Translate

niedziela, 31 grudnia 2017

Projekt M - Ujawnienie

Czas na ujawnienie Projektu M!

Edit: W związku z ogromem pracy i czasu jakie pochłania projektowanie gry premiera zostaje przesunięta na początek 2019 roku. Jeśli coś się zmieni zostaniecie o tym poinformowani. 

"Projekt M" to gra stworzona przeze mnie w programie RPG Maker VX Ace. Gra została zainspirowana IV rozdziałem "Mojmiry" (klik). Jednak gra będzie posiadała kilka zakończeń. Coś w stylu co by się stało gdyby...
Jest to dopiero wersja demo i na razie posiada jedno zakończenie. 
Jest jeszcze przede mną dużo pracy - tworzenie map, własnych grafik.... 
To drobne wprowadzenie, a teraz sama gra.


Jak pobrać grę?

1.U dołu strony znajdziecie link do dysku google, gdzie znajduje się plik gry. Musicie w niego kliknąć i pobrać.

   Uwaga!

 Może wyświetlić wam się komunikat, że plik może zawierać wirusy. Zignorujcie go. Plik nie zawiera wirusów. Testowałam go już na komputerze mojego ojca i wszystko działa. 
    
     2. Gdy już pobieranie się zakończy, musicie "rozpakować" aplikację za pomocą programu 7.zip. ( jest to program darmowy, więc jeśli ktoś go nie ma można go szybko pobrać)
Klikacie w plik o nazwie "Projekt M - demo", prawym przyciskiem myszki i szukacie 7-zip., potem wybieracie "wypakuj tutaj".
      3. Po wypakowaniu pliku pojawia się folder "Projekt M". Wchodzicie w niego i wybieracie aplikacje  'Game', ale tą która jest aplikacją. Dla ułatwienia ma obok czerwony znaczek smoka. 
I gotowe! Możecie grać!



Projekt M - demo ver.2


Premiera : początek 2019r.

Aktualizacje:
- posiada muzykę 
- poprawiono kilka błędów językowych

sobota, 30 grudnia 2017

Kółko przyjaźni 22.0

I o to kolejne kółko przyjaźni!
Dzisiaj trochę skromnie, ponieważ zajmowałam się Projektem M przez cały tydzień...
I jutro zostanie ujawniony! 
Wszystko poszło zgodnie z moją myślą, mimo kilku komplikacji, ale go skończyłam.


sobota, 23 grudnia 2017

Zuchwała złodziejka

Ten obrazek przedstawia przedstawia młodą złodziejkę. Dziewczyna miała się za najlepszą, więc postanowiła ukraść Serce Lasu. Prastary kamień, który użyźnia gleby i daje życie roślinom. Jego posiadacz zdobyła moc władzy nad naturą, lecz musi posiadać czyste serce. A jak widać złodziejka nie posiadała takowego i została przeklęta...
I to tyle na temat rysunku. 
A co do jutra. To jest wigilia i nie jestem pewna, czy tego dnia cokolwiek wstawię, ponieważ chcę spędzić ten dzień z rodziną. Trzeba też zająć się kilkoma rzeczami związanymi z kolacją wigilijną. Więc nie jestem pewna, czy jutro się coś pojawi. 
Oraz chciałam poinformować was, że od kilku dni zajęłam się pewnym długoterminowym projektem, który jak na razie pochłania większość mojego czasu wolnego i wątpię, abym skończyła go przed wakacjami. 
Myślę, że jak skończę go to pojawi się na blogu. Jeśli Projekt M - tak go będę nazywać - w ogóle mi wyjdzie. Miałam go dopiero rozpocząć w wakacje, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać i teraz zaczęłam nad nim pracę. 
Czasami przez Projekt M, może nie być posta w weekend, ale postaram się utrzymać regularność.
I to wszystko.

niedziela, 17 grudnia 2017

Bawię się wypalarką!

Na Mikołajki od rodziców dostałam wypalarkę do drewna. I wczoraj nadszedł czas, aby ją wypróbować. A jedyne drewno jakie miałam pod ręką to pudełko  z węglem rysunkowym. Nie bardzo wiem ile mi to zajęło, ale na pewno około dwóch godzin. 

sobota, 16 grudnia 2017

Redraw - Japońska Świątynia

Jak wskazuje tytuł w tym tygodniu zajmowałam się wieczorami nad odwzorowaniem starej pracy przedstawiającej świątynie. Niektórzy pewnie kojarzą tą pracę, ponieważ została pokazana w "Japonia-Yukatabira" . Postanowiłam sprawdzić jak bardzo poprawiły się moje zdolności od tamtego czasu. A powód dla którego ponownie narysowałam ten rysunek  jest to, że dostałam na Mikołajki od rodziców zestaw węgli do rysowania, więc postanowiłam go wypróbować. 
I tak o to powstał ten rysunek!
12.12.2017r

2015r.

