Translate

niedziela, 2 lipca 2017

Nasza melodia




Pamiętam melodie Twego pianina. Od tamtego dnia słyszę ją jak zamknę oczy.
...
Tkwię w ciemnościach od lat. Samotnie prowadzę swoją grę życia. Szanuje to co mi dałeś w darze, lecz trudno mi pogodzić się z tym. Ty od zawsze przy mnie byłeś. Stałeś się mym światłem. Ale odszedłeś.
Pamiętam jak siadałam obok Ciebie przy białym fortepianie. Delikatnie opierałam głowę o Twoje ramię, a na moich kolanach trzymałam kotka. Tego z czarnym uszkiem i dzwoneczkiem na szyi. Dostałam go od Ciebie. Bez okazji. Po prostu. Przypomina mi o Twojej miłości... oraz o Mojej winie.
Wiem...
Nie powinnam tak myśleć. Byłbyś zły. Ale prawda jest okrutna i to ja muszę z nią żyć. Do śmierci pamiętać będę jak zmarłeś przeze mnie.
Miałeś marzenia. Chciałeś zwiedzić świat. Oczarować ludzi swą grą. Widzieć na ich twarzach uśmiechy. Taki jak u mnie, gdy swe melodie na pianinie wygrywałeś.
Ja to wszystko przekreśliłam. Przerwałam Twą muzykę. To nie Ty powinieneś tam umrzeć tylko Ja. Jednak szansę dałeś właśnie mi.
Nie powinnam myśleć o śmierci. Wiem, że nie mogę zmarnować życia, które dzięki Tobie trwa. Ale tak mi za tobą tęskno.
Od tamtego razu czuję się samotna. Próbuję przypomnieć sobie Twego ciała ciepło... ten uśmiech i oczy Twe jak patrzyłeś na mnie, gdy próbowałam naśladować Cię przy pianinie. Myślałam, że jestem sama. Jednak Ty byłeś bliżej niż sądziłam. Zza rogu patrzyłeś jak gram. W ciszy słuchałeś wygrywanej przeze mnie melodii.
Powoli podchodziłeś do mnie i obok siadałeś bezgłośnie. Dopiero wtedy orientowałam się, że jesteś. Natychmiast przestawałam grać, lecz Ty z uśmiechem prosiłeś, abym kontynuowała.
Tak bardzo chciałabym usłyszeć twoją melodię. Tą, która mnie przebudziła. Ale zamilkła wraz z Tobą.
Jedyne czego pragnę to znów zobaczyć Cię, lecz to w tym życiu niemożliwe jest.
Od dawna noszę się z tym zamiarem. Próbuję zebrać w sobie odwagę, aby to zrobić. Czuję, że dziś jestem wreszcie na to gotowa.
Dzisiejszy dzień będzie dniem naszego spotkania.
Ale zanim to zrobię ostatni raz chcę spojrzeć na twe pianino. Ostatni raz zagram na nim.
Otworzyłam oczy. W domu panowała cisza. Rodzice musieli dzisiaj wyjść. Postanowiłam skorzystać z okazji. Dawno już napisałam list pożegnalny. Dziękowałam im za opiekę i miłość, jaką mnie obdarzyli oraz wyjaśniłam powody moich czynów. Nie wiem, czy zrozumieją, ale ja dłużej tak nie mogę.
Schowałam list do kieszeni spodni, zmierzając do kuchni. Jedyne co słyszałam to ciągłe bicie mego serca. Teraz zdawało się niezwykle głośne.
Wyjęłam z szafki najostrzejszy nóż. Delikatnie przejechałam po nim palcem. Krew powili ściekła po ostrzu, kapiąc na podłogę. Pewnie jakby ktoś mnie teraz zobaczył, ujrzałby moją spokojna twarz.
Nie czułam strachu. Wiedziałam, że to jedyny sposób, aby znów Cię ujrzeć.
Mogłabym to zrobić tutaj, ale chciałam jeszcze usłyszeć dźwięki pianina. Musiałam udać się na strych. To właśnie tam rodzice przenieśli Twe pianino. I tak właśnie zrobiłam.
Znajdując się już tam, ujrzałam je. Skąpane w półmroku, pokryte kurzem. W niektórych miejscach poszarzałe. Zniszczone. Zapomniane.
Podobnie jak ja.
Usiadłam na stołku. Z kieszeni wyjęłam list i położyłam na pianinie. Obok niego zostawiłam nóż.
