Translate

niedziela, 4 czerwca 2017

Mojmira - Prolog


Las. 
Sosny, jodły, dębi oraz inne drzewa pięły się w górę do słońca. Ognistej kuli, która zapewniła życie na ziemi.
W jej blasku wypoczywały dwa drozdy, wysoko na gałęzi świerku. Wiodły spokojne życie.  
Delikatna woń zawilców żółtych mieszała się z aromatem ziarnopłonu wiosennego, który roznosił się po leśnej gęstwinie. Kwiaty te tworzyły żółty dywan otulający ziemię.  
W tej kniei zdawać by się mogło panował niczym niezmącony spokój. Jednak tak było z pozoru.  
Cichą melodię lasu przerwał trzask łamanych gałęzi. Szybki kobiecy oddech. Młoda nastolatka biegnie przez las.  
Towarzyszy jej przerażenie. Strach przed tym potworem. Gonił ją, ponieważ wiedziała za wiele. Rozgryzła tajemnice, których rozwiązanie poznali nieliczni i przez nie zginęli. Taki los czeka też i ją, jeśli bestia dorwie swoją ofiarę.  
Dziewczyna biegła przed siebie. Nie interesowało ją gdzie, ale jak daleko. Wiedziała, że nie mogła się zatrzymać. Jedyne co słyszała to głośne bicie swojego serca. Czuła jak dziwny dreszcz przechodzi przez jej ciało. Włosy stają dęba. Wyczuwała, że jest blisko. Powoli, ale nieubłaganie się zbliżał. Nerwowo rozejrzała się na boki, nie przestając biec. Nigdzie nie widziała jego smukłej postury skrytej w cieniu drzew.  
Myślała tylko o jednym, aby dotrzeć do miasta. Do ludzi. Dobrze wiedziała, że nie zaatakuje jej w tłumie. Zwróciłby na siebie zbyt dużo uwagi, a On wolał, żeby ludzie mieli go za miejską legendę. Bajkę, którą opowiada się dzieciom jako przestrogę. Tego pragnął, aby jego istnienie było uważane za fikcję.  
A ta dziewczyna mogła wszystko zniszczyć. Jest pierwszą, która poznała jego sekrety. Połączyła fakty i odkryła sekrety, które nigdy miały nie ujrzeć światła dziennego.  
Ona mogła zniszczyć jego świat.  
Nastolatka przewróciła się o wystający korzeń.  
- Kurwa - powiedziała pod nosem,  patrząc za siebie. 
 Pusto. Nie było za nią żadnej żywej duszy. Jednak nadal czuła to przeczucie, które kazało jej uciekać jak najdalej. Natychmiast się podniosła, nie zważając na ból w kostce. Adrenalina wędrująca w jej żyłach była wystarczająco silna, aby stłumić jakiekolwiek boleści. W trakcie upadku kilka gałęzi zahaczyło o rękaw jej koszuli, rozrywając go.  
Ale teraz do nie było istotne. Małe zadrapanie oraz wiele innych jakich się dzisiaj nabawiła nie grały dużej roli. Liczyła się tylko ucieczka.  
Dlatego biegła dalej. Rękoma odgarniała gałęzie. Kilka z nich zahaczyło o jej policzek, pozostawiając na nim drobną ranę.  
Nagle poczuła ostry ból w skroniach. Coś jakby igły przebijały jej czaszkę, wdzierając się do środka. Powoli. Bardzo powoli.  
Było to tak silne uczucie, że przed jej oczami pojawiły się czarne plamy. Jej ciało opuszczały wszelkie siły. Musiała się zatrzymać, przystanąć. Chwyciła się za głowę. Ból tępił jej zmyśli. Nie pozwalał się skupić.  
Lecz w ostatnim czasie dowiedziała się pewnej rzeczy, która może złagodzić taki ból. Tylko inny ból równie silny, bądź nawet gorszy.  
Do pasa miała przypięty stary nóż myśliwski. Podręczny nóż, który dostała w prezencie od swojego dziadka. Odrestaurowana skórzana pochewka. Na drewnianej rękojeści widniał wyrzeźbiony profil wilka. Ostrze, błyszczące oraz zadbane. Według jej dziadka nóż mógł mieć nawet sto lat, ale ona w to zbytnio nie wierzyła.  
Zanim go dostała, wiele razy ćwiczyła z dziadkiem rzucanie nożami oraz walkę. A raczej proste i łatwe ruchy do zapamiętania, w razie jakiegokolwiek ataku.  
Ale nie miała zamiaru walczyć, nie z Tym. On był za potężny na taką rzecz.  
Trzęsącą się ręką wyjęła nóż, opierając się plecami o pobliskie drzewo. Przyłożyła ostrze do wierzchu dłoni, jednak zanim to zrobiła rzuciła okiem na las. Nic. Żadnego dźwięku. To źle wróżyło. Gdyby usłyszała najdrobniejszy dźwięk jakiegoś zwierzęcia. Świergot ptaków. Ale nic. Tylko cisza. Nie czuła się bezpiecznie. Wiedziała, że musi być gdzieś blisko. Ból nasilał się z minuty na minutę. Musiała działać szybko. Tak żeby najmniej bolało.  
Zamknęła oczy i wbiła ostrze w rękę. Przygryzła wargę. Krew powoli sączyła się z rany. Spłynęła po ostrzu, a potem spadła na trawę, barwiąc ją.  
Ból w oczach ustępował. Wolno, ale znikał. Otworzyła oczy, spoglądając na ranę. Jej serce nadal waliło, lecz oddech pomału się uspokajał.  
Chyba trochę przegięłam, pomyślała. Schowała nóż do pochwy, a rękę owinęła chusteczką.  
Wiedziała, że musi się uspokoić. Działania jakie prowadziła do tej pory donikąd jej nie prowadzą... chyba, że w ramiona kostuchy.  
Trzeba przeanalizować sytuację.  
Jego moc nie powaliła mnie tylko przyćmiła. To oznacza, że nie wie, gdzie dokładnie jestem i wysłał coś w stylu fali ogłuszającej. Bądź doskonale zna moje położenie, ale jest jeszcze daleko.  
Wolałabym pierwszą opcję. On może przemieszczać się na duże odległości w bardzo krótkim czasie. W końcu potrafi się teleportować.  
Muszę znaleźć kryjówkę. Przeczekać najgorsze.  
Jak pomyślała tak zrobiła. Nadal poruszając się przed siebie rozglądała się bardziej uważnie. Szukała jakieś jamy, szczeliny, miejsca, gdzie mogła się ukryć.  
Wiedziała, że gdzieś tutaj jest stary dom myśliwski, ale to nazbyt oczywista kryjówka. Jeśliby schroniła się tam, od razu mogła żegnać się z życiem. Na pewno On by ją sprawdził.  
Musiała znaleźć coś innego. Nie pozornego i niewidocznego.  
Przeszła się jeszcze kawałek. Gdy nagle straciła grunt pod nogami. Upadła w krzaki, łamiąc przy tym kilka gałęzi. Usłyszała szelest liści oraz trzepot skrzydeł. To były dwa spłoszone drozdy.  
Nastolatka wstała, podbierając się zranioną ręką. Natychmiast się skuliła, chwytając za dłoń. Przyszedł ją dojmujący ból. Spojrzała na ranę. Na chusteczce zaczęły pojawiać się małe czerwone plamy.  
Podniosła głowę, rozglądając się wokoło. Zorientowała się, że leży w jakiś gęstych krzakach z czarnymi jagodami. Kojarzyła je, lecz nie potrafiła przypomnieć sobie ich nazwy. Odwróciła się. Za nią znajdowało się coś w rodzaju nory albo jamy. Była na tyle głęboka, że schowałby się tam dorosły człowiek. Wejście do zagłębia zasłaniały krzaki.  
Doskonała kryjówka, pomyślała, wchodząc się do środka. 
Położyła się na zimnej ziemi. Próbowała uspokoić oddech.  
Muszę czekać. A przede wszystkim wyciszyć się. On mnie znajdzie, jeśli nie oczyszczę umysłu z wszelkich myśli. 
Wdech. Wydech. Wdech. Wydech.  
Skupiła się na oddechu. Serce powoli normowało swój rytm. Oddech cichł. Zamknęła oczy. Do jej uszu dobiegał tylko szelest liści.  
W obliczu niebezpieczeństwa udało się jej zachować spokój, a przynajmniej jego namiastkę.  
Nagle usłyszała trzask. Słaby, ale jednak. Gdzieś z prawej. Zbliżał się.  
Trzask. Ale tym razem bliżej.   
Wzdrygnęła się, lecz nadal siedziała spokojnie. Nie mogła dać ponieść się emocjom.  
Odgłosy łamanych gałęzi były coraz głośniejsze. W pewnym momencie znajdowały się tuż obok niej. Jej ciało odruchowo chciało uciekać, lecz przeciwstawiła się temu. Nawet jeśli w każdej chwili czarne jak smoła macki obejmą ją i rozerwą.  
Z trudem udawało jej się zachować czysty umysł.  
Ale tak się nie stało. Odgłosy powoli się oddalały, cichły. On szedł dalej. Nie zauważył jej.  
Udało się, pomyślała. Po jej policzkach samowolnie poleciały łzy. Z ulgi, że odszedł i ze szczęścia, że żyje.  
Nadal miała zamknięte oczy.  
Jednak chwila wytchnienia nie trwała długo. W kilka chwil potem, poczuła mocny ucisk wokół koski, a potem jakaś siła wyciągnęła ją z kryjówki...  
  