niedziela, 10 grudnia 2017

Yandere Simulator: Inna niż wszyscy

Jest to opowiadanie jak wskazuje tytuł zainspirowane grą Yandere Simulator. Gra została stworzona przez YandereDev'a ( oficjalny blog, youtube).
Ta historia od pewnego czasu siedziała w mojej głowie i cieszę się, że wreszcie ją spisałam. 
...
Promienie słońca oświetlały opustoszałe szkolne korytarze. Zdawać by się mogło, że panuje tam niczym nie zakłócony spokój. Jednak zewsząd roznosiły się ciche głosy nauczycieli. W tej chwili odbywały się lekcje. Nauczyciele przekazywali uczniom wiedzę - z gorszym bądź lepszym skutkiem. Niektórzy uczniowie cicho szeptali między sobą, skupiali się na lekcji albo kilka zakochanych duszyczek przyglądało się drzewu wiśni za boiskiem.
Wiśnia miała zakwitnąć w piątek, który zbliżał się nieubłaganymi krokami. Uczniowie powinni być zadowoleni z tego powodu. W tej szkole dobrze znana była pewna legenda związana z tym drzewem. Według niej, jeśli dwoje zakochanych wyzna sobie miłość pod kwitnącą wiśnią, zostaną parą na zawsze. Jedni w to wierzyli i przychodzili tam, a drudzy uważali za zabobony. Jednak wszyscy uważali okres kwitnącej wiśni za bardzo piękny oraz romantyczny.
Lecz tym razem było inaczej. Szepty w klasach nie dotyczyły piątkowych planów, tylko tego co miało miejsce w ostatnich dniach.
W poniedziałek zaginęła dziewczyna o imieniu Kizana Sunobu. Licealistka o zgrabnej figurze oraz fioletowych lokowanych włosach. Była przewodniczącą klubu teatralnego. Osoby, które ją znały określiłyby ją jako osobę lubiącą towarzystwo oraz bardzo optymistyczną nastolatkę. Lecz taka była z pozoru. Prawda była skryta, a jednocześnie jawna. Wszyscy doskonale wiedzieli jaką naprawdę osobowość miała Kizana – arogancka, egoistyczna. Jednak nikt nie odważyłby się określić jej tym mianem głośno. Przemawiał przez nich strach, że dziewczyna mogłaby w jakiś sposób im zaszkodzić. W końcu Sunobu była popularna, więc bez najmniejszego wysiłku zniszczyłaby komuś życie.
Dlatego nikt nie potrafił zrozumieć dlaczego uciekła z domu. A przynajmniej tak podejrzewała policja.
Kolejną niecodzienną i bardziej dramatyczną rzeczą było samobójstwo licealistki Oki Ruto. Niewielu przyznałoby się do tego, że to co zrobiła Ruto ich nie zdziwiło. Prawie wszyscy poza klubem okultystycznym uważali dziewczynę za dziwną, czasami nawet mroczną. Często przesiadywała w swoim klubie i oprócz nich nikt nie tęsknił za dziewczyną. Była jak cień - niby jest, a jednak nikt nie zwraca na nią uwagi.
Większość uczniów szybko przyzwyczaiła się do nowej rutyny, jednak aura śmierci roztaczała się po szkole. I mimo, że niewielu by to przyznało to sam fakt śmierci był przerażający.
Najgorsze według uczniów nastąpiło w środę.
Rano, jeszcze przed rozpoczęciem lekcji uczniowie udali się do swoich klubów. Lecz zajęcia nie mogły się odbyć.
W klubie kulinarnym znaleziono ciało Amai Odayaki. Policja stwierdziła zatrucie. Ofiara bardzo cierpiała przez ostatnie kilka minut życia. Według domyśleń policji dziewczyna przygotowała poprzedniego dnia babeczki, jednak ktoś musiał niepostrzeżenie dodać do nich truciznę. Amai spróbowała wypieku i kilka minut potem, gdy szykowała się do wyjścia zaczęła kaszleć krwią. Następnie musiała upaść na ziemię, zrzucając przy tym przybory kuchenne. Odayaki zmarła, gdy czołgała się w stronę drzwi. Dochodzeniowcy podejrzewają, że nastolatka próbowała dostać się do drzwi, ponieważ ktoś za nimi stał - może nawet sam sprawca, lecz nie ma na to dowodów.
Kolejną tragedią tego dnia było morderstwo Osany Najimi.  Została odnaleziona martwa na dnie szkolnego basenu. Jej włosy zostały przywiązane do ciężarka, który następnie został wrzucony do wody. Według oględzin miejsca zbrodni, dziewczyna została ściągnięta z leżaka do wody. Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyła nawet zareagować. Nikt nie usłyszał jej stłumionego przez wodę krzyku. Wokół basenu znaleziono dużo odcisków butów, lecz nie można było znaleźć zabójcy - wszyscy tam chodzili. Policja postanowiła zbadać ciężarek, lecz chlor w basenie zmył ślady, jeśli w ogóle tam były.
Wtedy policja zaczęła podejrzewać, że pannę Odayaki i Najimi zabiła tam sama osoba, lecz są to tylko domysły.
Lecz aura śmierci utrzymywała się w szkole. Niektórzy uczniowie rozmawiali o tajemniczej serii morderstw z 1980 roku. Padały podejrzenia, że morderca z lat 80 powrócił. Jedni w to wierzyli, a inni mówili o nowym sprawcy, którym może być uczeń.
Jednak Ona nie znajdowała się w kręgu podejrzanych. Myśleli, że jest zbyt delikatna i wrażliwa. A Ona każdego dnia przywdziewała maskę. Nie posiadała żadnych emocji oprócz wielkiej miłości do swojego sempaia - Taro Yamady.
Ayano Aishi nigdy nie została przyłapana na żadnym morderstwie. Od Kuzany do Osany - nikt jej nie podejrzewał. Dla policji nie była w żaden sposób powiązana z zabójstwami.
Natomiast młoda przestępczyni planowała kolejną zbrodnię. Pragnęła ukarać swoją rywalkę za rozmowę z Jej sempaiem.
Widziała ich. Wtedy przed szkołą po lekcjach. Stali razem. Rozmawiali ze sobą. Uśmiech Taro miał być dla Niej! A nie dla Hikari! Jeszcze te śmiechy.
Jakby tylko Aishi ich zobaczyła, gniew w niej się gotował. Ledwo mogła się powstrzymać, widząc ich razem. Prawie zaatakowałaby Hikari na miejscu, lecz nie mogła zrobić tego przy sempaiu. Musiała czekać.  Być cierpliwą jak ostatnio. Nie dać się sprowokować.
Ta chwila była odpowiednia. Jej klasa miała teraz godzinę wolną. Wszyscy koledzy z klasy rozeszli się po szkole, aby jakoś spożytkować czas. Jedni poszli się uczyć do biblioteki albo jakieś pustej klasy. Ayano miała, więc alibi. Nikt nie mógłby jej udowodnić, że ona ją zabiła, jeśliby udało im się dość do takiego podejrzenia.
Dla bezpieczeństwa zostawiła swoją torbę w jednej z klas, a na biurku rozłożyła książki. Wszystko wyglądało tak jakby wyszła tylko na chwilę.
Nikt nie zauważyłby nic dziwnego, dlatego Ayano mogła bezpiecznie wykonać swoją misję. Wszystko było już przygotowane. Perfekcyjnie dopracowane. Miała już na rękach rękawiczki, a ofiara czekała na miejscu.
Wcześniej jeszcze przed lekcjami Aishi włożyła do szafki na buty kopertę. A w środku znajdowało się ręcznie napisane zaproszenie. Hikari Kokoro została poproszona o spotkanie na dachu szkoły podczas jej wolnej godziny lekcyjnej. Ayano podpisała się jako Taro Yamada. Chciała mieć pewność, że Kokoro się pojawi.
Yandere stanęła przed drzwiami na dach. Zerknęła jeszcze za siebie tak dla pewności. Nie mogła pozwolić, aby w takiej chwili ktoś ją zobaczył. Na szczęście dla niej nikogo tam nie było.
Nastolatka wzięła głęboki wdech. Chwyciła klamkę i powoli otworzyła drzwi. Starała  się, aby nie wydały żadnego dźwięku. Hikari nie mogła jej usłyszeć. Ayano weszła na dach, ostrożnie zamykając drzwi. Rozejrzała się. Nikogo na pierwszy rzut oka nie było.
Jednak Aishi doskonale wiedziała, gdzie czeka jej ofiara. Była obok północnego wejścia na dach za budynkiem obok wentylatora.
Nie pomyliła się. Kokoro stała oparta o barierkę, obserwując horyzont. Nastolatka była całkowicie rozluźniona. Lekki wiatr rozwiewał jej kasztanowe krótkie włosy. Zgarnęła kilka pofarbowanych na zielono kosmyków za ucho.
Ayano powoli podeszła do niczego nieświadomej uczennicy. Kolejne wydarzenia działy się bardzo szybko. Aishi chwyciła swoją ofiarę za kostki. Błyskawicznie uniosła jej nogi do góry. Hikari zdezorientowana niebezpiecznie wychyliła się za barierkę. Kokoro instynktownie zacisnęła jedną dłoń na barierce. W następnej sekundzie wisiała na poręczy. Serce strasznie jej biło. A całe ciało przeszedł dreszcz, gdy przez przypadek zerknęła w dół. Miała wrażenie, że wszystko zwalnia. Spojrzała w górę. Przeraziło ją to co zobaczyła.
- Ayano - wyksztusiła słabo Kokoro.
Aishi wpatrywała się w nią z kamienną twarzą. Niby Hikari dobrze znała tą twarz, lecz teraz ją przeraziła, a w szczególności ten morderczy wzrok.
Czuła, że powoli się ześlizguje. Spróbowała jeszcze chwycić się drugą ręką, ale jej się to nie udało. Powoli jej uścisk słabł. Ponownie zerknęła w stronę swojej oprawczyni. Wyciągnęła w jej kierunku rękę, jakby miała nadzieję, że jednak jej pomoże.
A potem przez łzy powiedziała jedno zdanie. I spadła. Po chwili do uszu Aishi dobiegł dźwięk upadku. Chciała się wychylić, lecz się powstrzymała. Spojrzała na pozostawione przy barierce buty, które udało jej się zdjąć, zanim wypchnęła Hikari. Uczennica wyjęła z kieszeni list. Położyła go przy budach i skierowała się w stronę zejścia z dachu. Za kilka chwil ktoś się tutaj pojawi w poszukiwaniu listu "samobójczego" Kokoro.
Aishi zmierzała w stronę swojej klasy. Po drodze pozbyła się rękawiczek. Teraz musiała tylko dostać się do pomieszczenia, zanim jakiś uczeń zacznie biegać po szkole, rozgłaszając o śmierci Hikari Kokoro. Ayano wiedziała, że w żaden sposób nie będą mogli powiązać jej ze zbrodnią. Pozbyła się kartki z zaproszeniem na dach, gdy miały wf. Postarała się, aby jako ostatnia wyjść z szatni i wyjęła kartkę z torby koleżanki. Na kolejnej przerwie po prostu ją spaliła.
Mimo wszystko czuła dziwny ucisk w żołądku. Nie był to strach. Miała żelazne alibi. Nikt nie mógł udowodnić, że to było morderstwo. A jednak… Aishi ciężko się oddychało. Jakby ktoś położył jej coś ciężkiego na płucach. Nie potrafiła nazwać tego uczucia. Wcześniej po morderstwach czuła satysfakcję. Była szczęśliwa, że sempai jest bezpieczny. Ale teraz…
To było dla niej nowe i nie wiedziała jak ma się zachować.
Może to przez jej słowa? Pomyślała Ayano. Może przez to, że ją znałam?
Prawda była taka, że Hikari była pierwszą ofiara, którą Yandere znała osobiście. I ktoś obcy oceniłby ich relacje jako bliskie. Lecz sama Ayano nie darzyła Kokoro żadnymi uczuciami. Tylko Hikari miała je za przyjaciółki. Lecz ona była inna niż wszyscy.
Ayano mimowolnie przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie.
Było to jeszcze w podstawówce. Gdy młoda Aishi jeszcze nie nauczyła się udawać emocji.
Wczesna wiosna w podstawówce Kaishi. Trwała przerwa obiadowa. Wszystkie dzieci znajdowały się na placu zabaw. Kilka bawiło się na zjeżdżalni, niektórzy chłopacy grali w piłkę. A nauczycielki rozmawiały ze sobą, nie zwracając zbytniej uwagi na dzieci.
Nie zauważyły też jak grupka sześciolatków stoi na uboczu placu. Zbili się oni w okrąg wokół jednej z dziewczynek z czerwonymi wstążkami. Kucała skulona na ziemi, gdy inne dzieciaki ją kopały. Jeden z większych chłopców pociągnął ją za włosy, niszcząc wstążkę. Jeszcze inny chwycił za plecak i ściągnął go z małej dziewczynki, wywracając ją przy tym. Robili to, bo była inna. Nie okazywała żadnych emocji. Nie śmiała się, nie uśmiechała się, nawet nie płakała. Była pusta w środku.
Gdy ją bili siedziała tylko na ziemi, aby poważnie jej nie zranili. Czekała tylko, aż to się skończy. Nie czuła gniewu. Nie chciało jej się płakać. Nie rozumiała tego co się dzieje. Dlaczego jej to robią.
Po prostu czekała. I nagle wszystko się skończyło. Mała Ayano podniosła głowę. Ujrzała nad sobą nową uczennicę, która przeniosła się zaledwie kilka dni temu. Hikari Kokoro stała przed nią plecami z rozłożonymi rękoma.
- Macie ją zostawić! - krzyknęła z całych sił Hikari. - Nie wolni tak robić!
- A co nam zrobisz? - zapytał jeden  z chłopców, trzymając tornister Aishi.
- Naskarżysz nauczycielce? - rzekł kolejny chłopiec. Kokoro zacisnęła małe rączki w piąstki. - Będziesz skarżypytą! - dodał, a potem wskazał na Ayano, która przyglądała się pustym wzrokiem tej sytuacji. - A ona dziwaczką!
- Tak! Dziwaczka! - powiedział głośno chłopiec z tornistrem Ayano. A po chwili rzucił nim w dziewczynkę.
- Ej! - krzyknęła Hikari, zanim ruszyła na chłopaka.
A potem? Potem pojawiła się nauczycielka zwabiona krzykami dzieci. Kilka, a w szczególności dwójka dziewczynek miała spore siniaki. Lecz żadne dziecko nic nie powiedziało. Wszystkie dzieci zostały ukarane , odebraniem deseru po obiedzie.
Od tamtego dnia Hikari spędzała każdą przerwę z Ayano. Była jej jedyną towarzyszką. Nawet jeśli tylko leżały na trawie i w ciszy oglądały chmury.
Aishi nie rozumiała, dlaczego Hikari nie traktuje jej tak jak inni. Tylko akceptuje jej inność. Potrafiła nawet zainteresować małą Ayano.
- Ta chmura wygląda jak kotek - powiedziała pewnego razu Hikari. Aishi odwróciła się w stronę koleżanki.
- Dlaczego? - spytała dziewczynka. Ona widziała tylko bezkształtną, białą masę na niebie.
- No patrz! - Hikari pokazała rączka na niego, podnosząc się. - Ma takie duże uszy - powiedziała, używając rąk jako dużych uszu. - Ma jeszcze takie wąsy - Ułożyła z dłoni konie wąsy.
- Co ty robisz? - zapytała Ayano.
- Pokazuję ci dlaczego ta chmura przypomina kotka - zaśmiała się Kokoro.
Aishi lekko przekrzywiła głowę, przyglądając się Hikari. Nie rozumiała tego co robiła ta dziewczynka, ale to było lepsze niż kopanie.
Można powiedzieć, że tak zaczęło się coś co Hikari nazywała przyjaźnią. W kolejnych dniach Hikari codziennie chodziła z Aya-chan, jak pieszczotliwie nazywała Aishi, do szkoły i ze szkoły. Często ze sobą rozmawiały i to dzięki Kokoro, Ayano nauczyła się udawać emocje. Lecz tylko Hikari potrafiła dostrzec, że to tylko fałsz. Przy niej nie działał nawet najpiękniejszy uśmiech Yandere.
- Nie boli cię buzia od ciągłego uśmiechania? - zapytała Kokoro, przyglądając się Ayano. Obydwie siedziały w bibliotece szkolnej. Miały wtedy po trzynaście lat.
Na te słowa uśmiech Aishi momentalnie znikł. Przyłożyła jedną rękę do policzka i zaczęła go masować.
- Może trochę - rzekła krótko. Kokoro w odpowiedzi tylko się roześmiała.
Te siedem lat spowodowało, że w pewnym stopniu Ayano przyzwyczaiła się do towarzystwa Hikari. Nawet po mimo upływu tylu lat traktowała ją tak samo jak były dziećmi. Akceptowała ją w pełni i pozwalała udawać.
W końcu Kokoro po części rozumiała Aishi. Sama też nie uważała się za do końca normalną. Hikari lubowała się w epoce wiktoriańskiej i czasami przychodziła ubrana w długą, prosą spódnicę z ciemną koszulą z bufiastymi rękawami. Na szczęście ich szkoła jako jedna z nie licznych nie wymagała mundurków. Jej dziwmy styl ubierania często był nieakceptowany. Dlatego po części rozumiała, dlaczego Ayano udaje emocje. Wolała unikać kłopotliwych sytuacji.
Jedynie w towarzystwie swojej "przyjaciółki" Aishi mogła przestać udawać. Czuła się swobodnie jak przy nikim innym.
Nawet jak trafiły do tego samego liceum dalej się "przyjaźniły". Ayano wiele razy zapraszała Kokoro do domu. Hikari znała rodziców Aishi, a Ryobia - matka Ayano - bardzo ją polubiła. Widziała nawet ołtarzyk dla Taro Yamady.
- Musisz naprawdę go lubić? - rzekła Kokoro, przyglądając się zdjęciu Yamady. Ayano nie odezwała się, tylko nieśmiało spojrzała w stronę towarzyszki. Nastolatka napotkała jej zarumienioną twarzyczkę. Natychmiast się odwróciła, lecz dodała. - To dobrze
- Myślisz, że mam u niego szansę? - zapytała nieśmiało Aishi. Gdy pierwszy raz spotkała sempaia obudziły się w niej emocje. Poczuła radość. Było to niesamowite przeżycie. Chciała czuć to ponownie, dlatego go śledziła. Ayano mogła też przyznać, że czuła jakieś przywiązanie do Hikari i była pewna, że w niektórych sprawach może jej ufać  w stu procentach.
- T-tak, dlaczego nie? - powiedziała Kokoro, podchodząc do biurka. - Wiesz, zawsze będziesz miała we mnie oparcie - dodała dalej nie patrząc na Ayano. - W końcu jesteśmy przyjaciółkami.
Ayano zamknęła za sobą drzwi do klasy. Czuła się przytłoczona wspomnieniami. Cały czas powtarzała w myślach, że to tylko przyzwyczajenie. Ona nie mogła nic poczuć zanim poznała sempaia. Jednak ostatnie słowa Kokoro były silniejsze. Echem odbijały się w jej głowie. Nie dawały jej spokoju. Lecz musiała je uciszyć.
Usiadła w swojej ławce. Spojrzała na podręczniki. Przerzuciła kilka stronic i coś nie pozwalało jej się skupić. Udawać, że wszystko w porządku. Wzięła głęboki wdech, prostując się na krześle. Katem oka dostrzegła migające światełko przy telefonie. Oznaczało, że miała nieprzeczytaną wiadomość. Zdziwiło ją to, ponieważ teraz nikt nie powinien do niej pisać. Sięgnęła po telefon. Odblokowała go. A jej serce na moment zamarło.
Wiadomość od: Hikari Kokoro
Wysłana półgodziny temu.
Chwilę przed naszym spotkaniem, pomyślała Ayano.
Cześć Aya-chan!
Wiem, że jesteś na mnie zła. Ale chciałam wyjaśnić to, co się stało. Proszę, przeczytaj to do końca, skoro nie chcesz ze mną rozmawiać. Mam nadzieję, że to zrobisz, ponieważ bardzo zależy mi na naszej przyjaźni.
Wiem, że widziałaś mnie  i Taro przed szkołą, i to dlatego jesteś zła. Zdaję sobie sprawę jak to mogło wyglądać. Ale ja rozmawiałam z nim tylko o książce, którą znalazłam przy fontannie, "Po deszczu przy księżycu" Akinari Uedy. Pamiętam, że sama bardzo lubisz tą książkę. Okazało się, że należy właśnie do Yamady-sempai'a. Rozmawiałam z nim o tej książce i troszeczkę o tobie. Powiedziałam, że to ty znalazłaś jego książkę i możesz mu ją oddać dzisiaj po szkole przy bramie. Będzie na ciebie czekał. Książka jest w mojej szafce na buty.  
I nie musisz się martwić. Taro-sempai mi się nie podoba.
Jeśli masz ochotę to chciałabym się z tobą spotkać, jest coś co chciałabym ci powiedzieć. Odzwoń jak tylko będziesz mogła.   
Twoja przyjaciółka Hikari
Ayano czuła się jakby ktoś wylał na nią wiadro zimnej wody. Ona się pomyliła. Zabiła niewinną osobę. Lecz nie to przytłaczało Aishi. Okazało się, że zabiła jedyną osobę, która naprawdę ją rozumiała i była jej lojalna do samego końca.
Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Podniosła głowię, a w progu zobaczyła zdyszanego Budo - członka klubu karate, do którego sama dołączyła. Był zdyszany. Opierał się o framugę drzwi. Spojrzał na Ayano z smutkiem w oczach.
- Aishi, stało się coś strasznego - zaczął chłopak, podchodząc do nastolatki. - Kokoro ona… - mówił dalej, dotykając ramienia dziewczyny. - Ona popełniła samobójstwo - rzekł ponuro, patrząc dziewczynie prosto w oczy. Ayano zauważyła jak Budo zbliżył swoją rękę do twarzy nastolatki. Dotknął dłonią jej policzka. - Nie wiem jak się teraz czujesz, ale możesz płakać. Jestem tu - dokończył chłopak.
Dziewczyna na początku nie rozumiała jego słów. Miała wrażenie, że docierają do niej zza jakieś ściany. Dopiero po chwili zorientowała się, że rzeczywiście płacze. Tylko dlaczego? 
Nie zauważyła nawet, kiedy Budo ją objął, a ona zaczęła płakać. A jedyną rzeczą o czym mogła myśleć to ostatnie słowa jej przyjaciółki.
Zapłakana twarz przez którą przecierał się słaby uśmiech. A oczy Kokoro nie pokazywały gniewu, smutku, czy żalu. Nie było w nich nawet strachu. Było coś zupełnie innego. Coś czego Ayano nie spodziewała się ujrzeć. I do tego jeszcze jej słowa. Dwa słowa, które nie chciały wyjść z głowy Aishi.
Kocham cię
A potem spadła.
Jej głos ucichł.
Jej serce przestało bić.