Zamknęłam oczy, kładąc ręce na klawisze. Wzięłam głęboki wdech. Zaczęłam grać. Lecz zamiast melodii, którą mi grywałeś. Słychać było jakąś pieśń zniekształconą. Otworzyłam ze strachem oczy. Spostrzegłam moje trzęsące się dłonie. Na twarzy poczułam coś wilgotnego. To coś spadło na moje dłonie. Łzy. Sądziłam, że moje dzieciństwo obdarto już z możności płakania.
Zsunęłam się z krzesła na podłogę. Oparłam się jedną ręką o siedzisko, a drugą zakryłam usta. Starałam się stłumić szloch.
Ja nie mogę grać! Dlaczego? Z trudem łapałam oddech. Czułam jakbym się dławiła. Dlaczego, odebrano mi jedyną rzecz, która mi o Nim przypominała? Chciałam choć ostatni raz ją usłyszeć.
Zamknęłam oczy. Czułam się okropnie. Taka samotna. Pusta.
Już chciałam się podnieść. Zakończyć ten koszmar.  Lecz coś mnie powstrzymało.
Usłyszałam tą melodię ... Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Powoli podniosłam głowę i ujrzałam tam Ciebie.
Twe dłonie unosiły się. Muskały klawisze z gracją. Siedziałeś wyprostowany, rozluźniony. Taki żywy.
Nagle odwróciłeś się. Myślałam, że będziesz zły. Ale ty tylko zrobiłeś coś innego.
- Zagraj ze mną - powiedziałeś z uśmiechem i oczami pełnymi zrozumienia. Wyciągnąłeś do mnie dłoń. Nie pospieszałeś.
Zrobiłeś to samo co zawsze. Podałeś mi dłoń, gdy skrycie obserwowałam Cię z tym samym uśmiechem.
Chwyciłam ją. Bałam się, że za chwilę znikniesz... że to tylko jakaś mara. Ale czułam twego ciała ciepło, gdy siadałam obok.
Spojrzałeś na mnie, nie przestając się uśmiechać. Wróciłeś do grania. Patrzyłam na ciebie. Trudno było mi uwierzyć w to co widzę. Lecz słysząc twą melodię, czułam jak moja dusza drga.
Położyłam dłonie na klawiszach. One nadal się trzęsły. Zdenerwowana cofnęłam je. Wiedziałam, że nie mogłam już grać. Spuściłam głowę. Znowu zdawało mi się jakbym się dusiła.
Po chwili poczułam jak kładziesz mi rękę na ramieniu. Podniosłam głowę. Te oczy pełne empatii.
- Kontynuuj swoją grę - rzekłeś.
Moje serce przepełniła dziwna iskra. Wyprostowałam się, biorąc głęboki wdech. Zwróciłeś się w stronę klawiszy i począłeś grać. A ja dołączyłam. Nasze dłonie z gracją muskały klawisze. Muzyka rozbrzmiewała po całym pokoju. Otaczała nas ze wszystkich stron.
Mimowolnie uśmiechnęłam się, zamykając oczy. Nie musiałam widzieć pianina. Melodię tą znałam na pamięć.
Czułam jakby grali całą wieczność. Tylko ty i ja.
Utwór dobiegł końca, a ja poczułam czyjeś dłonie na ramieniu. Zdezorientowana odwróciłam się gwałtownie. Ujrzałam rodziców. Matka patrzyła na mnie oczyma pełnymi łez z nieznacznym uśmiechem. Obok niej stał ojciec. Podobnie jak ona, obserwował mnie pełen szczęścia pomieszanego z... spokojem?
Kiedy oni się tu zjawili? Jak mogłam ich nie usłyszeć? I..?!
Natychmiast zwróciłam się w stronę pianina. Już Ciebie nie było. A razem z Tobą zniknął list oraz nóż.
Byłeś tu naprawdę. Przybyłeś  tu, aby znowu mnie ocalić. Ale tym razem przede mną samą.
Na mej twarzy zagościł uśmiech, a ostatnia samotna łza spadła na pianino.


- Dziękuję, bracie  

7 komentarzy:

  1. Rzadko kiedy skłaniam się ku czytaniu melancholijnych tekstów - w życiu mam dośc melancholii :/ Niemniej podoba mi się Twój styl. Bardzo przyjemnie się to czyta :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. smutaśne:( potrzebuję czegoś bardziej optymistycznego

    OdpowiedzUsuń
  3. Ileż muzyka może przekazać, ile wspomnień przypomnieć, ile uczuć wzbudzić...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy tekst. W takie listopadowe wieczory sięgam jednak po bardziej optymistyczne teksty.

    OdpowiedzUsuń