Jednak zanim poznacie dalszy ciąg tej historii musicie dowiedzieć jak doszło do tej sytuacji.  
Dlaczego? 
Bo w przeciwnym razie nie zrozumiecie dalszych wydarzeń. Będą one dla was nie jasne i będziecie mieli wrażenie, że czegoś brakuje.  
Dlatego cofniemy się o kilka dni do tyłu. Zanim Mojmira, bo tak miała na imię uciekinierka, spotkała Slenderman'a 

Do dnia kiedy wyglądała przez okno w sali anglistycznej, przyglądając się sylwetkom ludzi na ulicy....  

11 komentarzy:

  1. Muszę przyznać ,że wciągnęła mnie ta historia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zapraszam do dalszego czytania. Mam nadzieję, że kolejne części też ci się spodobają.

      Usuń
  2. Historia wciągająca, jestem ciekawa kontynuacji. Znalazłam trochę błędów stylistycznych. Przyjrzyj się tekstowi jeszcze raz, myślę, że je wyłapiesz ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, jak znajdę chwilkę to postaram się poprawić błędy.

      Usuń
  3. Bardzo fajnie piszesz, historia porywa do świata fikcji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie :) Ja bym Mojmirę od razu nazwała po imieniu. Bardziej wtedy przywiązujemy się do bohaterki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z pewnością jak przeczytasz jeszcze raz, to wyłapiesz błędy. A tak to bardzo dobrze, ciekawie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  6. Również znalazłam kilka błędów i literówek, ale czytało się naprawdę szybko. Opowieść porywa :) Powodzenia w dalszym tworzeniu!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawa historia i faktycznie wciągająca :) Powodzenia w dalszym pisaniu!

    OdpowiedzUsuń