Dlaczego tego nie zauważyłam? Dlaczego nie spostrzegłam, że ona coś do mnie czuje? Pomyślała Ayano, wtulając się w chłopaka. Pozwoliła sobie, aby cała jej maska opadła. Pozwoliła płynąć uczuciom jakie ją ogarnęły.
Dopiero teraz mogła dostrzec te drobne gesty Hikari. Jak starała się zwrócić na siebie uwagę. Ilość czasu jakie ze sobą spędzały. To Hikari częstowała Ayano swoim śniadaniem, gdy ta swojego zapomniała. Zrozumiała, że ta wiele razy badała jej reakcje. W bibliotece kilka razy musnęła palcami jej ręki, a ona tego nie dostrzegła. Nie zauważyła smutku w głosie Kokoro, gdy ta zobaczyła jej ołtarzyk. Nie widziała wcześniej tego zawiedzenia w jej głosie, gdy rozmawiały o Yamadzie. Nie widziała jak nastolatka specjalnie unika tego tematu. Jak zmusza się do uśmiechu w takich chwilach, a mimo wszystko wspierała ją w tym zauroczeniu.
Tak, Ayano dopiero teraz mogła zrozumieć, że była ZAUROCZONA Taro, a nie kochała go. Dopiero po tym wszystkim zrozumiała, że jej życie zmieniło się, gdy poznała JĄ, a nie Taro.
To dzięki niej nauczyła się uczuć, a przy nim tylko je bardziej uzewnętrzniała. Chciała go kochać. Wmówiła sobie, że go kocha. Ale wreszcie przyznała przed samą sobą, ze to kłamstwo. Nałożyła na siebie maskę i sama się przy tym zgubiła. Dała się złapać we własna iluzję.
Nie dostrzegła prawdy, dopóki nie było za późno. Względem Hikari nie czuła przywiązania i to już od dawna. Lecz dopiero teraz zrozumiała, że to dziwne uczucie, ten ucisk w żołądku to smutek i żal. Tak głęboki i dojmujący. Było też poczucie winy.
Zorientowała się, że to nie była przyjaźń. Dzieliła z Hikari coś więcej tylko, że była ślepa.
Był piątek. Ayano stała pod kwitnącą wiśnią. Opierała się o drzewo, tak aby nie było jej widać ze strony boiska. Zrobiła to specjalnie, aby jej miłość jej nie spostrzegła. W dłoniach miała list. Spisała tam wszystkie swoje uczucia. Chciała to zrobić. Była tego pewna. Chciała wreszcie być szczęśliwa. Chciała zapełnić tą pustkę. Naprawić swój błąd.
Po kilku minutach czekania usłyszała znajome kroki. Dalej siedziała w ciszy czekając, aż jej obiekt westchnień oprze się o drzewo. Im była bliżej tej chwili, czuła dziwny niepokój. W jej głowie pojawiły się irracjonalne pytania. Jednak szybko się ich pozbyła. Wzięła głęboki wdech, wstając.
Wyszła za drzewa. Podniosła wzrok, aby napotkać ten znajomy błękit oczu, w którym się zakochała. Widziała też to wyczekujące spojrzenie. Spostrzegła zarumienione policzki oraz nieśmiały wyraz twarzy.
Wyciągnęła przed siebie dłonie z listem. Lekko jej się trzęsły. Ale nie cofnęła się, musiała to zrobić. Nie mogła się wycofać po tym wszystkim.
Jej miłość wyciągnęła dłonie i chwyciła ręce Ayano. Zbliżyła się do niej.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę - rzekła Hikari z uśmiechem. Przybliżyła się jeszcze bardziej do Aishi, dotknęła swoim czołem jej czoła. Ayano też się uśmiechała. - Kocham cię - szepnęła nastolatka, łącząc ich usta w delikatnym pocałunku.
Ayano była szczęśliwa. Mogła być ze swoją ukochaną.
Zawdzięczała to wszystko pewnej umiejętności, którą nie wiadomo skąd nabyła. Nie rozumiała tego, ale widocznie to było jej przeznaczone. Możliwość resetu. Mogła zresetować każdy nieudany dzień. Każdy dzień, gdy złapali ją na morderstwie. Każdy gdy ktoś ją złapał. To dzięki tej umiejętności znała dokładny rozkład dnia swoich ofiar. Lecz ten tydzień był inny od reszty.
Po tym jak Ayano uświadomiła  sobie swoje uczucia, użyła tej umiejętności. Cofnęła cały tydzień. Cofnęła wszystkie morderstwa. Znowu mogła cieszyć się z towarzystwa Hikari. Oglądać jej uśmiech i słyszeć jej głos. Mogła z nią być. Poukładać wszystko i zaplanować ten dzień.
Odwzajemniła pocałunek, a potem spojrzała w oczy swojej ukochanej.
- Teraz będziemy razem na zawsze - rzekła Ayano.    

