZ on i jego brat są bezpieczni, a przede wszystkim, że są razem.  
Hoodie podziwiał go za takie podejście do sprawy, potrafiło to wiele ułatwić.  Jednak on nim nie był. Westchnął ciężko, patrząc na spokojne oblicze brata. Oddychał spokojnie i miarowo.  
Było jeszcze coś co spędzało sen z powiek Hoodie'go . Ktoś przeszukiwał ich akta szkolne. Na szczęście nie był to nikt z policji, tylko jakieś dwie nastolatki. Niby nie stanowiły dla nich żadnego zagrożenia, lecz jak uważał Operator - Przezorny zawsze ubezpieczony. Dzięki tej radzie nikt ich jeszcze nie złapał i prawdopodobnie nigdy nikomu to się nie uda.  
Nagle rozległ się trzask łamanych gałęzi oraz krótki krzyk. Hoodie odłożył książkę na stolik, a jego brat gwałtownie się zerwał, sięgając zza pas. Hoodie wskazał głową na ogród. Masky zrozumiał przekaz brata. Poprawił maskę, zmierzając w stronę tylnych drzwi. Ostrożnie ustawili się po obu ich stronach.  
Hoodie wyjął z kabury swoją ulubioną Berette 318 - małą i poręczną. Idealnie mieściła się w dłoni i nie raz Hoodie zaskoczył nią przeciwników. Do tego jeszcze Brain nigdy nie pudłował. Jego wadą jak i zaletą był perfekcjonizm. On ćwiczył dopóki nie przestał pudłować.  
Natomiast jego brat preferował bardziej broń białą - noże albo sztylety. Lecz za namową brata posiada przy sobie pistolet Colt Double Eagle. Mimo, ze nigdy nie dorówna bratu, to w starciu z innym strzelcem nie będzie na przegranej pozycji.  
Masky chwycił klamkę, patrząc na brata. Hoodie miał już swoją broń  w pogotowiu. Po chwili Tim otworzył, a Brain stanął w nich rozglądając się po ogrodzie. Spostrzegł tylko kilka gałęzi pod oknem pokoju matki oraz dwa cienie przemykające przez płot. Szybko ruszył za nimi razem z bratem.  
Hoodie zobaczył dwie dziewczyny oddalające się na rowerach. Miał jedną szansę. Przymierzył broń, wycelował i wystrzelił. Nie rozległ się żaden huk. Chłopak był przygotowany na wszystko - zawsze był wyposażony w tłumik. Opuścił broń z przeświadczeniem, że trafił jedną z nich. Zdawał sobie sprawę, że te dwie to te same, które przeglądały ich szkolne akta.  
Według jego przypuszczeń jak załatwi jedną, druga ze strachu odpuści.  
Lecz bardzo się mylił. Żadna z nich nie upadła. Nie krzyknęła. Nic.  
Brain spudłował. Może i nie pierwszy raz, bo nikt nie jest nieomylny. Ale nie w takiej sytuacji. Nie z tak bliska.  
Były już za daleko, aby z bratem mogli je dogonić. Wrócił do brata poirytowany. 
- Zmywajmy się stąd - rzekł ostro Brain. 
- Trzeba to zgłosić Operatorowi - oznajmił Tim, podchodząc do brata. - Lepiej, żeby on się tym zajął. 
Nastolatki zatrzymały się dopiero przy domu Mary. Wszystkie światła były pogaszone, paliła się jedynie pobliska latarnia uliczna. Mary gdy tylko zatrzymała się na trawniku, zeszła z roweru. Upadła na ziemię, zalewając się łzami. Cała się trzęsła. Nie potrafiła uspokoić oddechu.  
Natomiast Me dalej będąc na rowerze, oparła się jedna noga o ziemię. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w drogę za nimi. Nie mogła pozbyć się tego dziwnego uczucia. Adrenalina nadal krążyła w jej żyłach, nie pozwalając uspokoić się sercu. Z jednej strony zdawała sobie sprawę z zagrożenia. Była przerażona, ale i jednocześnie podekscytowana. Nie potrafiła określić uczucia jakie nią zawładnęło, lecz było przyjemne. Starała się go chwycić i utrzymać jak najdłużej, ale im bardziej chciała je ożywić, tym szybciej się ulatniało.  
- To było ekscytujące - rzekła jakby w transie. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że to powiedziała.  
Natomiast Mary usłyszała to doskonale. Te słowa przelały czarę. Nastolatka podniosła się gwałtownie z ziemi, odwracając się do Me. Łzy ciekły jej strużkami po policzkach, a w oczach odbijał się blask księżyca.  
- Ekscytujące?! - krzyknęła zdenerwowana Mary. Nie potrafiła pojąć, dlaczego jej przyjaciółka tak uważa. -  Czy z tobą jest coś nie tak? Oni prawie nas zabili! - wrzasnęła, wytrącając tym Mirę z transu. Me spojrzała na przyjaciółkę. Widziała w jej oczach wściekłość, pomieszaną ze strachem. - Masz ranę na uchu! Kilka centymetrów w lewo i leżałabyś martwa! - Moja zdziwiona dotknęła swojego ucha.   Pod palcami poczuła lepką, ciepłą ciesz. Lecz nie czuła bólu. Adrenalina tłumiła go doszczętnie. Jednak nawet to nie ostudziło zapału nastolatki.  
- Ale jesteśmy już tak blisko! - odkrzyknęła. - Rozwiązałyśmy zagadkę nad którą głowiło się kilka oddziałów policyjnych! Czy to nie jest niesamowite? - zapytała Mira z dziwnym błyskiem w oku. Przez moment zdawać by się mogło, ze oczy Me zabłysły czerwienią.  
- Czy ty siebie słyszysz? - odrzekła bezradnie Mary. Nie potrafiła na to patrzeć. Wiedziała, że więcej nie zniesie. - Czy dla czegoś takiego warto ryzykować życiem?  
- Nie czujesz tego? Niezaspokojonego uczucia ciekawości? Ja muszę wiedzieć -  odpowiedziała Me.  
- To mnie w to nie mieszaj! - krzyknęła rozwścieczona Mary. - Nie będę ryzykować życia dla takiej głupiej sprawy!  
- Czyli tchórzysz? Zostawiasz mnie? - zapytała oburzona Mojmira.
- Tak! Nie będę ryzykować życia dla takiej wariatki jak ty! - rzekła Mary. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego co powiedziała. Natychmiast zbladła jak zobaczyła zdradzoną twarz Me. Doskonale wiedziała, że jej przyjaciółka z powodu zamiłowania do bestii oraz magii, znana jest w szkole jako wariatka.  - Me... J-ja nie chciałam... - Podeszła powoli do dziewczyny. Wyciągnęła przed siebie rękę, jednak Moja odtrąciła ją.  
- Przynajmniej wiem co naprawdę o mnie myślisz - oznajmiła gorzko nastolatka, odsuwając się od Mary. - Niczym nie różnisz się od innych  - dodała, spuszczając głowę.   
- Me, ja przepraszam. Nie o to mi chodziło - rzekła Mary, próbując załagodzić sytuację. Naprawdę żałowała swoich słów. Nie to miała na myśli. Nie to chciała powiedzieć.  
- Widocznie nigdy nie byłyśmy przyjaciółkami - oznajmiła Mojmira, odwracając się od przyjaciółki. Mary zamarła. Nie potrafiła nic powiedzieć.  
Moja spojrzała jeszcze na nią i odepchnęła sie nogą od krawężnika.  

Mary chciała ją zatrzymać. Chciała krzyknąć za nią. Lecz zamiast stój z jej ust wydobył się cichy szloch.