Translate

sobota, 29 lipca 2017

Gra: Bestseller

Gra Bestseller pochodzi z bloga Handlarz Iluzji. Jest to opowiadanie grupowe, pisane przez czytelników. 
Gra polega na tym, że jeśli chcesz napisać rozdział musisz dać komentarz pod obecnym rozdziałem. Lecz są pewne warunki:
 - trzeba znać poprzednie rozdziały
 - w grze biorą udział tylko zalogowane osoby
 - na napisanie ma się 72h od dania posta
 - główna postać musi przeżyć do końca opowiadania
Reszta informacji znajduje się TUTAJ , a poprzednie rozdziały TU.




Rozdział VII

Spałaś... a raczej leżałaś oparta o szybę autobusu z zamkniętymi oczami. Myślałaś, że monotonne kapanie kropel deszczu o dach pojazdu skutecznie cię uśpi. Jednak tak się nie stało.
Siedziałaś z tyłu autobusu, dotykając głową o lodowate szkło. W głowie przetwarzałaś ostatnie dni.
Od spotkania z niby normalnym i nieszkodliwym taksówkarzem. Ucieczką z jego chorego domu. Stacją benzynową, gdzie Kamil został zmuszony do zabicia tego popaprańca. A jakby tego jeszcze było mało ten jebany "taksówkarz" okazał się szefem jakieś szajki narkotykowej.
A teraz? Razem z Kamilem musicie przed nimi uciekać. Zastanawiasz się co takiego zrobiłaś, że los cię tak pokarał, przecież taką złą osobą przecież nie jesteś.
Raz, czy dwa ściągałaś na klasówce z fizyki albo historii. Przecież jedna, czy dwie pozytywne oceny nikogo nie zabiją?
Czasami też kłamałaś rodzicom w drobnych sprawach, lecz to robi przecież każdy.
Może i nie byłaś święta. Nie chodziłaś co tydzień do kościoła, nigdy nikogo nie skrzywdziłaś. Więc dlaczego?
Dlaczego cię to wszystko spotkało?
Nie potrafiłaś znaleźć powodu tego wszystkiego. W pewnym momencie przez twoją głowę przeszła pewna myśl.
A co jeśli to tylko pech. Wszystko za sprawą przypadku. Ten wypadek i spotkanie taksówkarza. Stacja benzynowa. Ta durna siekiera, którą ze sobą przytaszczył.
Westchnęłaś ciężko, otwierając oczy. Obraz przed tobą był lekko zamazany przez spływające krople. Widziałaś malujące się kontury drzew oraz kilku domów. Co jakiś czas obok przejeżdżał osobowy samochód.
Czułaś się jak jakaś idiotka. Nie miałaś żalu do nikogo. Nikt nie był winny tej sytuacji oprócz ciebie samej. Mogłaś sobie odpuścić ten jebany wypad z przyjaciółkami. A jednak coś cię podkusiło i wyszłaś z domu. Gdybyś wtedy została...
Ale nie to było dla ciebie najgorsze.
Tak naprawdę spać ci nie dawały trapiące wyrzuty sumienia. Plujesz sobie w brodę przez to, że w to wszystko wciągnęłaś Kamila.
Znaliście się od lat. Był twoim najlepszym przyjacielem, zawsze mogłaś na niego liczyć. Jak byłaś chora, przynosił ci lekcje. Gdy ktoś cię prześladował, on zaraz pojawiał się przy tobie. A ty jak mu się odwdzięczyłaś?
Przez ciebie musiał zabić człowieka, nie ważne, że w twojej obronie.
Przez ciebie musiał uciekać przed szaleńcami pragnącymi zemsty.
To przez ciebie będzie musiał do samego końca żyć ze świadomością, że pozbawił kogoś życia.
Tego nie mogłaś sobie wybaczyć. To przez to od paru dni prawie nie zmrużyłaś oka. Spokojnie otrzymałabyś tytuł najgorszej przyjaciółki na Ziemi. Nie! We wszechświecie.
Z ponurych rozmyślań wyrwał cię głos Kamila oraz jego ręka na twoim ramieniu.
- Hej, ______ wstawaj. Dojechaliśmy - rzekł spokojnie chłopak, lekko potrząsając twoim ramieniem.