sobota, 9 grudnia 2017

Kółko przyjaźni 21.0

Powraca kółko przyjaźni! (klik)


Teraz swoje postacie zrobiłam na tablecie i różnica między poprzednimi jest ogromna!
Naprawdę dobrze pracuje mi się na tablecie oraz dużo uczę się przy każdym rysunku.
Lecz ciężko znaleźć na to czas, a teraz mam go jeszcze trochę mniej. Pomagam ojcu w pewnym projekcie i projektuje dla niego kilka grafik. Na razie jest to jakby moim priorytetem. Może uda się go skończyć przed świętami, bo mam dość ambitne plany na przerwę świąteczną. 
Chciałabym zrealizować mój zamysł przed końcem roku, ale na razie nie zdradzę co to jest. Chcę, żeby to była niespodzianka.

niedziela, 3 grudnia 2017

Dostrzegłeś ten mur


Powiedziałeś: spróbuj
A ja milczałam.
Myślałam, że mnie nie  rozumiesz
Mówisz o czymś czego sam do końca nie pojmujesz
Lecz w głębi duszy
Wiedziałam, że twoje słowa są prawdziwe
Kubeł zimnej wręcz lodowej wody na mnie wysłałeś
A ja dalej milczę
Mówisz mądrze o zaufaniu,
Że jestem zbyt  nieufna.
I najgorsze jest to, że masz rację
A ja czuję się jakbym miała wylać morze łez
Bo wiem, że mówisz prawdę
Bo jako pierwszy dostrzegłeś ten mur
Ścianę, którą dawno temu stworzyłam
Aby ochronić się przed wrogiem
Wtedy pomogła,
Lecz teraz przeszkadza,
A ja cały czas wierzyłam, że tak jest lepiej
Mimo, że w głębi serca prawdę znałam.
Teraz skuwają mnie okowy przeszłości
Tego bólu i samotności
A otacza mur, który miał odgrodzić od zła
Wtedy to pomogło
Lecz dziś mi wadzi
A ja nie mogę go przebić
Myślałam, że tak będzie lepiej
Jeśli zostanę tam
Będzie łatwiej
Lecz to tylko kłamstwa
Mówię, że kiedyś się zmieni
Jednak oboje wiemy, że to może nigdy nie nastąpić.

Już dawno w sercu nadzieję porzuciłam,
Już dawno zapomniałam blasku słońca
I śmiechu ludzi bliskich
Ale dzisiaj coś się zmieniło.

Bo powiedziałeś coś, czego nikt inny nie potrafił
I mimo, że przez ciebie miałam ochotę płakać
To dziękuję
Bo mur zaczął kruszeć i widzę słaby snop światła

I pierwszy raz od dawna chcę chociaż spróbować

sobota, 2 grudnia 2017

Let me fly away

Już na szczęście jestem zdrowa i w poniedziałek wracam do szkoły. Dwa tygodnie bycia chorą, prowadzi do niemałych zaległości w szkole. Czeka mnie kilka sprawdzianów i zaliczeń do nadrobienia, ale przed świętami powinnam skończyć. 
A tutaj rysunek w całości wykonany markerami. 





niedziela, 26 listopada 2017

Mojmira - Rozdział IV



Spis Treści
Rozdział IV (obecnie czytany)
Rozdział V




Dzień ??? Godzina ???
Na nocnym niebie było zaledwie parę chmurek, jednak nawet one nie zdołały przyćmić blasku gwiazd. Dzisiejszej nocy świeciły niezwykle jasno. Oświetlały konary drzew oraz śpiącą twarz pewnej osóbki. Nastolatka leżała w wysokiej trawie, przy wystającym korzeniu. Powoli odzyskiwała przytomność. Zmarszczyła oczy, powoli się podnosząc. W pierwszej chwili nie potrafiła pozbierać myśli. Czuła  pulsujący ból głowy. Mojmira rozmasowała swoje skronie, uśmierzając trochę dziwna migrenę.. Nie wiedziała gdzie jest i jak się tu znalazła. Dłuższą chwile zajęło jej uświadomienie sobie, gdzie się znajduje. Najgorsze w tym wszystkim było to, że dziewczyna nie mogła przypomnieć jak tu trafiła. Ostatnie co pamiętała to kłótnię z Mary.
Zamknęła oczy odpędzając to wspomnienie.
To nie czas na takie rzeczy, pomyślała odganiając przykre myśli. Westchnęła ciężko. Zebrała w sobie wszystkie siły, podnosząc się z ziemi. Oparła się placami o drzewo, masując skronie. Podczas wstawania przed oczami stanęły jej mroczki. Po chwili wszystko wróciło do normy, mogła już widzieć normalnie.
Rozejrzała się wokoło, jednak jej uwagę przykuł szelest papieru z jej kieszeni.
Zdziwiło ją, to nie przypominała sobie, aby chowała coś. Lecz w tej chwili niczego nie mogła być pewna. Włożyła rękę  do kieszeni, wyjmując po chwili pożółkłą kartę papieru. Rozwinęła ją.
"Don't look... or it takes you" - głosił krzywy napis.
Mojmira zbladła. Wiedziała co oznacza ta karta. To jego gra, a celem jest osiem kartek. Nastolatka czuła dreszcz. Znowu to dziwne uczucie strachu, pomieszanego z ekscytacją. Lecz co się stanie jak zdobędzie wszystkie kartki? Tego nie mogła być pewna.
Nagle usłyszała szelest liści. Gwałtownie odwróciła się w tamtą stronę.  Zobaczyła wysokiego, mężczyznę odzianego w ciemna kurtkę. Nie mogła przyjrzeć się twarzy, ponieważ przysłaniała ją biała maska. Stał oparty o drzewo. W ogóle nie zwracał uwagi na zaskoczona dziewczynę. Obracał tylko w palcach nóż.
Nastolatka zrobiła kilka kroków w jego stronę. Zdawało jej się, że śni. Chłopak nie reagował, gdy znajdowała się od niego zaledwie kilka metrów. Przypatrywała mu się i doskonale zdawała sobie sprawę kto to jest.
- Tim - powiedziała mimowolnie. Prawie szeptem. Jednak wiatr powiódł jej głos.
Mężczyzna przerwał swoją "zabawę"  z nożem. Schował go do pokrowca przy pasie. Wyprostował się i spojrzał na młodą kobietę.
- Gratuluję dedukcji - rzekł z nuta dumy w głosie. - Aż trudno uwierzyć, że nikt przed tobą nie potrafił połączyć faktów. I po prostu sprawdzić naszego domu. Naprawdę masz niesamowite szczęście - rzekł klaszcząc  w dłonie.
- Masz rację bracie, a w szczególności, ze to był pierwszy raz od lat kiedy chybiłem. - Nastolatka usłyszała za sobą drugi głos.
Zdawała sobie sprawę do kogo należy. Dopiero teraz docierało do niej , że to dzieje się naprawdę. Oni tu są. Mogą zrobić jej krzywdę, a nawet… Bała się o tym myśleć. Po jej ciele przebiegł dreszcz.
- Nie musisz się nas bać - rzekł spokojnie Brain. - Przynajmniej na razie - dodał ostrzej.
- Zagramy w pewną grę - powiedział Masky, podchodząc do nastolatki. Natomiast ta bacznie obserwowała go i jego brata, który stał teraz naprzeciw niej. - Myślę, że już wiesz jaką - Me spojrzała na kartkę, którą trzymała. Dokładnie wiedziała o co chodzi. Czuła się naprawdę dziwnie. Bała się jak to może się skończyć, ale ta adrenalina. Krążyła ona w jej żyłach, nie dając się uspokoić. - Tylko trochę zmienimy zasady.
- Po pierwsze. Nie uciekniesz - rzekł chłodno Hoodie. - W końcu gra musi się jakoś skończyć. Albo pierwsza znajdziesz kartki albo my cię dopadniemy.
- Po drugie. Nie wolno ci nas atakować - dodał Masky. - Jak cię znajdziemy możesz tylko się ukryć. To trochę jak gra w chowanego. Ty się chowasz, my szukamy.
- I po trzecie. Jeśli nas zaatakujesz będziesz musiała za to zapłacić - dokończył Hoodie, podchodząc do dziewczyny. Kątem oka Moja spostrzegła, że trzyma on rękę na kaburze. Gotów strzelić w każdej chwili. - Zrozumiałaś?
Dziewczyna w odpowiedzi tylko ledwo pokiwała głową. Nie była w stanie się odezwać. Aura tych dwóch przytłaczała ją. Nie mogła się nawet ruszyć. Po prostu napawali ją strachem, lecz gdzieś w głębi. Czuła się dziwnie dumna z swojego odkrycia. Miała rację. Dokonała czegoś, czego nikt wcześniej nie zrobił. Jednak jak wielką cenę będzie musiała teraz zapłacić? Tego się obawiała, ale niczego nie żałowała.
Było za to kolejne pytanie, na które chciała poznać odpowiedź.
Dlaczego?
Dlaczego to robią?
Czemu po prostu mnie nie zabiją?
Po co ta cała gra?
Pytania echem odbijały się w jej głowie. Nie potrafiła na nie znaleźć odpowiedzi. Za to wiedziała kto im to kazał. On. Slenderman. Istota prastara z wieloma mackami. Zdolna w mgnieniu oka rozerwać człowieka na strzępy.
Dlaczego sam tego nie zrobi? Przeszło jej przez myśl.
Bo nie lubię brudzić sobie rąk.
Mira wzdrygnęła się. Ten męski potężny głos. Taki nieludzki. Zdawał się dobiegać zewsząd. Jednak naprawdę usłyszała go tylko Me. To on napawał ją prawdziwym przerażeniem. Z trudem nabierała kolejne wdechy. Czuła jakby ktoś położył jej coś ciężkiego na klatce piersiowej.
Nie bój się. Jeśli będziesz przestrzegać zasad nic się nie stanie.
Dodał spokojnie Slenderman. Mojmira wiedziała, że ją obserwuje. Jest gdzieś blisko. Przełknęła ślinę. Nie miała wyboru. Wszelkie plany ucieczki nie mogły się powieść z Nim u boku.
- To zaczynamy? - zapytała słabo.
Miała dość czekania. Chciała już zacząć. Nie chciała czuć dłużej tej  niepewności. To było jej zdaniem najgorsze możliwe uczucie.
- Jaka odważna - rzekł ożywczo Hoodie. - Jest jeszcze jedna rzecz, zanim zaczniemy.
- Masz dziesięć minut przewagi nad nami - zaczął Tim. - Szukaj budynków, ruin albo obserwuj drzewa. W końcu masz już jedną kartkę. Zostało tylko siedem - dodał Masky.
- Czas start - powiedział głośnio Brain.
W pierwszej chwili nie mogła się ruszyć. Słowa zdawały się do niej docierać zza kurtyny. Wszystko zdawało się snem. Okropnym koszmarem. Przez moment w to uwierzyła. Myślała, że za chwilę obudzi się w swoim łóżku. Pójdzie do łazienki się uspokoić. Ale tak się nie stało.
Z letargu wybudził ją jego głos.
Biegnij
Rzekł Slenderman. Dziewczyna ruszyła jak oparzona. Prosto przed siebie jak najdalej od nich. On wiedział, że nie ucieknie. Był tego pewien. Była zbyt ciekawa. Nawet opanowana przez strach, spróbuje. Mogła zginąć, lecz zależało to tylko od niej.
Wysoka postać cofnęła się o kilka kroków. Dał to zadanie swoim proxy. Wiedział, że wykonają je dobrze jak za każdym razem. Mógł zająć się inną sprawą niecierpiącą zwłoki. Czymś o wiele groźniejszym niż jakaś dociekliwa nastolatka.