Wzdrygnęłaś się. Tak mocno zagłębiłaś się w swoich myślach, że nawet nie zauważyłaś, kiedy dotarliście do miasta.
Za bardzo się nie rozglądałaś. Obawiałaś się, że ktoś mógłby was rozpoznać. Poprawiłaś kaptur ruszając za Kamilem. W tej chwili był jedyną osobą, której możesz zaufać. W głębi duszy cieszyłaś się, że nie jesteś w tym wszystkim sama. Przy tym chłopaku na swój sposób czułaś się bezpieczna.
Zaskoczyło cię i to nie raz, że potrafił w takiej sytuacji zachować spokój oraz jasność umysłu. Gdyby nie on dopadliby cię podwładni tamtego wariata.
To Kamil zorientował się, że na komisariacie jest coś nie tak.
Po tym co stało się na stacji benzynowej byłaś roztrzęsiona. Nie potrafiłaś sklecić jednego, krótkiego zdania bez jąkania. Wtedy pomógł ci Kamil. Wspierał cię w trakcie przesłuchania i, kiedy trzeba było opowiedzieć co stało się na stacji, zajął się tym.
Policjanci wysłuchali was i kazali poczekać na korytarzu. Siedziałaś z podkulonymi nogami na metalowym krześle. Już nie płakałaś. Czułaś się zmęczona tym wszystkim. Ale byłaś też wdzięczna, że to koniec. Marzyłaś, aby wrócić do domu.
Jednak nie było ci to dane.
Obok was przeszedł policjant oraz jakiś mężczyzna. Za bardzo się nimi nie interesowałaś. Myślami byłaś już u siebie w pokoju. Lecz nagle usłyszałaś głos Kamila.
- Nie ruszaj się - szepnął spokojnie. Zrobiłaś tak jak kazał. Ale poczułaś się nieswojo. Miałaś złe przeczucia. - Zdaje mi się, że ten facet ma taki sam tatuaż jak ten co cię porwał - dodał.  Jego słowa cię zastanowiły. O jaki tatuaż mu chodziło? Nie byłaś pewna czy ten "taksówkarz" jakiś miał. Ale z drugiej strony zbytnio mu się nie przyglądałaś. Może miał jakiś, a ty go zwyczajnie nie zauważyłaś? - Lepiej stąd chodźmy. To nie jest normalne.
Po tych słowach jakimś cudem udało wam się wyjść z komisariatu bez jakichkolwiek trudności.
Ale ktoś zauważył was na zewnątrz. Typek z tatuażem. Wsiedliście do pierwszego lepszego autobusu. Lecz nawet w środku słyszałaś jego groźby. Tamten facet krzyczał, że was zabije. Pomści swojego szefa.
Zasnęłaś wtedy zapłakana, wtulając się w Kamila.
Od tamtego czasu minęły trzy dni. Nawet nie wiesz ile kilometrów przejechaliście, ani gdzie jesteście. Nie zwracałaś uwagi na tablice informacyjne. Powierzyłaś wszystko Kamilowi, a on z tym sobie dobrze poradził.
Teraz razem z Kamilem siedzieliście w jakimś zapuszczonym motelu na przedmieściach. Opłaciliście pokój na piętrze na dwie noce.
Siedziałaś na łóżku, wpatrując się w telewizor. Była dziewiętnasta i leciały wiadomości. Lecz nie słuchałaś ich zbytnio. Zastanawiałaś się jak rozwiązać zaistniałą sytuację. Nie mogliście udać się na policję, bo nie mieliście pewności, że ci goście nie mają więcej wtyk. Prosić o pomoc znajomych albo rodzinę też nie było dobrym rozwiązaniem. Nie chcieliście, aby ktoś miał przez was kłopoty. Byliście w kropce. Żadne z was nie wiedziało jak z tego wybrnąć. Mogliście tylko uciekać.
Z zamyślenia wyrwał cię Kamil. W dłoni trzymał butelkę z wodą. Podziękowałaś za nią. Odkręciłaś nakrętkę i nagle zamarłaś. Butelka wypadła ci z ręki. Cała jej zawartość wylała się na dywan.
A ty wpatrywałaś się w wasze zdjęcia, pod którymi był napis "Poszukiwani przez Interpol".