Tim podszedł do swojego brata. Obaj wpatrywali się w kierunek, w który pobiegła Mojmira. Wiedzieli gdzie są kartki, bo sami je rozstawiali. Mogliby czuwać przy najbliższej, jednak to nie zabicie dziewczyny było tym celem. Tylko nastraszenie. Miała odpuścić. Być jedną z tych, którzy posunęli się za daleko i poparzyli się. Lecz jej kara będzie łagodniejsza. Tylko z powodu przeszłości.
- Jaka ironia, nie sądzisz? - zapytał Tim, poprawiając maskę.
- Może trochę - powiedział Brain, patrząc na zegarek. Jeszcze siedem minut. Tim prychnął, i dodał po chwili.
- Ona powiedziała coś co zmieniło nasze życie. Coś co doprowadziło do tego kim jesteśmy i patrz, gdzie ona teraz jest?  - oznajmił Masky.
Wspomnienie tamtego dnia. Dnia, w którym tak naprawdę zaczął się zmieniać razem z bratem. Dnia, w którym powiedziała im coś co zmieniło ich pogląd na świat.
- Ta sama ciekawość kazała jej się do nas odezwać i ta sama może ją zgubić - rzekł Brain jakby z dozą smutku.
- Jak myślisz znajdzie te kartki? - zapytał Tim, wyjmując papierosa z pudełka. Brzydki nawyk, którego nabył na licznych misjach. A którego nie cierpiał jego brat. Masky wyjął z kieszeni starą zapalniczkę, odpalił ją. Włożył papierosa do ust i zaciągnął się dymem. Wciągnął go do płuc, delektując się intensywnym zapachem tytoniu.
- Za jakiś czas sami się przekonamy, ile warte jest to jej przeczucie - odparł Hoodie, ponownie zerkając na zegarek. Tim wypuścił dym z ust. - Nie cierpię jak to robisz - dodał Brain, patrząc na brata. Ten w odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. - Idziemy
Mojmira zatrzymała się dopiero przy wielkim drzewie, niedaleko ścieżki. Oparła się o niej, niepewnie się rozglądając. Wysokie ciemne drzewa. Mrok je otaczający, był przeszywający. Przez moment zdawało jej się, że widzi Slendermana. Ale nie była pewna. Równie dobrze mogły być to jakieś zwidy. Wzięła głęboki wdech, zamykając oczy. Przede wszystkim musiała się uspokoić. Ręce okropnie jej się trzęsły. Nawet nie spostrzegła. Kiedy kartka w jej dłoni była cala pognieciona.
Przez chwilę stała tak, dopóki jej serce się nie uspokoiło. Jak się otrząsnęła, schowała zmiętoszona kartkę do kieszeni kurtki. Nagle zorientowała się, że może je przeszukać. Nie była pewna co w nich ma. Nie potrafiła przypomnieć sobie nic po za tym jak jechała rowerem.
Miała kilka teorii na temat porwania. Mogli to zrobić jak jechała rowerem do domu albo jak znajdowała się w swoim pokoju. Nie była do końca pewna. Jeśli pierwsza hipoteza byłaby prawdziwa to rodzice zaczęliby jej szukać.
Może nastąpiło to w domu? Wtedy nikt by mnie nie szukał i o tym nie wiedział. Nie jestem pewna. Raczej nie powinnam o tym teraz myśleć. Powinnam zająć się ta durną grą. Nie mogę uciekać ani przegrać. To by źle się skończyło.
Rozmyślała. Przeszła się wokoło drzewa, analizując każdą możliwą drogę.
Nie mogę iść ta drogą, którą przyszłam. Mówili coś o ruinach oraz jakiś budynkach. Może tam są jakieś kartki? Tylko czy w naszym lesie są jakieś podobne rzeczy? Jest jakaś chatka i podobno jakiś stary szpital. Ale ja go nigdy nie widziałam. Lecz czy na pewno jestem w naszym lesie?
Jej myśli zostały przerwane przez szelest, gdy przesunęła dłonią po konarze. Przyjrzała się pniu. Spostrzegła mały, biały skrawek. Włożyła rękę do dziupli. Pod palcami poczuła coś dużego i metalowego. Wyciągnęła to razem z kolejną kartką. Była to latarka oraz rysunek Slendera pośród drzew. Odwróciła ją, aby zobaczyć czy coś znajduje się po drugiej stronie. Miała rację, lecz nie było to nic ważnego. Napis głosił, że w dziupli znajduje się jeszcze działająca latarka.
Mira westchnęła ciężko, jakby lekko zawiedziona. Nawet sama nie jest pewna, czego się spodziewała. Jakieś wskazówki co do kolejnych kartek? Schowała notatkę do kieszeni, zapalając latarkę. Musiała przyznać, że trochę pomogła. Ale z drugiej strony była też przez nią bardziej widoczna. Po chwili namysłu zgasiła ją. Wolała oszczędzać baterie. W końcu nie wiedziała ile jej to zajmie. Ruszyła przed siebie nie chcąc tracić więcej czasu.
 Strzeżonego pan Bóg strzeże.
Jakoś w tej chwili bardzo wątpiła w to powiedzenie. Uważała, że zachowała  wszelkie środki ostrożności. Nie widziała swojej winy w tym, że zostały nakryte w domu braci. Przecież nie wiedziała, że wrócą akurat jak będą w środku. Chociaż mogła podzielić się z Mary swoimi spostrzeżeniami. Może nie doszłoby do tej sytuacji.
Westchnęła ciężko. Nie to było teraz najważniejsze. Miała dwie z siedmiu kartek. Zostało jeszcze pięć rozrzuconych po całym lesie. Musiała się ostro sprężyć.
Mojmira rozglądała się po opustoszałym szpitalu psychiatrycznym. Okazało się, ze plotki były prawdziwe. 
W głębi lasu naprawdę znajdował się stary budynek. Ze ścian schodziła farba. Po ziemi walały się licznie śmieci. Puszki po piwie, papiery, nawet szkło z wybitych szyb. Wyglądało jakby gałęzie drzew próbowały  wedrzeć się do środka.
Miejsce samo w sobie napawało przerażeniem. A myśl, że w tym budynku byli ludzi psychicznie chory pogarszał ten fakt. Od kiedy nastolatka przekroczyła próg szpitala, czuła dziwną obecność. Jakby coś czaiło się w mroku i tylko czekało na jej chwilę nieuwagi. Przemierzając korytarze zdawało jej się, że widzi ludzkie kształty. Kobiety ubrane w białe kitle, roznoszące na metalowych tackach leki. Nagle usłyszała echo kroków. Wzdrygnęła się. Wystraszona poświeciła latarką na koniec korytarza skąd dobiegał ów dźwięk. Światło latarki nic nie oświetlało. Tylko pusty hol. A kroki były coraz bliżej. Nagle z mroku wyłonił się wysoki mężczyzna ubrany w lekarski kitel. Blask lampy padał na niego, lecz ten człowiek nie posiadał cienia. Światło zdawało się przez niego przenikać  jak przez inne postacie. Wszyscy zdawali się nie zauważać nastolatki. Jakby zostali zaklęci w czasie. Przez wieczność powtarzali te same czynności.
- Duchy - powiedziała szeptem.
Pierwszy raz widziała je tak wyraźnie. Jako dziecko zdarzało jej się wyczuwać dziwną, acz nieszkodliwą obecność. Jej babcia mówiła, że jest to normalne u dzieci, ponieważ są one bardziej wrażliwe niż dorośli. Dostała też pewne ostrzeżenie od swojej babki, aby uważać na złe moce. Dodała też, że można to wyczuć sercem. Przynajmniej na razie Me była bezpieczna. Przynajmniej tak sądziła.
Westchnęła z ulgą. Musiała sprawdzić kolejne pokoje w poszukiwaniu kartki, jeśli tu była. To będzie czwarta karta.
Kilka razy już natknęła się na braci. Dokładniej dwa. Raz przy zepsutym samochodzie. Kartka była wtedy pod wycieraczkami. Właśnie ją wyciągała, gdy usłyszała trzask łamanych gałęzi nieopodal. Szybko wyjęła kartkę i schowała się za samochodem. Oddychała ciężko, gdy słyszała tupot oraz szelest liści. Oni się zbliżali. Kątem oka dostrzegła słabe światło zza auta. Z kroku na krok było coraz bliżej. Mogła też usłyszeć głosy braci.
- Myślisz, że już wzięła tą kartkę? - spytał Masky.
- Powinna być blisko - rzekł Hoodie, oświetlając latarką auto.
Światło odbijało się od szyb. Brain nie mógł dostrzec, czy kartka znajduje się tam, gdzie ją zostawili. Podeszli z bratem bliżej. W tym samym czasie nastolatka nie wiedziała co ma robić. Jeśli pobiegnie, to oni ją zauważą. Nie może też zostać, bo spotka ją to samo. Było tylko jedno wyjście z tej sytuacji, ryzykowne. Zdawało jej się, że za chwile usłyszą bicie jej serca albo ciężki oddech. Lecz nic takiego się nie stało. Chłopcy obeszli samochód dookoła, a kartki i dziewczyny nigdzie nie było.
- Nie ma jej - oznajmił Tim. - Musi być gdzieś blisko.
Hoodie tylko przytaknął niemo bratu. Pozwolił mu iść przodem. Na krótką chwilę zerknął ponownie na samochód. Jego wzrok utkwił w starej maszynie. Westchnął tylko i dołączył do brata.
Natomiast Me schowana pod samochodem wypuściła powietrze z płuc. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że przez ten czas wstrzymywała oddech. Sama  się sobie dziwiła, że tak szybko udało jej się wgramolić pod auto. Siedziała pod nim z dobre kilka minut po tym jak kroki ucichły. Wolała nie ryzykować. Gdy wyszła spod niego, skierowała się w przeciwnym kierunku niż bracia.
Za drugim razem nie miała już tyle szczęścia. Nastąpiło to po akcji z samochodem.
Lasy często bywają złudne. Drzewa wydają się niemal identyczne, a ścieżka znika gdzieś w mroku. Ci co nie znają drogi mogą z łatwością się zgubić, a ci których doradcą jest strach mają jeszcze większe szanse na zabłądzenie. A tym kimś była nasza bohaterka. Zawędrowała do zniszczonej czasem leśniczówki. Spróchniałe drewno, tworzące ściany ledwo stało. Wyglądało jakby byle wiaterek mógł ją zmieść. Lecz pozory mogą mylić.
Natomiast w środku panował porządek. Nie znajdowały się tam kawałki szkła, po rozbitej szybie. Nie było liści, które mogły dostać się do środka przez rozbity kawałek okna. Stało tam wysłużony stoły, a na nim  zdawać by się mogło zapomniany relikt - lampa naftowa.
Moja podeszła starego mebla. Przejechała palcami po blacie. Nie było na nim grama kurzu. Ledwie musnęła opuszkami podstawę lampy. Poczuła pod nimi lepką maź. Nafta, pomyślała. Na szczęście zimna. Uśmiechnęła się pod nosem. Sama się sobie dziwiła, ale jej to nie zaskoczyło. Odkryła kolejna kryjówkę braci.
Ale jakim cudem mogłaby zmarnować taką świetną okazję?
Sama w jednym z schronów proxy. Miejscu, gdzie nikt nie spodziewałby się szukać, a tym bardziej mieć odwagę tam zajrzeć. Ciekawość przysłoniła jej jasny obraz sytuacji. Kompletnie zapomniała o czyhającym na jej życie mordercach. Wolała przetrząsnąć to pomieszczenie w poszukiwaniu jakiś rzeczy należących do braci. Może odsłoniłaby kolejną tajemnicę?
Rozglądała się po leśniczówce, a towarzyszyło jej skrzypienie podłogi. Rozświetlała latarką każdy kąt, szukała każdej szpary, gdzie mogło coś być. Przykucnęła przyglądając się podłodze. Sprawdziła parę desek. Niestety żadna z nich nie była obluzowana. Ani jedna nie była powiernikiem tajemnicy.   Jedyne co znalazła to dwa śpiwory, wetknięte między drzwi.
Nawet nie zdawała sobie sprawy ile czasu zmarnowała, przeszukując kryjówkę.
Mojmira wstała lekko zdenerwowana. Ponownie spojrzała na pomieszczenie. Uważała, za niemożliwe, aby nie trzymali w takim miejscu nic prócz śpiworów i starych puszek po jedzeniu. Nie chciała nawet myśleć o kilkunastu pustych paczkach papierosów w kącie pokoju. Westchnęła ciężko.
Była tak zaabsorbowana poszukiwaniami, że nie zauważyła cieni, wędrujących za szybą. Niczego nie świadoma podeszła do stołu. Jedyne miejsce, którego nie sprawdziła to właśnie ten mebel. Wątpiła w to, że pod stołem jest coś przyczepione. Ale z drugiej strony najciemniej jest pod latarnią. Schyliła się.
Nagle poczuła ostre szarpnięcie do tyłu. Siła była tak wielka, że uderzyła plecami o kant krzesła. Z jej ust dobył się jęk. Poczuła przeszywający ból, który rozpraszał  się po całych plecach. Miała wrażenie, że całe jej ciało drętwieje. Jej boleści na chwilę przyćmiły jej zmysły. Miała ciemne mroczki przed oczami. Lecz mimo to nadal mogła usłyszeć jego głos.
- Wiesz, że to nieładnie tak komuś szperać w rzeczach? - rzekł Hoodie, kucając przy nastolatce. Adrenalina natychmiast przywróciła Mirze wzrok, a dreszcze jakby zniknęły. Spojrzała w jego twarz, a raczej w kominiarkę. Mimo, że miał ją na sobie doskonale go słyszała. Materiał poruszał się delikatnie wraz z jego słowami. - Naprawdę jesteś tak głupia, że wolałaś tracić tutaj czas? - dodał, dotykając jej włosów. Nachylił się nad nią i wyszeptał jej do ucha. - A co jakbym cię teraz zabił? - rzekł mocno ściskając ją za ramie. Me czuła jak braknie jej tchu. Nie mogła się ruszyć. Strach nią zawładnął. Kazał uciekać, ale też nie pozwalał się ruszyć.
To był głos strachu. Taki głośny, czasem pożyteczny, ale też i sprzeczny. Nakazujący uciekać przed zagrożeniem, lecz też paraliżujący. Przejmujący całkowita kontrolę. Tworzy bezwolną marionetkę, poddaną jedynie pierwotnym instynktom.
Zdawać by się mogło, że tylko ten instynkt kazał Mirze kopnąć Brain'a kolanem w szczękę. Lecz było coś jeszcze jakiś cichy głos w głębi serca. Nastolatka sama była zaskoczona. Nastąpiło to szybko. Prawie w mgnieniu oka.
Chłopak upadł na plecy, bardziej z zaskoczenia niż z bólu. Lecz musiał przyznać, że na chwilę przyćmiło mu wzrok i dzwoniło w uszach. Plusem tej sytuacji było to, że nie odgryzł sobie języka, a było blisko.
W tym czasie Me, dalej wiedziona tajemniczym instynktem, zerwała się gwałtownie. Pobiegła w stronę drzwi, napierając na nie z całej siły. Udało jej się wcisnąć klamkę. Wypadła przez drzwi, potykając się o framugę. Na moment straciła równowagę, lecz odepchnęła się ręką od ziemi, zanim miała upaść. Nie wytraciła przy tym prędkości i najważniejsze mogła dalej biec. Nie oglądała się za siebie z obawą, że jeśli to zrobi wywróci się o jakieś korzeń. Do tego nie mogła dopuścić. Nie w takiej chwili. Oddychała bardzo szybko, a serce biło jej jak szalone. Z mniejszym lub większym trudem przedzierała się przez chaszcze. Liczyło się tylko, aby być jak najdalej od niego.

W tym samym czasie, gdy Me biegła bez opamiętania przed siebie do chatki weszła kolejna osoba.
Tim oparł się o framugę, próbując powstrzymać śmiech. Jego brata - tak pewnego siebie, nieomylnego i perfekcyjnego, powaliła nastolatka. Naprawdę musiał się wytężyć, aby się teraz nie roześmiać. To była naprawdę przekomiczna scena. Sam się nie spodziewał, że Moja może mieć, aż taki dobry refleks. W jednej chwili górował nad nią Brain, a potem dostał z kolanka i zwijał się na ziemi. Dla Masky'iego, który oglądał wszystko przez okno, była to iście zabawna scenka. 
 - I co w tym niby zabawnego? - zapytał złośliwie Hoodie, masując obolałą szczękę. Dziewczyna poniżyła go już dwa razy i to w przeciągu jednego dnia. Czuł się naprawdę okropnie z tego powodu. Jak on mógł się dać tak łatwo podejść jakieś małolacie. Nie mógł tego pojąć jak w jednej chwili całkowicie sparaliżowana strachem mogła w kolejnej sekundzie uderzyć go. Lecz dziwiło go coś jeszcze. W tamtej sekundzie, tuż przed kopnięciem w jej oczach nie widział tylko strachu. Było coś jeszcze czego nie potrafił opisać. Coś dziwnego.
- No wiesz, przed wejściem zarzekałeś się, że sobie z nią poradzisz sam - rzekł Tim, wchodząc do środka. Oparł się o stół, przyglądając się bratu. - A tu proszę, młoda dała ci niezły wycisk i zwiała - dodał wskazując  na drzwi.
Hoodie otrzepał swoją kurtkę z kurzu, prychając w odpowiedzi do brata.
- Lepiej powiedz, czemu pozwoliłeś jej uciec? - zapytał, podchodząc do Tim'a.
- A po co? Mamy ją nastraszyć, a potem odesłać do domu - oznajmił spokojnie Masky, wzruszając ramionami. - Czemu nie skorzystać  z okazji i się trochę nie zrelaksować? - zapytał, lecz Brain tylko milczał. - Sam wiesz, że ostatnio mamy pełne ręce roboty - dodał, podchodząc do drzwi. - Ale skoro nalegasz to ruszajmy. - I wyszedł. Hoodie stał tak minutę, dopóki nie ruszył za bratem.
Czasami naprawdę go nie rozumiał. Wychodząc z leśniczówki zamknął za sobą, a Tim w duchu cieszył się, że nikt nie odkrył jego sekretu. A mianowicie opakowania papierosów, które przykleił taśma do spodu stołu. Niekiedy jego towarzysz bywał naprawdę upierdliwy. Brain potrafił zabrać Tim'owi papierosy i wrzucić je do kałuży albo w jakiś inny sposób się ich pozbyć. On naprawdę nie cierpiał zapachu papierosów oraz faktu, że jego brat pali. Po prostu go to denerwowało. A dowodem na to są zniszczone opakowania w kącie drewnianej chatki.

Tak wyglądały obydwa spotkania. Dlatego podczas eksploracji szpitala była ostrożniejsza. Reagowała na każdy szmer oraz cień. Odwracała się za siebie przy każdym skrzypnięciu. Niekiedy była to jakaś mysz, czasami po prostu szum wiatru. Plusem było to, że te duchy jakie spotkała w głównym holu w większości nie wydawały dźwięków. A przynajmniej mogła je odróżnić. Odgłosy wydawane przez duchy roznosiły się po całym pomieszczeniu, zachowywały się niczym echo.
Mimo, że na razie zjawy nijak na nią reagowały pogrążone w przeszłości wolała mieć się na baczności. Już raz dała się zaskoczyć. Drugi raz na to nie pozwoli.
Moja przeszukała już cały parter, a przynajmniej te pomieszczenia do których mogła wejść. Niektóre drzwi były zamknięte. Prawdopodobnie coś z drugiej strony nie pozwalało wejść. Może jakiś obalony regał? Tego nie była pewna. Mogło to też być spowodowane osunięciem się sufitu, a całe pomieszczenie jest zawalone. Raczej nie była do końca pewna, czy chce je sprawdzać.
Będąc już na pierwszym piętrze, postanowiła przystanąć i rozejrzeć się. Tutaj korytarz był taki sam jak na dole z tą różnicą, że duchy od pewnego czasu się nie pokazywały. Dopiero teraz zwróciła na to uwagę, że im bliżej była schodów i kolejnego piętra było ich coraz mniej. Me zrobiła kilka kroków na przód. Usłyszała jedynie dźwięk swoich kroków. Żadnych strzępów rozmów. Była sama i to ją przerażało. W obecności zjaw, czuła dziwny spokój. Lecz tak naprawdę nie pochodził on od niej tylko od duchów. Było to spowodowane ciągle odkrywającym się rytmem mieszkańców szpitala, a raczej ich wspomnieniami. 
Me trochę to niepokoiło. Dlaczego dusze unikają tego piętra? Może to kolejna kryjówka braci? Albo Jego. Na samą myśl o Nim, Mirę przeszły dreszcze. Wspomnienie nienaturalnego głosu Operatora w swojej głowie, napawała ją lękiem. Jego akurat najbardziej nie chciała spotkać. Z braćmi mogłaby sobie jakoś poradzić. Przechytrzyć ich, tak samo jak to zrobiła przy samochodzie. Lecz  jak mogłaby wykiwać Istotę, która czyta w myślach?
Na to pytania nie znała odpowiedzi. Wolała na razie o tym nie myśleć, póki nie jest to konieczne. Wyrzuciła z głowy te dość makabryczne myśli, skupiając się na swoim obecnym celu - poszukiwaniu kartek.
Wzięła głęboki wdech, otwierając pierwsze drzwi. Roztoczył się przed nią niewielki pokój pielęgniarek. Drewniany stół, kilka krzeseł w tym jedno połamane oraz dwie białe szafy.  Było jeszcze okno, pokazujące otaczający budynek las.
Nastolatka wzięła się za przeszukiwanie pomieszczenia.
W ciszy zbadały prawie wszystkie pokoje na tym piętrze. I w żadnym nic nie było. Żadnej kartki, żadnego śladu bytności braci. Me była tym faktem trochę rozczarowana. Myślała, że znajdzie tutaj kartkę albo chociaż coś związanego z braćmi. Lecz znajdowały się tutaj jedynie rzeczy pacjentów oraz pracowników. Zmarnowała tyle czasu.
Do przeszukania zostały jej tylko trzy pokoje. Miała nadzieję, że w kolejnym pokoju znajdzie to czego szukała. Drzwi otworzyły się skrzypiąc lekko. Moja znajdowała się w jednym z wielu pokoi, zamieszkiwanych kiedyś przez pacjentów. To pomieszczenie było bardzo skromne. Jedno łóżko oraz proste biurko z krzesłem. A jakby tego było mało to kraty w oknach.
Gdyby Me nie wiedziała, że to szpital psychiatryczny, uznałaby to miejsce za więzienie. Ale jak miała je niby kojarzyć skoro to był pierwszy raz gdy widziała takie miejsce na własne oczy?  Takie szpitale kojarzyła jedynie z horrorów, gdzie pacjentów poddawano niekonwencjonalnym metodom leczenia. Nigdy też nie spotkała się z osobą z zaburzeniami psychicznymi. Może te kraty były dla ich bezpieczeństwa?
Westchnęła ciężko, wyrzucając z myśli sceny z ostatniego horroru, gdzie pewną młodą kobietę poddawano terapii elektrowstrząsowej.
Me nachyliła się, aby sprawdzić co jest pod biurkiem. Leżało pod nim tylko parę połamanych kredek. Może to był pokój jakiegoś dziecka? Ale czy dzieci mogą mieć jakieś silne zaburzenia, wymagające przebywania w szpitalu? Pomyślała, przyglądając się kredkom. Wzruszyła tylko ramionami. Nie była tego pewna, ale to nie był czas na snucie jakiś przypuszczeń. Zostawiła przybory rysunkowe w spokoju i skierowała się w stronę łóżka. Musiała położyć się na zakurzonej podłodze, aby zobaczyć co znajduje się pod meblem. Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie, widząc białą kartkę. Wyciągnęła po nią rękę, a po chwili  szczęśliwa wyprostowała się. Przyjrzała się jej. Jakież było zdziwienie Mojmiry, gry okazało się, że kartka ukazywała rysunek pluszowego misia z różową kokardką.
Obrazek nie wyglądał na stary, więc nie mógł należeć do właściciela tego pokoju. Ale po co mieliby rysować takie coś? Pomyślała, przyglądając się kartce.  To nie mogła być jedna z tamtych kartek. Lecz to wydawało się dziwne. Co w szpitalu robi rysunek dziecka?  Me zdezorientowana postanowiła sprawdzić co znajduje się z tyłu obrazka. Może jest jakiś podpis autora albo data? Odwróciła ją.
- Czy to jakiś żart? - powiedziała do siebie.
Sama nie mogła uwierzyć, że po drugiej stronie znajduje się rysunek Slenderman'a w lesie. Narysowany w takim samym koślawym stylu co pozostałe. Moja ponownie przyjrzała się obydwu pracom. Spostrzegła, że zostały prawdopodobnie stworzone przez dwie różne osoby. Tylko po co?  Pomyślała. Ta może, któryś z proxy's ma talent artystyczny i chciał się pochwalić? Pomyślała, uśmiechając się lekko do siebie. Wizja, któregoś z nich, rysującego misia była komiczna, ale i dziwnie pokrzepiająca. Moja musiała pamiętać, że oni mimo służby u Operatora to nadal ludzie. A ludzie da się przechytrzyć. A skoro udało mi się odkryć ich tożsamość, to czemu nie miałoby mi się udać zebrać pozostałych kartek? Pokrzepiła się w myślach. Poniekąd takie myślenie dało jej siłę do dalszej "gry".
Schowała kartkę do kieszeni, wychodząc z pokoju. Chciała już opuścić szpital, ale zmieniła zdanie. To mało prawdopodobne, aby ukryli tu dwie kartki, ale teraz nie jestem pewna. Skoro próbowali mnie zmylić tym rysunkiem, to czemu nie mieliby zostawić tu kolejnej kartki? Pomyślała, zmierzając w kierunku kolejnego pokoju.
Już trzymała dłoń na klamce, gdy usłyszała szmery. Zamarła. Z pokoju dochodziły dziwne dźwięki. Me nie potrafiła określić, co dokładnie robi osoba w środku. Pomyślała, że to któryś z braci. Ale czemu przeszukuje to miejsce? Tego nie potrafiła zrozumieć. Gdy nagle sobie coś uświadomiła. A kto powiedział, że proxy to te same osoby, które zamordowały tego faceta? Me zrobiła krok w tył. Przecież nie musieli to być oni. Dodała w myślach, starając się jak najciszej wycofać. Skoro istnieje Slenderman, to czemu jakieś słowiańskie bestie nie?  Czuła w gardle jakąś gulę. Może zabiła go strzyga albo coś innego? Kolejny krok do tyłu. Albo tam jest Slenderman. Me oddaliła się od drzwi. Szybko pobiegła w stronę schodów. Wolała się znaleźć jak najszybciej od tego miejsca. Dopiero biegnąc, uświadomiła sobie, że dziwne odgłosy to było mlaskanie.
Przeszył ją dreszcz. Wolała nie być blisko tej istoty czymkolwiek była. Zbiegała po schodach, gdy nagle noga ześlizgnęła się z jednego stopnia. Mojmira z hukiem zleciała ze schodów. Leżała na podłodze, cała obolała. Nie była pewna, czy czegoś sobie nie zrobiła. Ostrożnie podniosła się na rękach. Poczuła przeszywający ból w prawym barku. Chwyciła się za niego, odwracając się na plecy. Musiała sobie uszkodzić bark przy upadku. Boli, ale nadal mogę ruszać ręką. Pomyślała. Przynajmniej nie jest wybity. Moja podniosła się z ziemi.
Zamarła gdy usłyszała odgłos kroków. Dobiegał z góry, a towarzyszyło mu ciężkie dyszenie. Me z przerażeniem spojrzała na szczyt schodów. Stała tam wysoka człekokształtna masa. Nie potrafiła określić co to jest przez panujący wszędzie mrok. Podczas upadku latarka wyleciała jej z ręki.
Moja czuła na sobie wzrok bestii. Był taki przytłaczający. Złowrogi. Nastolatkę przeszedł dreszcz. Coś w środku, w głębi serca mówiło jej, że Ten potwór chce krwi. Ludzkiej krwi. Zrobiła krok do tyłu. A bestia przykucnęła. Szykowała się do ataku.
Dla Miry czas zdawał się zwolnić. Myślała, że trwało to dobre parę minut, ale to było kilka sekund. Potwór zeskoczył ze schodów. Znajdował się parę metrów przed nią. Stał czterech łapach, gotów na zabawę z nową ofiarą. Jeszcze się do niej nie dorwał, a już czuł zapach jej przecudownej krwi. Była inna niż te pomyje, którymi zazwyczaj się żywił. Potwór wysunął z paszczy język i oblizał się ze smakiem po ostrych kłach.
Bestia ugięła tylne kończyny, gotując się do skoku. Me nie wiedziała co ma robić. Nie mogła stać, lecz z nim nie miała szans. Potwór skoczył. Moja zamknęła oczy, nie chciała na to patrzeć. Była gotowa na atak, ale on nie nastąpił. Mojmira usłyszała jedynie huk oraz przeszywający skowyt. Otworzyła oczy zdziwiona.
Istota, która zamierzała ją upolować leżała obok ściany. A przed oczami dziewczyny stał On. Slenderman w swoim czarnym garniturze, a z jego pleców wyrastało kilka macek. Twarz miał skierowaną w stronę powalonego przeciwnika. Zdawało się, że mu się przyglądał. Lecz Moja nie była tego pewna. Przecież on nie miał oczu.
Nagle jakiś cichy głosik nakazał jej uciekać. Nie był to głos Operatora, tylko ten sam co wcześniej kazał jej kopnąć Brain'a. Kazał jej uciekać, póki może.
Jednak nie było jej to dane. Slenderman usłyszał jej myśli. Zwrócił się w jej stronę
Czas zakończyć tą zabawę. Usłyszała w głowie Me. Wzdrygnęła się i już miała biec, jednakże On był szybszy. Moja słyszała w głowie dziwne szumy, które z każdą chwilą przybierały na sile, powodując ból nie do opisania. Jakby ktoś próbował rozsadzić jej czaszkę od wewnątrz. Chwyciła się za głowę, kuląc.
Czas na ciebie.
Proszę, nie zabijaj mnie - zaszlochała Mira, patrząc na wysoka istotę spode łba.

Operator nic jej nie odpowiedział. Mocno chwycił jej ramię. Niespodziewanie świat przed oczami Miry zdawał się rozmywać, ale dziwniejsze było to, że tylko Operator był wyraźny. Moja nie była pewna co jej zrobił. Nie mogła się skupić na tym co się dzieje wokół niej. Zdawało się jakby świat przyśpieszył. Czuła, że stoi w miejscu, a jednocześnie jakby poruszała się z olbrzymią prędkością. Przed oczami miała wiele obrazów, które widziała zaledwie parę chwil. Budynek szpitala. Las. Zrujnowany samochód. Leśniczówkę. Jednakże było coś jeszcze. Stary zadbany budynek. Rezydencja, którą nastolatka widziała przez ułamek sekundy. To był jej ostatni obraz, zanim straciła przytomność.