Nie wiedziałaś co masz w tej chwili robić. Z minuty na minutę było gorzej. Nawet nie wiesz kiedy zaczęłaś płakać. Kamil od razu usiadł obok ciebie, obejmując cię ramionami. Łkałaś w jego koszulę.
- Nie martw się, _____. Obronię cię.
...
Twoja pamięć powoli wracała od kiedy opuściłaś szpital jakiś tydzień temu. Zdarzało cię się miewać przebłyski wspomnień. Lecz nadal nie pamiętałaś wszystkiego i najważniejszego - zbliżenia z Kamilem. Wiesz, że podczas ucieczki staliście się dla siebie kimś więcej. I, że się kochaliście. A potwierdzenie tego nadal leżało na twoim biurku. Nie wyrzuciłaś jeszcze pozytywnego testu ciążowego. Nadal trudno było ci to przyjąć do wiadomości. Ty matką?
Marzyłaś, aby kiedyś założyć rodzinę, ale, że teraz? Nie poradziłaś sobie jeszcze z traumą po tym co się stało. Nie byłaś pewna, czy dasz sobie radę. Plus był jednak taki, że Kamil po usłyszeniu tych wiadomości zadeklarował się pomóc. Obiecał, że nie zostawi cię z tym samej. Przynajmniej nie okazał się skończonym dupkiem. Ale nadal miałaś w głowie ten sen ze szpitala z Kamilem w roli głównej. Nie byłaś pewna, czy to wasze zbliżenie było dobrowolne. 
Masz mętlik w głowie. Z jednej strony Kamil to twój najlepszy przyjaciel, może nawet i coś więcej. A z drugiej ten sen. On na pewno nie pojawił się bez powodu. Albo zwariowałaś. Naprawdę niczego nie byłaś już pewna.
Nagle usłyszałaś burczenie. Dobiegało z twojego brzucha. Jeszcze nie jadłaś obiadu. Powoli zwlokłaś się z kanapy z zamiarem pójścia do kuchni. W lodówce miałaś rybę w panierce. Do tego do piekarnika włożyłaś ziemniaki. Gotowe prosto ze sklepu, wystarczyło tylko podgrzać.
Po jakiś piętnastu minutach, ponownie siedziałaś na kanapie zajadając obiad. W telewizji leciała reklama okularów. Jakaś kobita wpatrywała  się w tablicę z alfabetem, a mężczyzna wyglądający na lekarza mówił coś o nowych okularach.
Westchnęłaś ciężko. Nie ma co życie dało ci w kość i to porządnie. Spojrzałaś na karteczkę, leżącą na stole. Byłaś umówiona na sesję terapeutyczną z Kamilem. Przecież nie możesz prawie co noc budzić się z wrzaskiem i oglądać się paranoicznie na ulicy. Do tego jeszcze pierwsza wizyta u ginekologa.
Musiałaś wrócić do życia. Jak nie dla siebie to dla dziecka.
Twoje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Najpierw pomyślałaś, że to Kamil, ale on ma klucze do drzwi. Po twoim karku przeszedł dreszcz. A co jeśli to jakiś kolejny maniak? Wzięłaś głęboki wdech. Próbowałaś się uspokoić. Przecież nie możesz bać się zwykłego dzwonka do drzwi.
- Weź się opanuj ____ - powiedziałaś do siebie dla pokrzepienia.
Wstałaś z kanapy, udając się w stronę drzwi. Dla pewności wolałaś najpierw spojrzeć przez wizjer. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Nie mogłaś uwierzyć własnym oczom. Myślałaś, że to już koniec. Jednak los znowu sobie z ciebie pokpił. Za drzwiami stał ten sam gość z Interpolu, który zorganizował pułapkę. Spotkałaś go też po swoim wyjściu ze szpitala. To on zapewnił tobie i Kamilowi sesje u psychologia w ramach przeprosin za posłanie do szpitala. Ale to tu robił?
Jedynym sposobem, aby się dowiedzieć jest otwarcie drzwi, więc do dzieła.
Chwyciłaś za klamkę, uprzednio otwierając zamek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz